Nawet 13,8 proc. rosły wczoraj notowania Almy Market. Za wybiciem stoją obietnice zysków wyższych, niż wcześniej prognozował zarząd. Przy okazji inwestorzy dowiedzieli się, że krakowska firma prowadząca sieć supermarketów nie wywiąże się z prognozy sprzedaży.
W ostatnich dniach pretekstem do wzrostów mniejszych spółek z warszawskiego parkietu staje się podwyższanie prognoz. Tak stało się w tym tygodniu w przypadku IDM, W. Kruk, Elektrobudowy i MCI, a wczoraj także Almy Market, kontrolowanej przez Jerzego Mazgaja. Po zapowiedzi wyższych zysków krakowska spółka na początku środowej sesji zanotowała dwucyfrowy wzrost kursu. Zamiast wcześniej prognozowanych 8 mln zł chce w tym roku zarobić na czysto 11 mln zł. Rynek nie spodziewał się ponadplanowych profitów: BM BPH prognozowało 8,2 mln zł zysku, a BDM PKO BP — niecałe 7,3 mln zł. Wyższy ma być także skonsolidowany zysk operacyjny Almy. Teraz zamiast 10 mln zł liczy ona na 13 mln zł. Tu analitycy także byli ostrożni. Ich prognozy oscylowały w przedziale 8-10,3 mln zł.
Przyczyna poprawy to w dużej mierze wzrost rentowności sprzedaży w obiektach handlowych spółki oraz sprzedaż nieruchomości w Dębicy. Firma zmniejszyła za to prognozę przychodów z 430 mln zł do 380 mln zł. Wcześniej analitycy obstawiali 400 mln zł, ale korekta ich nie zasmuciła, bo pierwotną prognozę sprzedaży uważali za zbyt optymistyczną. Podobnie do tego podeszli inwestorzy, których bardziej cieszą wyższe zyski Almy. Mogą one być zapowiedzią dobrego czwartego kwartału także dla innych firm handlowych, jak Eldorado czy Eurocash.