KRRiT chce zwiększyć ściągalność opłat
Tylko 55 proc. posiadaczy odbiorników opłaca abonament radiowo-telewizyjny
POWODY DO SMUTKU: Gdyby nie niska ściągalność abonamentu, do kasy TVP, której prezesem jest Robert Kwiatkowski, wpłynęłoby w tym roku o około 500 mln zł więcej. fot. Grzegorz Kawecki
Według prognoz Departamentu Ekonomicznego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w tym roku do kasy publicznego radia i telewizji wpłynie łącznie 890,5 mln zł z tytułu opłat abonamentowych. Jednak gdyby egzekucja należności została zorganizowana prawidłowo, wpływy publicznych mediów byłyby prawie dwukrotnie wyższe.
— 45 proc. posiadaczy telewizorów nie płaci abonamentu. Niestety, nie ma możliwości wyegzekwowania od nich należności — mówi Paweł Sosnowski z TVP.
Różne koncepcje
W ostatnich tygodniach pojawiło się kilka pomysłów na nakłonienie do płacenia abonamentu osób, które tego nie robią.
— Sprawą abonamentu chcielibyśmy zająć się jeszcze przed wakacjami. Jedną z propozycji jest powiązanie abonamentu z formularzem podatkowym PIT — mówi Włodzimierz Czarzasty, członek KRRiT.
Innym rozwiązaniem mogłoby być połączenie abonamentu z rachunkiem za energię elektryczną. Osoby reprezentujące media komercyjne sceptycznie podchodzą do tego pomysłu.
— Skoro trudno wejść do domu i wyłączyć telewizor, to zdecydowanie łatwiej wyłączyć energię. Uważam, że jest to złe rozwiązanie. Prąd nie służy tylko do zasilania odbiornika telewizyjnego, więc mogą powstawać dylematy prawne — uważa Ryszard Wojtaszek z Polskiej Telewizji Kablowej, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Komunikacji Kablowej.
— Połączenie abonamentu z rocznym rozliczeniem podatkowym byłoby niesłychanie trudne. Nie ma pewności, czy zgodziłby się na to system skarbowy. Jeśli chodzi o elektryczność, taki pomysł został już raz zablokowany przez rząd. Sprawę może dodatkowo skomplikować prywatyzacja elektrowni — uważa Karol Jakubowicz, zastępca dyrektora Biura Zarządu TVP i doradca KRRiT.
Pojawił się także pomysł wprowadzenia prawnego domniemania, że każdy ma telewizor.
— W tej chwili trzeba udowodnić, że obywatel ma telewizor, a jest to trudne, bo kontrolerzy nie mogą wchodzić do mieszkań. Trzeba zatem wprowadzić domniemanie, że obywatel ma telewizor. Domniemanie takie powinno być uchylane tylko poprzez oświadczenie na piśmie, że telewizora się nie ma i nie używa. Gdyby poczta miała korzyść z tropienia tych, którzy nie płacą, ściągalność radykalnie by wzrosła. Dzisiaj jest tak, że jeśli ktoś nie płaci, to nic nie można mu zrobić — mówi Karol Jakubowicz.
Zabrać im reklamy
Przedstawiciele komercyjnych nadawców domagają się, aby zwiększenie skuteczności ściągania abonamentu szło w parze z ograniczeniem liczby reklam w publicznych mediach.
Przeciwko tego typu projektom zdecydowanie protestują media publiczne.
— Ograniczanie liczby reklam jest nieporozumieniem. Nie chodzi o to, aby zgarniać więcej pieniędzy, ale aby realizować programy, które wypełniają misję telewizji publicznej, czyli na przykład sprawozdania z ważnych dla kraju wydarzeń czy produkcja filmowa — uważa Paweł Sosnowski.
70 procent przychodów Telewizji Polskiej stanowią właśnie przychody z reklam. Według firmy AGB Polska, w zeszłym roku oba programy TVP zarobiły z reklam łącznie ponad 1,5 mld zł, co stanowi 40 proc. całego telewizyjnego rynku reklamowego w Polsce.
Reklamom w mediach publicznych sprzeciwiają się radiowcy.
— Jesteśmy przeciwnikami utrzymywania publicznego radia z reklam. Model finansowania publicznych rozgłośni jednocześnie z reklam i abonamentu funkcjonuje poza Polską tylko w Albanii — informuje Ireneusz Iwański, szef Konwentu Komercyjnych Nadawców Radiowych.
Jego zdaniem, poza ogólnopolskimi Radiem Zet i RMF FM, stacje radiowe nie mają pieniędzy na rozwój, a przyczynia się do tego radio publiczne ściągające reklamy z lokalnych rynków.
— Ceny reklam w regionalnych rozgłośniach Polskiego Radia nie są powiązane z kosztami — uważa Ireneusz Iwański.
Przedstawiciele domów mediowych obawiają się, że ograniczenie reklam w publicznych mediach może źle wpłynąć na rynek.
— Takie zmiany zmniejszyłyby konkurencję i utrudniły docieranie do całego społeczeństwa — przestrzega Piotr Kowalski z domu mediowego Starcom.
Abonament dla wszystkich
Przedstawiciele telewizji publicznej narzekają, że na niską ściągalność abonamentu mają wpływ sieci kablowe i platformy cyfrowe, które reklamują się oferując niski lub zerowy abonament.
— Po pojawieniu się telewizji komercyjnych ściągalność abonamentu radykalnie spadła. Kiedy zaczęły działać kablówki, pojawiły się nieporozumienia i zanikło podstawowe znaczenie abonamentu radiowo-telewizyjnego — mówi Paweł Sosnowski.
— Stwierdzenie, że ktoś próbuje wprowadzać odbiorców w błąd, jest mocno przesadzone. Wyraz abonament jest powszechnie używany nie tylko przez media, ale także przez firmy telekomunikacyjne. Wyciąganie wniosków, że ma to wpływ na abonament innej instytucji jest nieuczciwe. Jest to próba przerzucenia własnej nieudolności na inne instytucje — twierdzi Ryszard Wojtaszek.