Martin Weale z Banku Anglii dokonał jednak budzącego optymizm odkrycia. Tydzień pracy uległ skróceniu, co jego zdaniem wzmogło wewnętrzną presję inflacyjną.
Weale przeanalizowała historyczne dane i zaobserwował stabilny spadek godzin w tygodniu pracy, do niespełna 40 z ponad 60 jeszcze w roku 1860. Przyczyniło się do tego między innymi wejście kobiet na rynek pracy, dłuższa edukacja oraz późniejsza emerytura.
Według Wealea, krótszy tydzień pracy może zwiększyć inflację podrażając zwiększenie produkcji.
- Intuicja podpowiada, że firmy chcące zwiększyć wydajność będą w stanie uczynić to tylko zatrudniając więcej pracowników, niż poprzez zwiększanie wymiaru pracy dotychczasowych, co jednak jest bardziej kosztowne – przekonuje Weale.
W wywiadzie udzielonym Bloombergowi, Weale poinformował, że te obserwacje wpłynęły na jego pogląd co do średnio i długoterminowej prognozy dla polityki.
W krótkim terminie, niski wzrost średniego tygodniowego wynagrodzenia oznacza dla Wealea, że jest za wcześnie na podwyżkę stóp. W dłuższej perspektywie, wynagrodzenia nie muszą już tak szybko rosnąć, by pojawiła się konieczność zacieśniania polityki monetarnej.
