„Rzeczpospolita” ponownie zarzuciła nam, że ulegamy czarnemu PR. Bez dowodów. Za to z pominięciem faktów.
Wczoraj dziennik zasugerował, że „grupa trzymająca warszawską giełdę” (czyli opisanie działań zarządzających, doradców i maklerów przy transakcjach na akcjach kilku spółek) to tylko wymysł medialny „Pulsu Biznesu”. Autor publikacji podał, że „wiele osób” uważa, iż to medialny atak, mający na celu wyłączenie z życia zawodowego kilku finansistów.
„Dla wielu osób cała afera grupy trzymającej giełdę to efekt działań czarnego PR” — czytamy w „Rz”, zresztą z sugestią, że postępowania wszczęte po naszych tekstach to wynik nacisków prasowych na Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG). Na dowód zaprezentowano wywiad z Jarosławem H. Kozłowskim, przewodniczącym komisji z 6 lipca 2006 r.
Tymczasem, według naszych informacji, KPWiG — bez nacisków ze strony „PB” — rozszerzyła postępowanie przeciw doradcom o kilka innych osób (doradców i maklerów) niż opisywane przez nas. I prowadzi postępowanie przeciwko Pioneer Pekao IM, w którym pracuje Mariusz Adamiak, dyrektor ukarany przez komisję zawieszeniem licencji na 3 miesiące (odwołał się od tego rozstrzygnięcia). Inne kary i wydarzenia podajemy w ramce. Jeśli to efekt naszych nacisków, no to pewnie… trzymamy władzę.
Czarny PR
Informacja o tym, że „Rz” zamierza napisać tekst o uleganiu czarnemu PR przez „PB”, dotarła do nas przed miesiącem z kilku źródeł. Dla niektórych naszych informatorów było jasne, że w ten sposób próbuje się zamknąć im usta. Wierzymy, że wbrew intencjom dziennikarza „Rzeczpospolitej”.
A kto nam te informacje przekazał? Nurtujące pytanie. Autor „Rz” pyta nawet prezesa Kozłowskiego: „Dziennikarz (czyli ja, Mariusz Zielke) ma także szeroki dostęp do informacji z komisji. Czy to pana nie niepokoi?”. Prezes nie odpowiada na to pytanie. A szkoda, bo o szerokim dostępie do informacji nic nam nie wiadomo. Chyba że weźmiemy pod uwagę zadawanie pytań rzecznikowi prasowemu lub nasze reakcje na zaproszenia na wywiady przez szefów komisji.
Inne wielce kontrowersyjne stwierdzenie dziennikarza „Rz”: „Są silne przesłanki, a nawet dowody, że to sprawa czarnego PR”. Ale o tych dowodach już ani słowa.
Przykre, że do takich metod (skoro się kogoś oskarża, wypada napisać choć słowo, dlaczego) ucieka się tak sprawny dziennikarz „Rz”, który jakiś czas temu został uhonorowany nagrodą (16 tys. zł) dla najlepszego dziennikarza piszącego o rynku funduszy przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA).
„Działalność publicystyczna Pana Szymona Karpińskiego (ów dziennikarz — red.) po raz kolejny spotkała się z uznaniem środowiska funduszy inwestycyjnych ze względu na systematyczne, dociekliwe, obiektywne, ale również przystępne przybliżanie tematyki funduszy inwestycyjnych” — oświadczył Marcin Dyl, prezes IZFiA.
Wzór nie do naśladowania
Oto garść wpadek we wczorajszej publikacji.
„Rz” podaje, że Jakub Bentke (zarządzający ukarany we wtorek przez KPWiG), którego „PB” opisywał niemal we wszystkich publikacjach o „grupie”, dostał karę od KNUiFE za zasiadanie w radzie nadzorczej jednego z NFI. Kropka. Pal licho, że to nie Bentke został ukarany tylko PTE PZU. Ani słowa jednak o dwóch innych karach dla PTE PZU (za działania Bentkego) — za sprawy o wiele poważniejsze: kupowanie akcji na prywatny rachunek przez zarządzającego przed inwestycją funduszu i ujawnianie tajemnic zawodowych.
„Rz” na potwierdzenie słów „wielu osób” z rynku kwestionujących nasze teksty i ustalenia, powołuje się na opinię Andrzeja Mikosza. Jego zdaniem, ta sprawa to „prasowy humbug”. „Rz” podpisuje Mikosza — partner kancelarii Hogan & Hartson. Można by też dopisać: były minister skarbu „wyrzucony z pracy” przez „Rz” za pożyczki pieniędzy od oskarżanego w kilku procesach znanego gracza giełdowego. Można by też dopisać, a nawet by należało, że Andrzej Mikosz pomagał (a może nawet reprezentował — nie udało nam się do niego dodzwonić i potwierdzić) swoimi radami prawnymi jednemu z badanych przez komisję (prawdopodobnie Jakubowi Bentkemu). To chyba byłaby pożyteczna dla czytelników wiadomość.
Opinię Andrzeja Mikosza miałby podzielać rzekomo (ale trochę łagodniej — jak pisze „Rz”) — Adam Ruciński, prezes Związku Maklerów i Doradców. Cytowane zdania wcale tego nie potwierdzają. Dzwonimy do rozmówcy „Rz”, by się upewnić. Nie chce oceniać osób, które opisywaliśmy, bo wiele z nich dobrze zna.
— Wierzę, że postępowali w dobrej wierze. Ale faktem jest, że należałoby ucywilizować działania zarządzających i jasno określić, kiedy wymiana informacji czy rozmowy prowadzone są właśnie w dobrej wierze, a kiedy granice są przekraczane. Dyskusja na ten temat jest potrzebna. Związek Maklerów i Doradców będzie chciał taką publiczną debatę zorganizować — mówi Adam Ruciński.
Gdyby nie teksty w „PB”, takiej dyskusji nigdy by nie było, a zarządzający do dziś ustalaliby ceny sobie via e-mail albo telefonicznie. Teraz podobno się boją. Przyznajmy: może za bardzo, bo niektóre rozmowy i spotkania są potrzebne. Stanowią normalną praktykę biznesową, są korzystne i dla funduszy, i dla spółek, w które one inwestują.
— Działania mające na celu manipulowanie zarządami spółek publicznych czy informacjami z nich płynącymi są naganne i szkodliwe dla rynku. Jednak piętnując postępowanie ewidentnie naganne, należy uważać, by nie zabronić normalnych „praktyk kupieckich”. Dlatego potrzeba poważnej i wyczerpującej dyskusji na temat praktyk — co jest jeszcze normalnym zachowaniem a gdzie przekracza się granice przyzwoitości (jakkolwiek staroświecko brzmiałoby to sformułowanie) — mówił nam kilka miesięcy temu Jacek Siwicki, szef Enterprise Investors, największej grupy funduszy venture capital w Polsce.
Dobrze byłoby, gdyby fundamenty giełdowych spółek oceniano na podstawie raportów i faktów, a nie tak, że kolega dzwoni do kolegi i mówi: „Wiesz, ta spółka jest fajna, możemy za nią zapłacić 30 zł za akcję”. Natomiast drugi kolega odpowiada: „OK. Jak fajna, to niech będzie 30”. Do podobnych transakcji dochodziło.
Przykre, że kolegom z „Rzeczpospolitej” umyka jakoś zasadniczy problem: nagannych praktyk, do których dochodzi na rynku kapitałowym. Wolą zająć się argumentami ad personam: kto kogo chce wykończyć. Niewiele zresztą wnosząc w tej kwestii.
Okiem inwestora
Jestem zdegustowany
Jestem zdegustowany zarówno postawą dziennikarza „Rzeczpospolitej”, jak i przewodniczącego KPWiG. Pisanie, że problemu nie ma, że jest to czarny PR, to zwykła głupota. Z takim podejściem do podobnych spraw nigdy nie uzyska się wywrażliwości na patologie. Jeśli problemy opisane przez „PB” ktoś chce złagodzić, to coś jest nie tak. Zwykłym, uczciwym inwestorom daje się sygnał: lepiej dajmy sobie spokój z GPW, bo giełda jest chora.
Mechanizmy opisywane przez „PB” zasługują na jednoznacznie negatywny komentarz. Mamy nadzieję, że w sądach dojdzie do należytej oceny tak patologicznych zjawisk. Oprócz werdyktu sądowego istotna jest także postawa środowiska, które jednoznacznie powinno potępić i eliminować z rynku osoby uczestniczące w takich praktykach.
Jarosław Dominiak
prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Czarno na białym
7 lipca 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
(wówczas zarządzający w PTE CU) w e-mailu
DO: Jakub Bentke (ówczesny zarządzający w PTE PZU, a teraz prezes Skarbca IM):
- „Myślę, że pomysł wyjęcia od EI (Enterprise Investors) Sanoka w zamian za pomoc na WZA Netii nie jest zły, w każdym razie Rafałowi z CU IM się podoba. Razem z Rafałem (Rafał Janczyk — dyrektor ds. inwestycji Commercial Union Investment Management) mamy 24 mln akcji Netii. Wy chyba też macie w grupie kilkanaście milionów. Razem z EI powinniśmy zebrać 20 proc.”
7 lipca 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Rafał Janczyk
z CU IM i Joanna Kwiatkowska (CU) o transakcji na Stomilu Sanok:
n „(...) umówiłem się z całym PZU, że nie zapłacimy (my, to znaczy OFE) za Sanok więcej niż oni, jeśli ktoś z boku zbuduje popyt na całą paczkę (co bez nas nie będzie chyba takie łatwe), to najwyżej w ogóle tego nie kupimy, ale PZU w tej sytuacji też nie powinno wtedy tego dostać (…) my do 60 zł chcemy kupić 9 proc. spółki po umorzeniu akcji, powyżej 60 zł chyba maks. 4-4,5 proc.”.
15 lipca 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Jakub Bentke
o ofercie spółki Hoop:
- „My składamy mały zapis po 23,5 i bardzo mały po 24,5, jeśli ktoś będzie opowiadał Ci coś innego, to znaczy, że ma problemy z bujną wyobraźnią”.
1 sierpnia 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Jakub Bentke i Rafał Janczyk
o propozycjach zmian alokacji akcji Stomilu Sanok:
- „(...) te 12,5 tys. dla Skarbca jesteśmy w stanie jakoś przeboleć (rozumiem, że wszyscy proporcjonalnie złożymy się na ten min pakiecik), chociaż mówiłem Tomkowi Mazurczakowi (makler BRE Banku, właściciela Skarbca — red.), że nie podoba nam się to (przede wszystkim Skarbiec nie powinien nic o tej transakcji wiedzieć). Co do PZU Życie, to proponuję powiedzieć Rafałowi Robertowi (zarządzający w PZU Życie — red.), żeby sobie kupił na rynku jak mu czegoś brakuje, w każdym razie my z Rafałem nie oddajemy mu żadnych naszych akcji, każdy z nas może teraz powiedzieć, że chce zwiększyć bid z 4 na 9 proc. spółki”.
14 sierpnia 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Jakub Bentke
o przyczynach ujawnienia tajemnicy zawodowej:
- „(...) nie będziemy Was informowali o naszych zapisach na każdą spółkę, o Hoopie woleliśmy Ci powiedzieć, bo Kalkusiński i tak poinformował Cię o naszym zleceniu np. na Emax, a wolimy, żeby przekazując ino o naszym zapisie niczego przypadkiem nie podwajał”.
2 września 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Jakub Bentke
o transakcji na Stomilu Sanok:
- „(...) chyba niepotrzebnie wysłałeś wszystkim wiedzę o wszystkich, a w szczególności nowym uczestnikom transakcji ilość akcji kupione
w pierwszej paczce po 83 zł. Wszyscy mają do Ciebie na tyle zaufanie, że mogłeś zachować się jak broker i tylko powiedzieć każdemu ile dostał”.
26 września 2003 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: Jakub Bentke i Andrzej Błachut, wtedy zarządzający w AIG PTE, po zakupie akcji Polfy Kutno od EI:
- „Proponuję, abyśmy przy okazji jakiegoś najbliższego spotkania znaleźli rozwiązanie, które w przyszłości nie pozwoli nas między sobą „rozgrywać”. Sprawa jest b. delikatna, bo po pierwsze — rozwiązanie to nie może wyeliminować konkurencji między nami (tzn. poza zupełnie wyjątkowymi sytuacjami nie powinniśmy informować się nawzajem o wielkości planowanych zleceń), po drugie — musimy b. uważać, żeby nikt nie mógł zarzucić nam działania w porozumieniu, w rozumieniu, w jakim słowo to występuje w ustawie… ale chyba możemy wyrażać luźne opinie na temat ceny, po jakiej oferowane będą akcje (…)”.
3 października 2003 r.
OD: Jakub Bentke
DO: Grzegorz Buchowiecki, Piotr Karczmarek z ING NN oraz kilku innych zarządzających o ofercie firmy Impel:
- „Musimy się zastanowić, jak podzielić pomiędzy siebie tak małą i atrakcyjną ofertę…”
19 majA 2004 r.
OD: Grzegorz Buchowiecki
DO: zarządzający z innych funduszy (PZU, CU, ING, AIG, Pioneer Pekao, CS AM, Hestia):
- „Panowie
Z wiarygodnego źródła dotarła do mnie informacja, że nowa strategia jednego z inwestorów bidujących na Polfie ma polegać na proponowaniu korzyści majątkowej części osób, do których wysyłam tego maila.
Jak wszyscy wiemy za kilka, maksymalnie kilkanaście dni zostanie ogłoszone wezwanie, w wyniku którego wszyscy będziemy mogli sprzedać wszystkie posiadane akcje po jednej cenie.
Jeśli ktoś sprzeda akcje poza grupą wcześniej — będziemy wiedzieli, kto — mówiąc najbardziej wprost — bierze w łapę i z kim nie należy siadać przy jednym stole.
Pozdrawiam i życzę silnej woli. G.”
Źródło: dokumenty KNUiFE