Konsolidacja zarówno producentów, jak i dystrybutorów z branży chemicznej jest nieunikniona. To jednocześnie szansa i wyzwanie dla polskich firm.
W przemyśle chemicznym firmy konsolidują się na potęgę.
— To okres, kiedy przedsiębiorstwa się globalizują. Za cztery lata ponad połowa obrotu na rynku dystrybucji chemii będzie należeć do kilkunastu największych koncernów — mówi Marek Patryas, członek zarządu firmy Arnaud Polska.
Na zakupach
W ostatnich tygodniach doszło do porozumienia między Naftą Polską, kontrolowaną przez Skarb Państwa, a niemieckim potentatem Petro Carbo Chemem (PCC). Dotyczy ono przejęcia przez firmę zza Odry dwóch zakładów sektora wielkiej syntezy chemicznej (WSCh) — Zakładów Azotowych Tarnów-Mościce i Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Teraz takie rozstrzygnięcie musi jeszcze zaaprobować rząd. W tym roku doszło też do innej transakcji, w której sprywatyzowano kolejne dwie spółki WSCh. Obecny na warszawskiej giełdzie Ciech kupił Zakłady Chemiczne Organika-Sarzyna i bydgoski Zachem.
— Te dwie transakcje oznaczają siłą rzeczy konsolidację przejętych podmiotów, a także szansę na ich dokapitalizowanie — uważa Marek Patryas.
Jako przykład rynkowych tendencji można też podać niemiecki Brenntag, który w zeszłym roku na akwizycje przeznaczył blisko 200 mln EUR. Część z tych pieniędzy wydał właśnie w Polsce.
Trzy lata temu Arnaud Polska, mający swoją siedzibę w Poznaniu, połączył się z będzińskim Hewisem. W ten sposób powstał ogólnopolski dystrybutor surowców i półproduktów chemicznych.
— Dzięki temu nie tylko zwiększyliśmy swoją sieć i asortyment, ale zdobyliśmy zaufanie kontrahentów — przekonuje Marek Patryas.
Zdaniem specjalistów, taka droga czeka także pozostałych dystrybutorów. Według prognoz, za kilka lat także w Polsce ponad połowa rynku będzie należeć do kilku firm dystrybucyjnych.
— Średnie firmy będą się łączyć w większe. Oczywiście zostanie miejsce dla dystrybutorów niszowych, ale będą to niewielkie i rozproszone jednostki — przewiduje Artur Pielech, dyrektor zarządzający warszawskiego biura firmy konsultingowej Roland Berger.
Podstawowym argumentem za konsolidacją jest m.in. synergia kosztów, a w efekcie możliwość konkurencji cenowej. Plusy konsolidacji to także powstanie grup silnych kapitałowo, mających duże rezerwy środków obrotowych.
— Oznacza to też większą odporność na wahania cen surowców i możliwość negocjowania korzystniejszych kontraktów — zaznacza Marek Patryas.
Całościowa obsługa to obecnie podstawowy wymóg odbiorców surowców chemicznych.
— Takie przedsiębiorstwo musi być przygotowane na sprzedawanie wszechstronnego asortymentu. Chodzi tu o materiały potrzebne zarówno np. w przemyśle spożywczym czy kosmetycznym, jak i dla hut czy fabryk opon oraz farb — uważa Artur Pielech.
Polacy też
Na razie wygląda na to, że w najbliższych miesiącach wyjaśni się, czy na pewno wszystkie podmioty z WSCh, oprócz giełdowych Polic i Puław, będą miały prywatnych właścicieli.
— Uważam, że droga do ewentualnej, dalszej konsolidacji branży powinna zależeć od decyzji rynkowych, a nie politycznych — przekonuje Artur Pielech.
I wymienia polskie koncerny, wokół których mogliby powstać gracze mogący rywalizować z inwestorami zza granicy.
— Krajowe spółki, takie jak PKN Orlen, Ciech czy nawet Dwory, mają potencjał organizacyjny i finansowy, aby włączyć się do gry — mówi Artur Pielech.
Dzięki temu Polska miałaby szansę stać się regionalnym liderem w produkcji np. chemikaliów bazowych, sody, nawozów fosforowych czy PCW.
Okiem praktyka
Efekt globalizacji
Obecnie część sektora idzie własną drogą, a część podlega konsolidacji: przez Ciech, który buduje grupę producencko-dystrybucyjną, i podmioty zagraniczne, takie jak np. PCC. Tendencje konsolidacyjne wynikają z globalizacji i nadal będą miały miejsce. Można je już zaobserwować w chemii nieorganicznej, gdzie mamy trzech-czterech dużych graczy, m.in. Basf, Bayer, Novartis. Nasza strategia zakłada funkcjonowanie spółki jako całości, nie przewidujemy podziału poszczególnych działalności, ponieważ naszą siłą jest dywersyfikacja produktowa.
W ciągu trzech-pięciu lat duzi gracze obejmą prawie 80 proc. rynku krajowego. Mam tu na myśli Police, Puławy, grupę Ciechu i podmioty powiązane z inwestorami zagranicznymi, tj. PCC czy np. Yarą.
MirosŁaw Bachórski
prezes Zakładów Chemicznych Police