Pretekstem do wczorajszej silnej zwyżki notowań
były opublikowane we wtorek po sesji wyniki sprzedaży detalicznej w salonach
własnych spółki. Przychody zrealizowane w maju wyniosły 1,72 mln zł, co oznacza
skok o 171 proc. w stosunku do poprzedniego roku. To najwyższa dynamika
odnotowana w tym roku, ale w znacznej mierze jest ona skutkiem niskiej bazy.
Trzycyfrowe wzrosty powinny się utrzymać przynajmniej do końca drugiego
kwartału, później wysokość dynamiki przychodów zależeć będzie od tempa rozwoju
sieci sklepów. Obecnie jest ich 19 w Polsce i jeden na Ukrainie. Firma sprzedaje
też wyroby przez salony partnerskie.
Rozbudowa dystrybucji detalicznej ma być
motorem wzrostu obrotów spółki i poprawy wyników. O ile szybkie zwiększanie
przychodów nie powinno być problemem (w tym roku Próchnik powinien wypracować
przynajmniej 25 mln zł przychodów, w 2006 r. było to 17,7 mln zł), o tyle zyski
wciąż pozostają wątpliwe. Firmie udaje się co prawda uzyskiwać wyższe marże
brutto na sprzedaży (38 proc. w pierwszym kwartale, wobec 34 proc. w 2006 r.),
ale koszty otwierania salonów (urządzenie i zatowarowanie jednego to wydatek
około 400 tys. zł, do końca roku ma ich powstać jeszcze pięć), marketing i
koszty osobowe (pracownicy dostali niedawno 20-procentową podwyżkę, zwiększyć ma
się zatrudnienie) mogą obciążyć wynik na tyle, że sukcesem będzie wyjście nad
kreskę.
Zarząd ambitnie zakłada, że wypracuje czysty
zysk 1,5 mln zł (co pozwoli uruchomić program motywacyjny), ale już w pierwszym
kwartale wynik podreperowywano grą na giełdzie: zyski z inwestycji przekroczyły
750 tys. zł. To niewiele więcej, niż wyniosły łączne zarobki trzech członków
zarządu i prokurenta Próchnika w 2006 r. Na dodatek sześciu członków rady
nadzorczej otrzymało w sumie 175 tys. zł. To sporo, biorąc pod uwagę kondycję
finansową spółki. Dla porównania — czteroosobowy zarząd Monnari Trade (11,1 mln
zł zysku netto w 2006 r.) zarobił w ubiegłym roku w sumie 426,5 tys. Rada
nadzorcza pracowała za darmo.
Kamil Zatoński, [email protected]