Krówka znad Wisły kroczy przez świat

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-04-12 00:00

Sydney, Chicago, Berlin, Paryż i Ułan Bator. Co łączy wszystkie metropolie? Krówka... Śmiałe, acz prawdziwe.

Kruche, ciągnące, mleczne, czekoladowe, z sezamem. Co kto lubi. Polska stała się ostatnio krówkowym zagłębiem. Sprzedajemy cukierki głównie do krajów Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych i Kanady, choć krówki trafiają w pokaźnych ilościach również na Bliski Wschód, do Ameryki Pd., a nawet do... Mongolii.

— Rzeczywiście Polska jest dziś centrum produkcji i eksportu krówek, niemniej cukierki produkują również Ukraińcy i Rosjanie i najprawdopodobniej to za naszą wschodnią granicą opracowano recepturę. Choć to właśnie polskie firmy udoskonaliły receptury i wypromowały markę cukierka na świecie — mówi Jolanta Sobieraj, która w podwarszawskim Milanówku wspólnie z mężem prowadzi bodaj najbardziej znaną manufakturę krówek w Polsce.

Skąd taka popularność polskich krówek? Sam smak to przecież tylko połowa sukcesu.

Pomogła akcesja

— Myślę, że zaważyło to, że jesteśmy krajem Unii Europejskiej i rynki „piętnastki” stanęły dla nas otworem. Wystawiamy się na targach cukierniczych i spożywczych za granicą. W przypadku większych imprez kupujemy stoisko wspólnie z innymi firmami cukierniczymi. Ogromne koszty takiego przedsięwzięcia zdecydowanie łatwiej jest wtedy udźwignąć — kontynuuje właścicielka Milanówka.

Firma spod Warszawy zawsze słynęła z jakości produkowanych tu cukierków.

— Na swoją pozycję pracowaliśmy przez lata. Dziś dochodzi nawet do tego, że niektóre sieci handlowe i hurtownie wycofują się ze współpracy z tańszą zwykle konkurencją. Na rynku od pewnego czasu liczy się jakość — diagnozuje Sobieraj.

Krówkowa podróż

Polskie cukierki trafiają na zagraniczne rynki przez pośredników, zwykle dwóch — jednego w Polsce, drugiego za granicą.

Właśnie taką osobą, która pośredniczy w eksporcie polskich słodyczy, jest Wojciech Bartłomiejczak, właściciel warszawskiego Miś-Polu.

— Kiedyś krówka robiła niesamowitą furorę na rynkach wschodnich. Dziś Wschód wypadł. Polscy producenci oczywiście nadal są tam obecni, ale prowadzą produkcję na miejscu — np. na Białorusi, gdzie siła robocza jest o niebo tańsza. Oczywiście po wejściu do UE sytuacja jest lepsza na zachodnich rynkach. Najbardziej trzeba się starać dla Niemców, którzy życzą sobie, by papierki, w które opakowane są łakocie, były w ich języku — opowiada hurtownik.

Bartłomiejczak handluje krówką i innymi polskimi słodyczami z pośrednikami za granicą lub bezpośrednio z detalistami. Wyznaje zasadę — najpierw zamówienie, potem towar. Magazyny nie są potrzebne.

— Ostatnio moją specjalizacją stała się Mongolia. Tam około 30 proc. towarów to towary polskie. Krówka, choć w małych ilościach, ale też tam trafia.

Ręczna robota

Szansę na eksport krówki zauważyli i pomniejsi producenci, którzy być może nie mają takiej siły przebicia jak branżowe tuzy: Milanówek czy Solidarność. Klienta chcą przyciągnąć recepturą — bez sztucznych dodatków — i tradycyjnym, ręcznym sposobem produkcji.

Tak jest właśnie w podpoznańskim Czerniejowie, gdzie prowadzi swój zakład Zet-Be Zbigniew Burchardt. Masa krówkowa najpierw gotowana jest tu w specjalnym kotle, gdzie jest mieszadło, jedyna mechaniczna część w całym procesie. Potem pracownicy ręcznie wylewają gotowany karmel na blachy. Ma on już wtedy grubość cukierka. Następnie jest studzony, również w sposób naturalny — po prostu powietrzem. Po ostygnięciu masę wykłada się na specjalne stoły, na których kroi się ją na wymiar cukierka. Potem do pracy przystępują panie do pakowania i krówka jest gotowa.

— Specjalizujemy się w produkcji cukierków w papierkach z nadrukami reklamowymi. Promują się na nich różne firmy. Mamy swoich klientów, a naszą zaletą jest właśnie to, że cukierki robione są ręcznie — przekonuje właściel Zet-Be.

Jego przedsiębiorstwo wytwarza około 500 kg krówek dziennie.

— Cukierki Zet-Be już trafiają za granicę. Mam znajomych, którzy się bez nich do rodziny nie ruszają. Bo też i nie mają po co — śmieje się biznesmen.

Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, już w maju powinno się wyjaśnić, czy będzie eksportował swoje wyroby do krajów Beneluksu, na niemiecki i skandynawski rynek.

— Żeby być bardziej konkurencyjnym, szukam drogi bez zagranicznego pośrednika — dodaje.