Krótka historia Global Energy w Gancie

Emil Górecki
opublikowano: 2014-05-06 17:37

Giełdowy inwestor na Gancie raczej nie zarobił tak, jak w lutym udało mu się na Agrotonie.

Spółka Global Energy 3 kwietnia 2014 r. kupiła 1,4 mln sztuk akcji Ganta, co stanowiło 4,42 proc. w kapitale zakładowym. Tego dnia cena akcji skoczyła z 0,7 do 0,89 zł. Jeśli przyjąć średnią cenę – Global Energy zapłaciło tego dnia około 1,15 mln zł. Następnego dnia nabył ponad 1 mln  sztuk akcji 3,41 proc. w kapitale. Tego dnia cena spadła z 0,89 zł do 0,82 zł. Przyjmując średnią – pakiet kosztował około 855 tys. zł. Stan posiadania - 7,83 proc. akcji – spółka ujawniła 8 kwietnia, zapowiadając możliwość zwiększania udziału, pod warunkiem pozytywnej oceny przyszłości Ganta. To miała być nowa strategia Global Energy.

 Już 10 kwietnia akcjonariusz zgłosił żądanie zwołania walnego, na którym chciał decydować o emisji akcji, odwołaniu wszystkich osób z władz spółki i powołania referentów do sprawdzenia dokumentów spółki. Kurs lekko się podniósł, osiągając 0,88 zł. Od tej pory już tylko spadał.

Zarząd Ganta żądane walne zwołał dopiero w czwartek 22 kwietnia, ale dopiero na za trzy miesiące - 22 lipca. Artur Staykov, prezes Global Energy nie krył wówczas irytacji, że na walne musi czekać tak długo. — Tej spółki nie stać na trzy miesiące czekania — mówił na łamach „PB” Artur Staykov.

Już 25 kwietnia rada nadzorcza Global Energy ogłosiła jeszcze nowszą strategię, pod którą podpisał się Artur Staykov. Już następnego dnia przestał być prezesem.

Kurs akcji Ganta spadał. Global Energy zaczął zbywać akcje, aż w transakcjach rozliczonych w poniedziałek 28 kwietnia zniknął z ujawnionych akcjonariuszy. Obecnie – jak głosi komunikat – posiada jedynie 2,8 proc. akcji.

Staykov Artur (fot. Puls Biznesu, WM)
Staykov Artur (fot. Puls Biznesu, WM)
None
None