W ocenie pierwszego głównego negocjatora Polski z Unią Europejską Jana Kułakowskiego pierwszy rok członkostwa Polski w UE był rokiem dobrym i dobrze rokuje na przyszłość. "Nie straciliśmy żadnej szansy, nie ponieśliśmy porażek" - powiedział PAP Kułakowski, dziś europoseł UW. Jego zdaniem, największym sukcesem Polski w UE był wyraźny wpływ na zmianę polityki Unii wobec Ukrainy.
Według Kułakowskiego, pierwszy rok Polski w UE spełnił nadzieje Polaków wiązane z członkostwem. "Fundusze strukturalne zaczęły dobrze działać, dopłaty bezpośrednie dla rolników także, pozytywnie zmieniło się nastawienie rolników UE" - powiedział PAP pierwszy polski ambasador przy Wspólnotach Europejskich (1990-96).
W jego opinii Polacy dobrze weszli do do struktur UE, zarówno do Komisji, jak i Parlamentu Europejskiego, i odgrywają w nich pozytywną rolę. Jak dodał, w ciągu tego roku, "nie było też dyrektyw UE, które by jakoś specjalnie w nas uderzały".
Jego zdaniem, najwyraźniejsze korzyści dla "przeciętnego obywatela" odniosła polska wieś i rolnicy. Z kolei "dużym i wyraźnym" sukcesem Polski w strukturach unijnych był polski wpływ na Unię w kwestii stosunków z Ukrainą. "Nie straciliśmy tej szansy, pokazaliśmy Unii, że stosunki z Ukrainą i perspektywy ewentualnego członkostwa Ukrainy to nie tylko sprawa Ukrainy czy Polski, tylko całej Unii, że to jest korzystne dla całej Unii".
Oprócz tego polskim sukcesem było, jak mówił, wysunięcie kandydatury Bronisława Geremka na przewodniczącego PE. "To pokazało, że dobry kandydat z nowego państwa takiego jak Polska może uzyskać dużo głosów, jakby wbrew istniejącym przedtem układom" - zaznaczył. "To dobrze postawiło polityczną sytuację sytuację Polski w UE. Mimo że wybór Geremka był właściwie niemożliwy do przeprowadzenia, był to polityczny sukces" - ocenił Kułakowski.
Według niego Polska nie zaprzepaściła w ciągu roku członkostwa żadnej szansy. "Zawsze można powiedzieć, że coś tam można było zrobić lepiej, ale nie widzę jakiś dramatycznych sytuacji, w których byśmy coś zrobili nie tak jak trzeba" - podkreślił.
Były negocjator podkreślił, że teraz największym wyzwaniem i zadaniem jest dla Polski doprowadzenie do przyjęcia Traktatu Konstytucyjnego UE. Przyznał, że nie tylko w Polsce wygranie referendum nie będzie rzeczą łatwą. "Wiemy, że we Francji sytuacja jest trudna i będziemy popierali przyjęcie Traktatu Konstytucyjnego także we Francji. Ja sam będę jeździł po Francji na prośbę moich francuskich kolegów, żeby powiedzieć, jak to jest ważne dla Polski, Europy i Francji" - powiedział.
Kułakowski dobrze ocenił pracę polskich eurodeputowanych. "Na początku może w PE nie bardzo potrafiliśmy się znaleźć, ale w tej w chwili już się znajdujemy. Cały szereg naszych posłów zajmuje stanowiska przewodniczących, wiceprzewodniczących komisji, zaczynają pełnić funkcje posłów sprawozdawców - są dobrze zintegrowani z PE" - zaznaczył.
Przyznał, że z początku niektórzy polscy deputowani "występowali bardzo agresywnie przeciwko instytucjom europejskim i integracji europejskiej". Ale, jak dodał, teraz opcje te "trochę się uspokoiły". "Wydaje mi się w poszczególnych grupach politycznych nasi posłowie odgrywają pozytywne role. A fakt, że mamy dwóch wiceprzewodniczących PE (Jacka Saryusz-Wolskiego i Janusza Onyszkiewicza), sytuuje nas wśród dużych państw członkowskich" - dodał Kułakowski.
Według niego, jeśli możemy mówić o czymś ujemnym, to o tym, że "niewiele zyskaliśmy na szczeblu urzędników". (Polska nie objęła żadnego ze stanowisk dyrektorów generalnych i ich zastępców przeznaczonych dla kandydatów z nowych państw członkowskich).
W opinii Kułakowskiego, nie do końca można jeszcze mówić o poczuciu jedności europejskiej u Polaków. Jak zauważył, ciągle jeszcze używa się określenia "stare i nowe państwa członkowskie" i to tym bardziej "osłabia nasze poczucie, że jesteśmy pełnoprawnymi, współodpowiedzialnymi członkami UE". Kułakowski ma nadzieję, że ten podział wkrótce zniknie.