Wskazuje przy tym na jedną istotną różnicę, o której powinniśmy pamiętać. Putin dysponuje bronią nuklearną.

W opinii noblisty, spadające ceny ropy są oczywiście niekorzystne dla petroeconomies. Ale tym co stanowi prawdziwa tragedię dla Rosji to połączenie ropa>rubel>bilans, ponieważ wszystkie długi denominowane są w euro i dolarach.
To rodzi podstawowe pytanie – Jak Rosjanie stali się posiadaczami długu?
Przecież rosyjski bilans obrotów bieżących w ciągu ostatnich kilku lat odnotował ogromną nadwyżkę, łącznie ponad 900 mld USD. Tak więc Rosja nie powinna być krajem dłużnikiem. Stala się nim jednak, gdyż korporacje i banki pożyczały środki za granicą, i gros z nich inwestowane było m.in. w luksusowe nieruchomości w Londynie czy inne podobne rzeczy. Te ogromne fundusze nie pracowały na rzecz kraju.
Zdaniem Krugmana, na pierwszy rzut oka poziom zadłużenia nie wygląda na zbyt wysoki.
Oto relacja do PKB:
Wiele sugerowało że dług w relacji do PKB był stabilny, ale PKB szybko rośnie w dolarach, a nie z powodu realnego wzrostu. Wzrost wynika z realnej aprecjacji.
Zdaniem ekonomisty, prezentującego swoje przemyślenia w "NY Times", Rosja szybko wpadała coraz głębiej w zadłużenia, ale było to maskowane przez rosnącą zawyżoną wartość rubla dzięki wysokim cenom ropy naftowej. Ta sztucznie kreowana rzeczywistość obecnie stała się poważnym problemem. Dodatkowo całą sytuację pogarsza silne uzależnienie od eksportu ropy ponieważ deprecjacja rubla nie jest w stanie wywołać wielkiego skoku eksportu, przynajmniej w krótkiej i średniej perspektywie.
W każdym razie – jak ocenia Paul Krugman – Rosja ma dwa wyjścia. Pierwsze to zwrócić się do MFW, co wydaje się mało prawdopodobne. Lub drugie… przeprowadzić inwazję na Wyspy Falklandzkie.