Kurs złotego już od dawna jest płynny

Jacek Pochłopień
opublikowano: 2002-02-11 00:00

Wiceprezes NBP Andrzej Bratkowski uważa, że w strategii rządu za dużo jest ręcznego sterowania gospodarką.

Joanna Wrześniewska (Polsat): Złoty ostatnio słabnie. Dlaczego tak się dzieje?

Andrzej Bratkowski (NBP): Po pierwsze dlatego, że mamy nie najlepszą sytuację gospodarczą w ogóle, po drugie — dużą niepewność jeśli chodzi o finanse publiczne, a po trzecie — złoty był w ostatnich miesiącach mocny. To naturalne, że przy płynnym kursie mamy okresy, kiedy złoty jest mocniejszy, a potem się osłabia.

A może to dlatego, że Marek Belka powiedział, iż chce, aby złoty miał kurs 4,25 za dolara?

To mogło mieć pewien wpływ, ale bym go nie przeceniał. Na krótką metę zdarzają się reakcje na tego typu wypowiedzi, ale w dłuższej perspektywie uwzględnia się powody bardziej obiektywne.

Rząd się zapewne cieszy z osłabienia złotego. Czy bank centralny też się cieszy?

Generalnie jesteśmy za tym, aby kurs naszej waluty był stabilny. Nie chcemy zbyt dużego osłabienia złotego ani zbyt silnego wzmocnienia.

Stabilny — zatem na jakim poziomie?

Gdybyśmy wiedzieli z góry i mieli bardzo jasną opinię, to byśmy utrzymywali kurs sztywny. Od dawna mamy jednak płynny i to rynek powinien decydować, jaki kurs jest dla gospodarki najlepszy.

Rząd w programie określił poziom złotego.

Traktuję to jako prognozę, a nie życzenie, żeby kurs akurat taki był. Nie jest jasne, dlaczego w różnych rządowych wariantach kurs złotego zachowuje się niezmiennie. Wedle mojej wiedzy, nie jest możliwe, aby różnym poziomom restrykcyjności polityki monetarnej, wysokości stóp procentowych czy tempa wzrostu gospodarczego odpowiadały dokładnie te same ścieżki zmian kursu.

Czy wariant prorozwojowy ma szansę?

Jeśli chodzi o to, czy mamy szansę rozwijać się w takim tempie — to nie jest to wykluczone. Jednak w strategii rządu w ogóle za dużo jest państwa i ręcznego sterowania gospodarką, aby zrealizować wariant najbardziej rozwojowy. Inwestowanie w gospodarkę metodą odgórną jest nieefektywne, prowadzi do marnotrawstwa.

Rośnie deficyt ekonomiczny — w roku 2000 było to 1,2 proc. PKB, a w 2001 — już około 6 proc.

Jest to dla nas wręcz dzwonek alarmowy. Coś z tym należy zrobić, niestety rząd mało się tym zajmuje. Oczywiście wymaga to niepopularnych cięć, ale pewne działania powinny być podjęte natychmiast, nawet jeśli są trudne. Gospodarka nie uwzględnia ograniczeń politycznych.

A zatem w planach banku centralnego nie ma miejsca na redukcję stóp, która jest tak ważna dla programu rządu.

Mamy bardzo wiele powodów, aby zachować daleko idącą ostrożność. Szczególnie wysoki deficyt budżetowy niepokoi nas i zmniejsza pole manewru.