KSC ma za co przejmować

Cukier krzepi wyniki i może być podstawą budowy silnej grupy spożywczej — deklaruje KSC. Zapowiada, że przygotowuje się do uwolnienia rynku cukru

To był słodki rok finansowy dla Krajowej Spółki Cukrowej (KSC). Zakończyła go we wrześniu z 500 mln zł zysku netto przy przychodach sięgających 2,3 mld zł (wobec 283 mln zł i 1,8 mld zł rok wcześniej). Gorzko i głośno było wprawdzie, gdy przerwano prywatyzację, ale nad jej nową wersją pracuje resort skarbu wraz z pracownikami KSC i plantatorami, a spółka ma jasny cel — stać się grupą rolno-spożywczą, nie tylko cukrową.

Skala czy limit

— Wyniki pozwalają nam na akwizycje i dlatego przyglądamy się kilku sektorom, związanym z branżą spożywczą. Był to dla spółki bardzo dobry rok — wyprodukowaliśmy 700 tys. ton cukru, co pozwoliło nam, dzięki skali, obniżyć koszty. Nasz limit wynosił 550 tys. ton, a pozostałą część wyeksportowaliśmy lub przekwalifikowaliśmy jako cukier tegoroczny [na rok obrotowy rozpoczynający się 1 października — red.] — mówi Marek Dereziński, prezes KSC.

— Tylko w zeszłym roku ceny cukru wzrosły o 50 proc. i to jest powód tak wysokich zysków KSC — komentuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców (PFPŻ ZP).

Przetwórcy walczą o zniesienie kwot cukru obowiązujących w Unii Europejskiej.

— Obecne limity na rynku cukru obowiązują do 2015 r. Skoro na rynku z jednej strony jest cukier, a z drugiej strony jest zapotrzebowanie na niego, to nie ma powodu, by podaż nie spotykała się z popytem, tylko była sztucznie regulowana. Polski rynek wchłania 1,65-1,7 mln ton cukru rocznie, a przyznany nam limit wynosi 1,45 mln ton. Niedobór pokrywany jest importem, a planowy niedobór generuje bardzo wysokie ceny — twierdzi Andrzej Gantner.

Przewaga to plantatorzy

Zdaniem prezesa KSC, Polski Cukier poradzi sobie i w nowej, uwolnionej rynkowej rzeczywistości.

— Nasza strategia jest jasna — musimy mieć pewność, że będziemy w stanie produkować cukier po cenach niższych niż historycznie najniższe ceny światowe. W tym celu cały czas inwestujemy w zakłady — w tym roku [obrotowym — red.] na ich modernizację wydamy kilkadziesiąt mln zł. Naszą przewagą kosztową byłaby też sytuacja, w której pracownicy i plantatorzy będą właścicielami firmy, ponieważ to koszt surowca, czyli buraka, w dużej mierze decyduje o naszych wynikach — twierdzi Marek Dereziński.

Taki kształt akcjonariatu zakłada obowiązujące prawo. Pierwszy proces prywatyzacyjny przerwano, bo związkowcy alarmowali, że duże zapisy na akcje, do których uprawnieni byli tylko pracownicy i plantatorzy, składało kilkadziesiąt osób działających w imieniu dużego spożywczego podmiotu. Do pożyczania im pieniędzy przyznała się Grupa Maspex Wadowice. Stanowisko szefa KSC stracił wówczas Marcin Kulicki, a ministerstwo skarbu wymieniło całą radę nadzorczą. Obecnie resort wraz ze związkowcami opracowuje nowy scenariusz sprzedaży spółki.

— Ponieważ tegoroczne wyniki KSC tym bardziej zachęcają do jej zakupu, proponujemy, żeby po prywatyzacji obrót jej akcjami odbywał się za zgodą zarządu. To wyeliminuje z gry potencjalny podmiot, który mógłby chcieć przejąć kontrolę nad spółką — mówi Stanisław Lubaś z NSZZ Solidarność KSC.

Tymczasem KSC zapowiada budowę drugiej, a nawet trzeciej gałęzi biznesu. Spółka negocjuje zakup państwowego Przedsiębiorstwa Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Stoisławiu. Złożyła też ofertę na czekoladową Solidarność. W słodyczach jest już obecna dzięki produkującej cukierki firmie Pszczółka.

Praliny i gotowanie

— Silnym graczem na rynku cukru już jesteśmy. Spółka powstawała w drodze konsolidacji tego sektora 10 lat temu, podobnie teraz my jesteśmy w stanie brać udział w konsolidacji innych spożywczych gałęzi gospodarki. Solidarność uzupełniałaby ofertę Pszczółki o wyroby czekoladowe, a zwłaszcza o praliny, których sprzedaż rośnie najsilniej ze wszystkich słodyczy — wyjaśnia Marek Dereziński.

— Z zaciekawieniem będziemy więc obserwować, jak KSC będzie sobie radzić w sektorach, w których jest silna konkurencja, ceny nie są wynikiem urzędowych regulacji i nikt nie limituje produkcji — mówi Andrzej Gantner.

Na razie jednak KSC działa wciąż w warunkach regulacji i wierzy, że posiadając 40 proc. udziału w polskim rynku, ma tu jeszcze co robić. Dlatego za kilka miesięcy zamierza kusić konsumentów marką Polski Cukier.

— Przed Wielkanocą na sklepowych półkach zadebiutuje wiele produktów specjalistycznych, takich jak cukier dedykowany pieczeniu, posypkom do ciast czy słodzeniu. Produkty będą odróżniać się strukturą i zastosowaniem kulinarnym. Oferta jest naszą odpowiedzią na modę na gotowanie i pieczenie — twierdzi Marek Dereziński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, TR

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu