- Dane dotyczące tempa wzrostu PKB w drugim kwartale br. potwierdzają, że polska gospodarka znajduje się w fazie spowolnienia, a jego skala jest silniejsza od oczekiwań. Ostro hamuje popyt krajowy, w tym zarówno konsumpcja jak i inwestycje. Mniejsze zapotrzebowanie wewnętrzne na towary i usługi przekłada się na spadek importu, z kolei dekoniunktura w strefie euro przekłada się na spadek eksportu - zaznacza Monika Kurtek.
Jak twierdzi, trzeci i czwarty kwartał będą dla polskiej gospodarki jeszcze trudniejsze. Pogarszająca się sytuacja na rynku pracy, przy jednoczesnym spadku oszczędności, przekładać się będzie na dalsze ograniczanie wydatków przez gospodarstwa domowe.
- Nie ma też co liczyć na inwestycje. Infrastrukturalne, w związku z zakończeniem mistrzostw Europy w piłce nożnej, ale także w związku z mniejszymi możliwościami finansowymi samorządów i wygasającymi środkami unijnymi, realizowane będą już w znacznie wolniejszym tempie bądź wcale. Z kolei inwestycje przedsiębiorstw, choć potencjał jest w tym przypadku duży, wstrzymywane będą w obawie o dalszy rozwój sytuacji gospodarczej na świecie. Spodziewam się, że dynamika PKB w drugiej połowie znajdzie się w okolicach 2.0%r/r lub nieco poniżej, a w całym roku osiągnie okolice 2.5% - prognozuje Monika Kurtek.
Ekonomistka przypomina, że obserwowane spowalnianie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce wykorzystywane było dotychczas jako silny argument za obniżką stóp procentowych przez dwóch członków RPP. Dzisiejsze znacznie gorsze od przewidywań dane, w połączeniu z kontynuacją procesu hamowania polskiej gospodarki w drugiej połowie br., skłaniać będą do myślenia o obniżkach kolejnych członków Rady, choć dla niektórych z nich utrzymująca się na podwyższonym poziomie inflacja będzie prawdopodobnie nadal argumentem przemawiającym za brakiem cięć.
- Opublikowane dziś dane wydają się przybliżać termin pierwszej obniżki stóp procentowych w Polsce, która nastąpić może w listopadzie (po zapoznaniu się RPP z najnowszą projekcją inflacji) - uważa Monika Kurtek.
