Pierwszy kwartał upłynął pod znakiem umacniającego się franka i obostrzeń kredytowych stosowanych przez banki. Nie kończą się zawirowania na rynku mieszkaniowym, ale — jak wynika z raportu przygotowanego przez analityków Ober-Haus — koniec marca przyniósł jednak pierwsze pozytywne sygnały.
— Złoty jest stabilniejszy, banki ochłonęły i zaprzestały — pod wpływem interwencji Komisji Nadzoru Finansowego — renegocjacji dotychczasowych kredytów. Choć powiało grozą, gdy zapowiedziały wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń kredytów hipotecznych, już zabezpieczonych nieruchomościami — analizuje Anna Wrzesień-Berezowska, dyrektor działu nieruchomości mieszkaniowych Ober- Haus.
Wzrost zainteresowania zakupem własnego M widać w większości dużych miast: Krakowie, Łodzi czy Poznaniu. Ukłonem w stronę deweloperów okazał się rządowy program dopłat do kredytów hipotecznych "Rodzina na swoim". Choć wielu inwestorów próbuje dostosować ceny lokali do limitów określonych w programie, w miastach takich jak Kraków to problem. Ceny mieszkań są tam niemal takie same, jak w stolicy (za mkw. w mieszkaniu dwupokojowym trzeba zapłacić minimum 9,5 tys. zł.), przy czym limity ustalone w rządowym programie są niższe o prawie 2 tys. zł. Tym samym jedynie niewielki procent mieszkań kwalifikuje się do sprzedaży w ramach programu. Mimo to na rynku pierwotnym widać ożywienie. Nieco gorzej jest z rynkiem wtórnym. Prywatni właściciele coraz częściej wstrzymują się ze sprzedażą. Chcąc przeczekać niekorzystną koniunkturę.

Jakie są ceny mieszkań w Trójmieście, Poznaniu, Katowicach i Łodzi? O tym, we wtorkowym "Pulsie Biznesu".