Kurierzy Europy

Mirosław Konkel
opublikowano: 2008-01-16 00:00

Był taki czas, gdy konkurencja stawiała na nich krzyżyk. Dziś są liderami rynku.

DPD Polska ze stolicy

Był taki czas, gdy konkurencja stawiała na nich krzyżyk. Dziś są liderami rynku.

Zaczęli w 1991 r. od dostarczania przesyłek miejskich i krajowych. Trzy lata później rozszerzyli ofertę o serwis międzynarodowy. Obsługują duże koncerny, instytucje finansowe i firmy konsultingowe. Co roku ich obroty rosną od 40 do 50 proc.

Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska (dawniej Masterlink Express), podkreśla, że firma startowała z kapitałem w 100 proc. polskim. Zarząd szybko jednak zrozumiał, że aby na świecie coś znaczyć, trzeba wchodzić w globalne alianse.

— Choć z początku mogło się niektórym wydawać, że na sojuszach wyszliśmy jak Zabłocki na mydle — przyznaje menedżer.

Lekcja pokory

W 1998 r. firmę wykupiła Grupa Poczty Szwedzkiej. Cztery lata później niemiecka Posten AB i francuska La Poste podpisały umowę, na mocy której holding GeoPost (należący do tej ostatniej) przejął 50 proc. udziałów Masterlink. Jednocześnie Posten AB nabył licencję Direct Parcel Distribution (DPD) w Polsce, dzięki czemu Masterlink zdobył dostęp do sieci obejmującej ponad 30 krajów Europy. Wkrótce firma weszła w posiadanie 100 proc. udziałów w Air Cargo Poland. Dzięki temu zyskała agencję celną i poszerzyła zakres usług o działalność spedycyjną: lotniczą, morską i drogową.

Posunięcia te nie uchroniły Masterlink Express przed poważnym kryzysem. W 2003 r. znalazł się na skraju bankructwa.

— Nie dość że nasze straty sięgały kilkunastu milionów złotych, to nie mieliśmy jasnej strategii, odpowiedniej komunikacji wewnętrznej i kontroli — wspomina Rafał Nawłoka.

Konieczna była natychmiastowa restrukturyzacja. Przeprowadził ją Marek Różycki, ówczesny prezes i dyrektor zarządzający, obecnie chief executive officer GeoPost Central & South Eastern Europe. Chodziło o dostosowanie usług do indywidualnych potrzeb klientów.

— Stworzeniem elastycznego serwisu zajęli się specjaliści z działów IT i kontroli operacji. Przedstawiciele handlowi stawali na głowie, żeby pozyskać nowych klientów i rzetelnie opiekować się dotychczasowymi, kurierzy zaś robili wszystko, by Masterlink nadal kojarzył się z najwyższą jakością — opowiada Marek Różycki.

Rezultaty tych działań zaskoczyły wszystkich. Prognozowany zysk za 2003 r. wynosił około 800 tys. zł, a rzeczywisty przekroczył 5 mln zł.

Pod nowym szyldem

Kolejnym przełomem była zmiana nazwy firmy w połowie 2007 r. Jak wyjaśnia Rafał Nawłoka, zastąpienie solidnej i rozpoznawalnej marki mało znanym w Polsce, trójliterowym logo z paczką nie miałoby sensu, gdyby Masterlink ograniczał działalność do naszego kraju. Chciał jednak stać się ważnym graczem na rynku międzynarodowym, więc musiał zaznaczyć, że należy do jednej z największych sieci logistycznych w Europie — DPD.

Niedawno zakończył rebranding — w ostatniej fazie dotyczył głównie odzieży i samochodów kurierskich oraz wizualizacji oddziałów. Trzeba się rozstać z firmową zielenią i pokochać czerwień nowej firmy — kwituje prezes.

— Wszystko, co ceniliśmy w Masterlink, a kojarzyło się z kolorem zielonym, czyli otwartość, miła atmosfera, elastyczność i bezpieczeństwo zatrudnienia, pozostaje bez zmian — podkreśla jednak szef DPD Polska.

Być może właśnie dlatego przedsiębiorstwo nie ma problemów z pozyskiwaniem dobrych specjalistów. Tylko w ubiegłym roku stworzyła 1,5 tys. miejsc pracy, a wciąż realizuje kolejne projekty rekrutacyjne.

— Jesteśmy na fali wznoszącej. Zwiększamy ofertę i mamy coraz większy udział w międzynarodowym rynku. Nie może więc zabraknąć rąk do pracy — mówi Rafał Nawłoka.

Mirosław

Konkel