Krzyżewski jest dziś przeciwny redukcji stóp

opublikowano: 2002-09-23 16:58

Marcin Gocłowski

WARSZAWA (Reuters) - Członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Janusz Krzyżewski uważa, że inflacja jest czynnikiem, który przemawia za redukcją stóp procentowych, jednak w tej chwili obniżki nie należy dokonywać ponieważ nie do końca znany jest ostateczny kształt przyszłorocznego budżetu państwa.

We wtorek rozpoczyna się comiesięczne posiedzenie RPP, która w ostatnim cyklu zredukowała stopy procentowe o połowę. Główna stopa wynosi obecnie 8,0 procent.

"Według tego stanu jaki jest na dzisiaj, nie widzę podstaw (do decyzji o redukcji stóp) na najbliższy czas. Nie powinniśmy mówić o przewidywaniach obniżek zanim nie będziemy mieli jednolitego stanowiska na temat podstawowej przesłanki, jaką jest budżet" - powiedział Reuterowi Krzyżewski, zaznaczając, że wypowiada się w swoim imieniu.

Krzyżewski znany jest jako osoba głosująca zwykle za redukcjami stóp procentowych.

Członek RPP podkreślił, że w swych decyzjach na temat polityki pieniężnej kieruje się przede wszystkim dbałością o kurs złotego. Pytany o to, czy istnieje w tym roku pole do redukcji stóp Krzyżewski powiedział:

"Przesłanką bardzo wyrazistą za redukcją stóp jest obniżająca się inflacja (...) natomiast ogranicznikiem jest to, by przy nerwowo rozluźnianej polityce pieniężnej nie wywołać szoków kursowych, które byłyby bardzo niewskazane."

"To jest kwestia o ile i w jakich sytuacjach. Trudno byłoby powiedzieć kiedy budżet jeszcze nie przeszedł. Trzeba mieć pewność co do budżetu, a nie co do tego, że jest on projektem."

Na comiesięcznym dwudniowym posiedzeniu Rada zajmie się oceną projektu przyszłorocznego budżetu, który zakłada zmniejszenie deficytu budżetowego do 4,9 procent Produktu Krajowego Brutto (PKB) z 5,4 procent w 2002.

"Jest to dla mnie budżet oszczędnej nadziei. Słowo oszczędnej dotyczy oszczędności dysponowania nadzieją" - powiedział Krzyżewski.

Część analityków krytykuje budżet za to, że zakłada on wzrost wydatków o 2,2 procent realnie - oznacza to złamanie reguły Belki, poprzedniego ministra finansów, który chciał by wydatki rosły o stopę inflacji plus jeden procent. Nowy minister, Grzegorz Kołodko, oświadczył w poniedziałek, że reguła ta jest zła i nie będzie jej stosować.

"(Porzucenie reguły Belki) jest pewnego rodzaju rozluźnieniem (polityki fiskalnej) przy założeniu, że nie będzie innych czynników ochronnych" - powiedział Krzyżewski.

Dodał jednak, że dla niego najważniejszy jest efekt końcowy - poziom deficytu budżetowego, który według projektu budżetu spaść ma do 38,7 miliarda złotych z 40 miliardów w roku bieżącym.

"Efektywnie na końcu ma być zmniejszenie deficytu - tak też można próbować. Jeżeli mam zapowiedziany spadek deficytu, z punktu widzenia zamierzeń oceniam budżet optymistycznie" - powiedział Krzyżewski.

Optymistyczne - mówią niektórzy analitycy - są budżetowe założenia dotyczące przyszłorocznego wzrostu gospodarczego na poziomie 3,5 procent, które pozwalają rządowi na założenie wyższych dochodów państwa.

Krzyżewski uważa, że taki wzrost PKB w 2003 roku jest raczej nierealny.

W tym roku wzrost PKB według resortu finansów wynieść ma 1,2 procent, podczas gdy w drugim kwartale wzrost wyniósł 0,8 procent. ((Marcin Gocłowski, Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))