KSW powalczy o Europę

Jeden z liderów rynku sportowego w Polsce szuka europejskiego inwestora z branży medialnej, by stawić czoła inwazji UFC

Gong, cios w piszczel, poprawka w żuchwę, rzut na matę i dobre, klasyczne duszenie. Ryk widowni, wejście modelek w kusych spódniczkach. Tak — w telegraficznym skrócie — wyglądają walki MMA. Ale to, co najciekawsze, dzieje się poza matą. Jeśli chodzi o szelest banknotów, to w mieszanych sztukach walki równych sobie w Polsce nie ma KSW, której gale (a było ich już 40) ogląda kilka milionów Polaków, z czego nawet 100 tys. płaci w systemie pay per view (PPV). Martin Lewandowski, prezes KSW i współwłaściciel spółki organizującej show wokół tej dziedziny sportu, twierdzi, że w Polsce osiągnął niemal wszystko, co mógł. Teraz czas na Europę, i to z inwestorem.

Zobacz więcej

BEZ KOMPLEKSÓW: Galaveranstaltung (z niem. gala) to nowy zwrot w słowniku Martina Lewandowskiego. Szef KSW stawia na nowy, paneuropejski biznesowy rozdział. Wierzy, że potrafi zrobić oglądane i intratne show w zachodniej Europie, nie mając kompleksów wobec giganta spod znaku UFC. Fot. KSW

— W Polsce KSW to synonim MMA — tak jak niegdyś adidasy oznaczały buty sportowe. Teraz pracujemy nad wieloma nowymi elementami: m.in. formułą mniejszych gal — Ligi KSW, ekspansją zagraniczną i wskoczeniem poziom wyżej dzięki budowie profesjonalnego związku sportowego w Polsce. Dyscyplina musi się rozwijać. Rozmawiam także z szefami największych organizacji MMA na świecie, by stworzyć wspólny program, te same reguły walki, spójne kryteria oceny, światowy ranking, by dzięki profesjonalizacji MMA zagościło na arenach igrzysk olimpijskich — mówi Martin Lewandowski, który organizacją wydarzeń opartych na meczach, walkach, wyścigach zajmuje się od kilkunastu lat.

Efekt Twardocha

25 mln EUR — na tyle właściciele KSW wyceniają wartość biznesu, który budują od połowy zeszłej dekady. Ta wartość to nie tylko partnerska współpraca z Polsatem, który w kilka lat zaraził znaczną część swoich widzów pasją do Mameda Khalidova i spółki, notując rocznie dziesiątki milionów złotych przychodów z biznesu MMA. To także świadomość, że KSW stało się w ocenie Polaków jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych nad Wisłą, elementem popkultury. Licencje od polskiej federacji kupiło m.in. Oshee (napoje), firmy odzieżowe czy operatorzy sieci siłowni. O Khalidovie dzieło popełnił pisarz Szczepan Twardoch.

— Znamy swoją wartość. W końcu to my zorganizowaliśmy drugą pod względem wielkości galę w historii MMA, gromadząc na PGE Narodowym prawie 58 tys. widzów. Mamy już za sobą wyprzedane największe hale w Anglii i ostatnio w Irlandii — twierdzi Martin Lewandowski. To, co według niektórych powinno spędzać sen z powiek jego i spółki, to nie ewentualny pisarski kryzys Twardocha czy wyczerpanie samej formuły walki MMA jako magnesu na miliony. Zagrożenie dla polskiego lidera przychodzi zza oceanu. Mowa o Ultimate Fighting Championships (UFC), amerykańskim potentacie, z roczną EBITDA na poziomie ponad 250 mln USD, tym samym, który podczas zeszłorocznej transakcji przejęcia został wyceniony na 4,2 mld USD.

Ekran na świat

— Nowy właściciel zobowiązał się do przyspieszenia rozwoju za granicą — oświadczył wówczas Lorenzo Fertitta, jeden z twórców UFC, co miało zwiastować rychłą ekspansję lidera MMA w Europie. Martin Lewandowski nie mówi tego wprost, ale nagły przypływ kapitału i ambicji amerykańskiej federacji spowodował szybsze bicie serca w KSW. Udało się utrzymać kluczowych zawodników, choć kontrakty poszły w górę. Po raz pierwszy w historii za jedną walkę KSW zawodnik zainkasował ponad 0,5 mln zł.

— Jesteśmy otwarci na współpracę — zadeklarował jednak Dana White, prezes UFC, gdy Martin Lewandowski spotkał się z nim kilka miesięcy temu w Las Vegas. Nad Wisłą to Polacy obecnie rozdają karty: ostatnia gala UFC w Gdańsku, transmitowana w kanale Extreme Sports, (kablówki i platformy cyfrowe) zgromadziła co prawda rekordową widownię, ale na poziomie jedynie 64 tys. widzów. Tymczasem ostatnia gala KSW w Dublinie, sprzedawana w systemie PPV, zanotowała, według informacji „PB”, wynik w okolicach co najmniej 75 tys. sprzedanych subskrypcji.

— Przychody z PPV to największa część naszego biznesu. Rozglądamy się za inwestorem, dzięki któremu moglibyśmy wejść na europejskie rynki, a w dalszej przyszłości również na rynki obu Ameryk. Dzięki temu chcemy akcelerować naszą organizację w kolejnych krajach. Potrafimy robić dobre show, chętnie oglądane na całym kontynencie — twierdzi Martin Lewandowski, zapowiadając swój najnowszy pomysł: serię imprez na kilkanaście tysięcy widzów w największych halach w Niemczech.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / KSW powalczy o Europę