Kilka dni temu Justin Wolfers udostępnił na Twitterze poniższy wykres pokazujący, jak zmieniał się profil członków amerykańskiego Komitetu Otwartego Rynku, a więc osób decydujących o polityce pieniężnej w Stanach. Na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat w składzie Komitetu zdecydowanie przybyło osób posiadających doktorat z ekonomii, a jednocześnie ubyło prawników. Nie wiem czy z powyższego faktu można wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Większość osób zapytanych na ulicy zapewne stwierdziłaby, że to nie robi żadnej różnicy, bo ekonomiści i prawnicy są siebie warci.


Postanowiłem sprawdzić jak podobne porównanie wyglądałoby w Polsce. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych gdzie dane z powyższej grafiki sięgają 1949 roku, w Polsce Rada Polityki Pieniężnej działa od 1998 roku i w sumie mieliśmy tylko trzy kadencje. Nic więc dziwnego, że w danych nie ma jakiegoś szczególnie silnych tendencji, choć można znaleźć tam kilka ciekawych obserwacji. Tabela poniżej pokazuje, że na dziewięciu członków Rady zdecydowana większość (7-9) to osoby z wykształceniem ekonomicznym, podczas gdy reszta to prawnicy. Relacje są więc porównywalne z tym, co można zobaczyć w Stanach. Jak jednak widać, na przestrzeni lat zwiększył się udział profesorów, podczas gdy zmniejszył się udział osób posiadających tylko doktorat. Czy liczba profesorów przekłada się na jakość prowadzenia polityki pieniężnej to sprawa dyskusyjna i pozostawmy ją komuś, kto chciałby podejść do tematu w sposób bardziej sformalizowany. To co powinno mieć znaczenie, to różnorodność poglądów.

Profil edukacji i doświadczenia członków Rady Polityki Pieniężnej poszczególnych kadencji. Liczby w tabeli oznaczają liczbę osób zasiadających w RPP i zakwalifikowanych do danej kategorii. W obliczeniach brałem pod uwagę tylko członków RPP, bez jej przewodniczącego.
Z zasady różnorodność poglądów to jedna z zalet ciał kolegialnych takich, jak Komitet Otwartego Rynku lub polska Rada Polityki Pieniężnej. Możliwe nawet, że to jedyna zaleta, bo w przeciwieństwie do sytuacji gdy decyzje są podejmowane przez jedną osobę i dlatego mogą być szybkie, decyzje kolegialne z definicji są efektem debat osób o różnych poglądach i prawie zawsze są podejmowane zbyt późno. Cała nadzieja w tym, że choć decyzja jest podejmowana zbyt późno, to będzie ona brała pod uwagę wszechstronne argumenty i dzięki temu będzie można uniknąć skrajnych reakcji. Do takiej wszechstronności trzeba jednak osób o różnym bagażu doświadczeń i różnym profilu edukacyjnym, bo komitet złożony w 100% z osób, które uzyskały doktorat na tej samej uczelni i do tego w mniej więcej tym samym czasie raczej nie spełni pokładanych w nim nadziei.
Oczywiście wprowadzanie na siłę do RPP większej liczby osób o wykształceniu prawniczym byłoby bezsensownym rozwiązaniem, gdyż większość zadań i problemów, przed którymi stoi Rada ma charakter ekonomiczny (jeżeli miałbym zgadywać, to więcej prawników przydałoby się przede wszystkim w Ministerstwie Finansów, a niekoniecznie w RPP). Rozwiązaniem też nie jest wprowadzanie zróżnicowania dotyczącego liczby doktorów/profesorów, bo to z kolei o niczym nie świadczy. Raczej wskazane byłoby dywersyfikowanie członków RPP, lub jakichkolwiek innych ciał kolegialnych, ze względu na ich doświadczenie zawodowe. Na przykład ciekawe jest to, ile osób trafiających do RPP jest albo insiderami (pracownicy NBP) albo pochodzi z sektora prywatnego. Gdyby spojrzeć na polską RPP to w każdej kadencji ponad połowa członków miała istotne doświadczenie z sektora publicznego albo była po prostu politykami. Oczywiście stwierdzenie „istotne” w tym znaczeniu pozostawia szerokie pole do interpretacji i przy kwalifikacji do tej kategorii kierowałem się po prostu wyłącznie swoją subiektywną interpretacją sytuacji po przestudiowaniu odpowiednich życiorysów. Niemniej liczba osób, które można byłoby z czystym sercem przypisać albo do insiderów albo do sektora prywatnego jest znikoma i łącznie nie przekracza czterech członków w dziesięcioosobowej Radzie.
Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Niektóre badania sugerują, że tak. Pokazują one , że efektywność polityki pieniężnej zyskuje jeżeli w skład ciał decydujących o poziomie stóp procentowych wchodzą pracownicy samego banku centralnego, a czasami pomocne jest również zatrudnianie osób pochodzących z sektora prywatnego. W ten sposób można zapewnić jakąś mieszankę wiedzy eksperckiej (insiderzy) i świeżego spojrzenia z zewnątrz (sektor prywatny). Akurat zwracanie uwagi właśnie na zróżnicowanie doświadczenia zawodowego, a nie na samą liczbę profesorów lub ekonomistów, jest chyba sensowniejszym rozwiązaniem.
Powyższy tekst prezentujemy dzięki uprzejmości autora: