Kryzys kryzysem, a dostawczak potrzebny

Agata Hernik
25-06-2009, 00:00

Kupujemy samochody ze środków własnych i nie boimy się kryzysu — takie wnioski płyną z tegorocznego badania Barometr CVO.

Kupujemy samochody ze środków własnych i nie boimy się kryzysu — takie wnioski płyną z tegorocznego badania Barometr CVO.

To już czwarta edycja Barometru CVO w Polsce. Badanie wśród osób decydujących w firmach o polityce flotowej przeprowadził TNS OBOP w pierwszym kwartale 2009 r. W tym roku podzielono je na cztery części. Pierwsza dotyczyła struktury flot firmowych, w drugiej zbadano najpopularniejsze sposoby finansowania zakupu aut służbowych, w trzeciej zajęto się postrzeganiem zasad ochrony środowiska przez kierowników flot. Nowością jest czwarta część, w której zapytano respondentów o wpływ kryzysu na politykę flotową. W sumie badaniem objęto 12 państw.

Duży bardziej przydatny

Respondentów podzielono na cztery grupy, biorąc pod uwagę wielkość firmy. Są więc przedsiębiorstwa zatrudniające do 10 pracowników, od 10 do 99, od 100 do 499 i powyżej 500. Ta ostatnia grupa to głównie międzynarodowe korporacje. W ich przypadku odpowiedzi w Polsce były najbardziej zbliżone do tych w innych krajach. Im firma mniejsza, tym więcej rozbieżności. Większe firmy chętniej korzystają w finansowaniu aut służbowych z leasingu finansowego albo operacyjnego, tymczasem mniejsze wciąż wolą kupić je z własnych środków, ewentualnie z kredytu bankowego. Podobnie z podejściem do problemów ochrony środowiska. Im większa firma, tym bardziej jest zainteresowana ograniczaniem emisji CO2.

— Jeżeli chodzi o ochronę środowiska, to Polska jawi się jako europejska potęga. Nie jestem tylko pewien, czy wszyscy respondenci tak samo ją rozumieją — uśmiecha się Andrzej Olszewski, prezes TNS OBOP.

Rzeczywiście, w Polsce aż 41 proc. badanych zadeklarowało, że ma we flocie przynajmniej jeden samochód ekologiczny, podczas gdy w Europie ten wskaźnik wynosi 19 proc. O ile liczba aut z silnikami nowej generacji jest zbliżona we flotach polskich i europejskich firm, to w polskich przedsiębiorstwach trzy razy częściej można spotkać samochody na gaz i prawie pięć razy częściej pojazdy napędzane benzyną i etanolem oraz paliwami roślinnymi. Firmy zachodnie są natomiast bardziej skore do konkretnych działań. Aż 49 proc. z nich deklaruje przejście na auta z silnikami nowej generacji w ciągu 2 lat. Ponad jedna trzecia z nich chce wymienić pojazdy na bardziej ekologiczne.

— Polskie firmy postrzegają ograniczenie spalania niemal wyłącznie w kategoriach ekonomicznych — mniej benzyny to mniejsze wydatki. Tu jest jeszcze wiele do zrobienia — komentuje Janusz Kowalik, prezes Arval.

Będzie dobrze

Polscy kierownicy flot zdecydowanie optymistyczniej patrzą w przyszłość niż ci z innych krajów Unii. Bez względu na kryzys, zależnie od wielkości firmy, zwiększenie liczebności flot w najbliższych trzech latach planuje od 21 proc. do 40 proc. respondentów. Według większych firm, kryzys ma znaczny wpływ na ich politykę flotową. Im mniejsza firma, tym większy optymizm — tak w Polsce, jak w całej Europie. Może to wynikać ze struktury floty. Im mniejsza firma, tym więcej we flocie lekkich samochodów dostawczych, które będą niezbędne niezależnie od sytuacji. Inaczej w korporacjach, które traktują samochody służbowe jako dodatek motywacyjny do pensji. Kiedy firma szuka oszczędności, wtedy takie auta padają ofiarą cięć jako pierwsze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Kryzys kryzysem, a dostawczak potrzebny