W lutym na rynek trafią pierwsze rowery elektryczne przasnyskiej firmy Kross. — Sezon sprzedaży detalicznej rowerów zaczyna się w marcu. W lutym uruchomiamy produkcję i zakładamy, że w końcu lutego pierwsze rowery będą w ofercie naszych dilerów — mówi Jacek Zieziulewicz, wiceprezes spółki Kross. Jako pierwsze na rynku pojawią się dwa modele trekkingowe w wersji damskiej i męskiej (razem cztery rowery w różnych rozmiarach). W detalu powinny kosztować 8,5 i 10 tys. zł.

Tymczasem na rynku bez trudu można kupić e-rower za 3,5- -4 tys. zł, a jak się poszuka, to nawet za 1,5 tys. zł. Tani pedelec — to jedna z dwóch oficjalnych, unijnych nazw roweru elektrycznego — ma napęd w przedniej piaście i słabe baterie. Pierwsza cecha powoduje specyficzne zachowanie na zakrętach. Słabość baterii objawia się zaś dwojako — już jako nowe starczają na niezbyt długą jazdę, a ponadto wraz z kolejnymi ładowaniami wyraźnie zmniejszają pojemność.
Rowery Krossa będą droższe, bo firma chce wejść na rynek z nowocześniejszym sprzętem. Szykuje pojazdy z centralnym napędem, zapewniającym równomierne dociążenie obu kół i wygodniejsze dla kierowcy usytuowanie środka ciężkości. Dostawcą silniczka będzie Shimano, jeden z czterech — obok Bosha, Panasonica i Yamahy — najbardziej renomowanych producentów napędów do rowerów elektrycznych. Akumulatory mają zaś być mało podatne na tzw. efekt pamięci. — Tanie baterie pozwalają przejechać około 20 km, nasze wystarczą na trzykrotnie większy dystans — mówi Jacek Zieziulewicz.
Wypróbuj i kup
Przasnyska spółka zdaje sobie jednak sprawę, że cena może być barierą dla Polaków. Dlatego planuje roadshow po Polsce. W 12 miastach zaplanowała już 2-3-dniowe imprezy, podczas których będzie można przetestować nowy sprzęt. Pedelce mają zainteresować przede wszystkim mieszkańców południa Polski oraz osoby po 50. roku życia.
— Istnieje pewien regionalizm, jeśli chodzi o rowery elektryczne. Tam, gdzie teren jest bardziej zróżnicowany, cieszą się większym zainteresowaniem. Ludzie po 50. roku życia są zaś nadal aktywni, ale nie zawsze starcza im sił. Z drugiej strony, mają pieniądze i spłacone kredyty — zaznacza Jacek Zieziulewicz.
W maju kolejne modele
Kross szacuje, że polski rynek tanich rowerów elektrycznych to około 10 tys. sztuk rocznie. Segment, w który celuje, szacujena 2-4 tys. sztuk. Mimo to po trzech latach od wejścia na rynek Kross chce sprzedawać 5-7 tys. rowerów, a już w maju zamierza zwiększyć liczbę oferowanych modeli. Stawia bowiem na eksport.
— Sprzedajemy rowery do 42 krajów i one są dla nas znacznie atrakcyjniejszym rynkiem niż Polska, choć zainteresowanie tego typu sprzętem w poszczególnych krajach jest różne. Sprzedaż w Stanach Zjednoczonych to 160 tys. sztuk rocznie, ale w Holandii około 300 tys., przy czym wartościowo 50 proc. rynku to e- -bike’y. Popyt w Niemczech to około 500 tys. sztuk — mówi Jacek Zieziulewicz.
E-bike to nie motorower
Mimo wykorzystywania silnika elektrycznego pedelce nie są mutacją spalinowych motorowerów, przyobleczoną w szaty elektromobilności. W rowerach elektrycznych obowiązuje zasada: żeby jechać, trzeba pedałować. Wykorzystanie zamagazynowanej w akumulatorach energii można przyrównać do wspomagania kierownicy w samochodzie. Mierzona jest siła nacisku na pedał i gdy wzrasta, np. podczas jazdy pod górkę, wzrasta elektrowsparcie silnika. Jeśli prędkość rowerzysty staje się zbyt duża, silnik się wyłącza.