Kurs euro bije w wykonawców

Beata Chomątowska
opublikowano: 2006-07-28 00:00

Przy kontraktach zawieranych w euro ponosimy całe ryzyko kursowe — narzekają kontrahenci kolei. Apelują: zróbcie coś z tym.

Dwa lata temu, kiedy konsorcjum firm PRKiI, PRK Poznań, PRK Kraków i Torpol zawierało umowę we wspólnotowej walucie na modernizację linii kolejowej E-30, za euro płacono ponad 4,80 zł. Kiedy przyszło do realizacji robót — niecałe 4 zł.

Jak szacują wykonawcy, to spadek o około 25 proc. A w kontraktach nie ma zapisów o waloryzacji kosztów.

— W efekcie, za ubiegły rok na tym kontrakcie mamy 3,2 mln zł straty z powodu samych różnic kursowych. Nasza strata za pierwsze półrocze 2006 r. wynosi już 1,9 mln zł. Do tego doszedł wzrost cen materiałów do robót torowych, paliw, podrożały też taryfy towarowe. Tak utraciliśmy płynność finansową — mówi Marek Wyszyński z firmy Projekt-Bud, jeden z podwykonawców.

W podobnej sytuacji znajdują się inne firmy świadczące usługi na rzecz PKP PLK. Dodatkowe przyczyny? Długie terminy fakturowania wykonanych robót po ich odbiorze przez inspektora nadzoru — w ich efekcie cały cykl finansowania robót przez wykonawców wynosi minimum 4-6 miesięcy, co daje dodatkowe 5 proc. strat. Do tego dochodzą opóźnienia w płatnościach i zaleganie przez PKP PLK ze zwrotem podatku VAT.

— Sprawę różnic kursowych, które uderzają w wykonawców, przedstawiliśmy właśnie zarządowi PKP PLK. W ciągu trzech tygodni mamy się spotkać i wspólnie zaproponować rozwiązanie — mówi Jerzy Wawruk, szef Sekcji Budownictwa Kolejowego w Izbie Gospodarczej Transportu Lądowego.

Zdaniem Marka Wyszyńskiego z Projekt-Budu, wyjściem z tej sytuacji mogłaby być coroczna waloryzacja umów przez inwestora. Są też i inne pomysły.

— Nie byłoby tych kłopotów, gdyby wszystkie kontrakty zawierane były w polskiej walucie, a nie w euro. Takie rozwiązanie przyjął rząd hiszpański (w pesetach). Można byłoby też zawrzeć w umowach klauzule zakładające, że ryzyko kursowe ponoszą obie strony, a nie tylko wykonawca. Lub ustalić dopuszczalne widełki — dodaje Przemysław Wróbel, wiceprezes PRK7.

Część wykonawców zwraca też uwagę na inny „kursowy” problem, wynikający ze sporej różnicy między administracyjnie ustalonym, średnim kursem złotego do euro, na podstawie którego przelicza się wartość zamówień publicznych (aktualnie wynosi 4,3870) a kursem NBP, którym posługują się wykonawcy. Ich zdaniem, może ona prowadzić nawet do unieważniania przetargów. Inwestor przelicza bowiem wartość kontraktu w złotych na euro po administracyjnym kursie, a wykonawca dzieli po kursie bieżącym — co sztucznie zawyża wartość oferty.

— Dostrzegamy problem różnicy kursów, która teraz jest wyjątkowo duża, bo wynosi około 8 proc. Nie było sytuacji unieważnienia z tego powodu przetargów, ale niektóre zachowania oferentów rzeczywiście można z tym wiązać — mówi Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP PLK.