Kryzys zaczyna się u nas panoszyć

Katarzyna Latek
opublikowano: 2009-02-20 00:00

Przemysł ma się gorzej, niż sądzono. Światełko w tunelu może pokazać się w drugiej połowie roku — twierdzą niektórzy ekonomiści.

Produkcja przemysłowa stopniała w styczniu o blisko 15 proc. r/r — najmocniej w dekadzie

Przemysł ma się gorzej, niż sądzono. Światełko w tunelu może pokazać się w drugiej połowie roku — twierdzą niektórzy ekonomiści.

Kolejny raz Główny Urząd Statystyczny nie miał dobrych informacji. Produkcja sprzedana przemysłu była w styczniu o 14,9 proc. niższa niż przed rokiem i skurczyła się o 5,8 proc. wobec grudnia. To największy roczny spadek dynamiki od co najmniej 2000 r. — od kiedy GUS publikuje porównywalne dane. Prognozy rynkowe wskazywały średnio na spadek rzędu 12 proc. r/r.

Problem definicji

— Nasze prognozy były jeszcze niższe, nie jesteśmy więc zaskoczeni. Przewidywaliśmy spadek o 16,3 proc. — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Według niej, w pierwszym kwartale wzrost PKB będzie najsłabszy w całym roku. Potem — a zwłaszcza w drugiej połowie roku — może być już lepiej.

— Wpłynie na to m.in. efekt bazy, eksporterom powinien pomóc tani złoty. Zadziała też pozytywny efekt substytucji (poszukiwania przez odbiorców z Europy Zachodniej tańszych dostawców) — wyjaśnia Maja Goettig.

Czy takie wyniki produkcji przemysłowej to już kryzys?

— To zależy, jak go definiujemy. My nadal wolimy jeszcze używać określenia "spowolnienie". Jednak w niektórych branżach, opierających się głównie na eksporcie, można już mówić o kryzysie — uważa ekonomistka Banku BPH.

We wczorajszych danych widzi także pozytywny aspekt.

— Wzrost produkcji budowlano-montażowej zaskoczył na plus — mówi Maja Goettig.

Jednak biorąc pod uwagę decyzje o wstrzymywaniu nowych projektów inwestycyjnych i problemy z dostępnością kredytu w kolejnych miesiącach również tu powinniśmy zobaczyć spowolnienie.

Według Marcina Mrowca, głównego ekonomisty Pekao, również w marcu można oczekiwać sporego spadku — o około 14-15 proc. Na symptomy poprawy powinniśmy czekać do drugiej połowy roku.

— Wtedy gospodarka powinna wyraźniej odczuć pozytywne skutki słabego złotego, który m.in. zwiększa marże w eksporcie. Już obecnie jest to odczuwane i "konsumowane" przez niektóre firmy, ale większość z nich cierpi na znaczny spadek zamówień eksportowych. Kiedy dynamika zamówień się poprawi, firmy zwiększą zyski. Krajowi producenci już teraz odczuwają znacznie mniejszą konkurencję towarów z importu, które na skutek słabszego złotego stały się droższe. Kiedy odbuduje się popyt krajowy, głównym beneficjentem będą firmy krajowe, dobra importowane będą mniejszą konkurencją — uważa Marcin Mrowiec.

Dodaje, że pewne branże (np. motoryzacyjna) będą nadal słabe. Jednak te związane z produkcją dóbr konsumpcyjnych powinny miewać się lepiej.

Złoty nie pomoże

Niektórzy ekonomiści nie są jednak takimi optymistami.

— Spadek o prawie 15 proc. wygląda źle. Wskaźnik produkcji przemysłowej jest dość zmienny, jednak dane z ostatnich miesięcy, także dotyczące wymiany handlowej, wskazują, że nie jest to przypadek, lecz znaczne spowolnienie — mówi Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Według niego taniejący złoty nie powstrzyma dalszego spadku produkcji.

— Nie wiązałbym dużych nadziei z tym efektem. Złoty nie jest tu czynnikiem, który zasadniczo zmieni trend, jeśli jednocześnie nie zwiększy się popyt — mówi ekonomista.

Dodaje, że w Polsce duży wpływ na gospodarkę mają firmy międzynarodowe, które najpierw importują do Polski części, tu mają fabryki, a gotowy produkt eksportują za granicę. Dlatego słabszy złoty nie wpłynie znacząco na ich sytuację.