Króliki z kapelusza

Jacek Konikowski
opublikowano: 2008-05-26 00:00

Czterej znajomi, znani biznesmeni, po godzinach wertują biznesplany. Nie swoje. I czasem sypną groszem. Na nietypowe przedsięwzięcie.

Co łączy Macieja Dudę, Jędrzeja Wittchena, Macieja Grabskiego i Jacka Kawalca? Dla ułatwienia albo i nie: pierwszy to Polski Koncern Mięsny, drugi — galanteria skórzana, dwaj ostatni — Wirtualna Polska. Ktoś powie: pieniądze. Ciepło. Ktoś inny: ich zarabianie. Gorąco.

Poznali się kilka lat temu. Pomogli wspólni znajomi. Od słowa do słowa założyli wspólny fundusz. Zalążkowy, czyli wspierający raczkujące pomysły i przedsięwzięcia. Co dwa tygodnie główni założyciele i udziałowcy Business Angel Seedfund wspólnie pochylają się nad kolejnymi biznesplanami i szukają obiecujących pomysłów biznesowych, zwłaszcza z dziedziny nowych technologii, IT, internetu oraz biotechnologii. A gdy znajdą, sięgają do kieszeni.

— Podpisaliśmy siedem umów inwestycyjnych, cztery kolejne są na etapie negocjacji. Stawiamy głównie na nowe technologie, na IT, internet, projekty związane z rozbudową sieci sprzedaży. Wchodzimy również w projekty produkcyjne, ale jeżeli wiążą się ze sprzedażą sieciową, którą bardzo lubimy — mówi Maciej Grabski.

Siedem? Niewiele.

— Nie chodzi o to, żeby było dużo. Projekty muszą nas czymś zaskoczyć, zaciekawić, dlatego wybieramy tylko najciekawsze, najbardziej obiecujące, a takie są niczym rodzynki w cieście — dodaje Wittchen.

Jednym z nich był pomysł płatności mobilnych, zgłoszony niedawno przez grupę 17 młodych Szwedów z Politechniki w Sztokholmie. Dlaczego, mając do wyboru dziesiątki innych podobnych, choć znacznie większych funduszy w Europie, Szwedzi zapukali akurat do polskiego?

— Pytałem ich o to. Zaszokowali mnie odpowiedzią: bo Polska jest dużym rynkiem, a Szwecja małym, bo Polacy są mniej konserwatywni od Skandynawów, bardziej otwarci na nowe technologie, bo w Szwecji nie ma pieniędzy unijnych na rozwój biznesu, w przeciwieństwie do Polski, w końcu, że w Polsce są kreatywni pracownicy. Od razu przypomniałem sobie, jak będąc studentem, chodziłem po Sztokholmie i myślałem sobie, że jestem w najbogatszym kraju na świecie, bo każdy młody Szwed mógł sobie od niechcenia kupić puszkę fanty, podczas gdy cały mój kapitał wystarczyłby raptem na kilka puszek — wspomina Maciej Grabski, współzałożyciel WP.

Innym nietypowym pomysłem realizowanym przez fundusz BAS jest Screen Network.

Plazma w sklepie

Od niedawna w konserwatywnych z wystroju salonach Wittchena pojawiły się monitory LCD, na których migają reklamy. Na razie tylko Wittchena. Ale wkrótce mają się pojawić inne. Rewolucja?

— Moje sklepy są jednymi z wielu należących do projektu Screen Network, wspieranego przez BAS — mówi Wittchen.

Screen Network to obecnie największy broker reklamy na nośnikach w punktach sprzedaży. Obsługuje kilkuset reklamodawców oraz ponad 13 tys. nośników w bez mała 4 tys. lokalizacji.

— Ponadto dysponuje zaawansowanym oprogramowaniem usprawniającym zarządzanie treściami wyświetlanymi na ekranach, na ogół 42-calowych — dodaje Grabski.

BAS zarządza również siecią wielkich elektronicznych ekranów outdoorowych o powierzchni 40 mkw. w kilku miastach w Polsce, m.in. ekranami w centrum Warszawy. Zdaniem Wittchena, to przyszłość reklamy zewnętrznej. Czyżby wieścił koniec tradycyjnych billboardów reklamowych, na które co kilka dni wspinają się panowie na drabinach, aby nalepić kolejną reklamę supermarketu?

— Po co ręcznie naklejać reklamy, skoro można je zmienić w kilka sekund przez wciśnięcie jednego przycisku? — pyta retorycznie Wittchen.

Oczyma wyobraźni wybiega jeszcze dalej. Do pomysłów stosowanych przez twórców filmu „Mission Impossible”, kiedy to bohater, idąc ulicą, widzi reklamy skierowane wyłącznie do niego.

BAS zainwestował w Screen Network 730 tys. zł. Spółka wkrótce zadebiutuje na New Connect. Niemal tyle samo BAS dał na inne przedsięwzięcie — Polymem.

Membrany i podróże

Polymem to spółka rozwijająca i produkująca membrany polipropylenowe do mikrofiltracji, projektująca systemy do nanofiltracji oraz odwróconej osmozy. Brzmi tajemniczo? Chodzi o ochronę środowiska, dokładniejsze oczyszczanie ścieków przemysłowych i odzyskiwanie cennych surowców. Ale czterej aniołowie biznesu wspierają również mniej zaawansowane technologicznie projekty, w których liczy się głównie pomysł, chociażby serwis konsumencki Hub 3.0 czy nietypowe biuro podróży, którego pracownicy działają trochę jak doradcy finansowi.

— Hub 3.0 to serwis internetowy, który będzie dostarczać informacje o produktach. Dzięki bardzo dokładnym opisom skategoryzowanych produktów, dziesiątkom parametrów je opisujących — odnalezienie właściwego będzie kwestią sekund — mówi Grabski.

Idea słuszna, tylko gdzie tu pieniądze?

— Za umieszczenie informacji o produkcie w portalu płaci jego producent lub dystrybutor — informuje Wittchen.

Serwis ruszy lada miesiąc. Działa za to już coś z zupełnie innej beczki. Centrum Podróży to pomysł na prezentację treści, turystycznych w internecie wspierających sprzedaż usług tego sektora. Co w tym nietypowego? Na pewno lotni sprzedawcy, którzy z ofertą przyjadą wprost do domu lub biura klienta, tak jak to robią doradcy finansowi. Koniec z siedzeniem w biurze podróży na twardym krzesełku ze wzrokiem skierowanym na monitor komputera w poszukiwaniu wycieczki do Hiszpanii. W Centrum Podróży jest salonik VIP, w którym konsultanci przy filiżance pachnącej kawy pomagają dokonać wakacyjnego wyboru. Niby żadna nowość, bo tak samo od lat dopieszczają klientów firmy doradztwa finansowego i niektóre banki (np. Lukas Bank). Więc czemu nie biuro podróży?

Czterech aniołów biznesu zainwestowało w fundusz w sumie 20 mln własnych pieniędzy. Kolejne 18 mln, najwięcej ze wszystkich funduszy zalążkowych, BAS dostał w ramach dofinansowania z PARP. Okazuje się, że pieniądze publiczno-prywatne w jednym kapeluszu mogą jednak przynosić ciekawe wyniki. Jest co wydawać.

— Ale nie ma co się spieszyć. Nie mamy udziałowców, presji na wydawanie i osiąganie zysków. Ale też nonszalancji jak w niektórych dużych funduszach, w których nikt nie pochyli się nad małym projektem, w jaki nie można zainwestować 50 czy 100 mln, bo to się nie opłaca, za dużo pracy — mówi Wittchen.

Wypada więc życzyć przepastnych kieszeni, anielskiej cierpliwości i biznesowego nosa. n

Business Angels

Business Angels (anioły biznesu) to osoby fizyczne inwestujące stosunkowo niewielkie kwoty w przedsięwzięcia o dużych możliwościach rozwoju i wnoszące jednocześnie do nich swe doświadczenie. Często dzielą się kontaktami i pomagają, nie tylko finansowo, realizować pomysł. Przyciągają ich przeważnie małe projekty, którymi nie zajmują się fundusze private equity, bo są dla nich mało interesujące, głównie ze względu na koszty badania spółki, czyli due diligence, w takich przypadkach nieproporcjonalnie wysokie w porównaniu z wartością przyszłej transakcji. European Business Angels Network, której przewodniczy Anthony Clarke, szacuje, że w Europie działa około 125 tys. aktywnych aniołów biznesu.

Marka polska, ale brzmi obco

Jędrzej Wittchen przez długi czas wiódł beztroski żywot globtrotera i podróżnika. Ale pewnego razu zerwał z przeszłością i za kilkaset dolarów założył własny biznes, który szybko się rozwijał dzięki marce. Wittchen użyczył swego nazwiska nazwie firmy, dzięki czemu jej galanterię skórzaną klienci utożsamiali z zagraniczną. Właściciel tego nie prostował.

Business Angel Seedfund w liczbach

20

mln zł Tyle własnych pieniędzy zainwestowali w fundusz jego założyciele: Maciej Duda, Jędrzej Wittchen, Maciej Grabski i Jacek Kawalec.

18

mln zł Tyle BAS dostał w ramach dofinansowania z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

730

tys. zł Tyle BAS zainwestował w Screen Network, która wkrótce zadebiutuje na New Connect.

Z mięsem na podbój świata

16 lat temu Marek Duda był rolnikiem, jakich wielu. Dzisiaj jego dzieci — Maciej i Bogna — jak na przedsiębiorstwo rodzinne przystało, kierują 13 zakładami Polskiego Koncernu Mięsnego Duda, który od stycznia 2003 r. jest notowany na GPW. Wędliny eksportuje m.in. do Japonii i Korei. Po trzech miesiącach 2008 r. przychody grupy kapitałowej PKM Duda wyniosły 318,3 mln zł, o 10 proc. więcej niż w I kwartale 2007 r. Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej przekroczył 12,1 mln zł, wobec 17,5 mln zł uzyskanych na koniec I kwartału 2007 r. Zysk netto sięgnął 5,6 mln zł. W grupie najwyższą rentowność osiągnął rozbudowywany przez spółkę pion handlowy, którego liderem jest Centrum Mięsne Makton.

Jacek

Konikowski