Łańcuszek zobowiązań

Józef Winiarski
opublikowano: 09-05-2006, 00:00

Ubezpieczenie kojarzy się z przeniesieniem całego ryzyka lub jego istotnej części na towarzystwo ubezpieczeń. Inaczej jest w przypadku gwarancji ubezpieczeniowych.

Przedsiębiorca, zlecający towarzystwu udzielenie gwarancji ubezpieczeniowej, w istocie nadal w pełni odpowiada za ryzyko, które zostało objęte listem gwarancyjnym, mimo że za to ryzyko wzięła także odpowiedzialność firma ubezpieczeniowa, która wystawiła gwarancję. Prawna konstrukcja gwarancji i umowy w sprawie jej udzielenia tworzy łańcuszek wzajemnych zobowiązań. Ubezpieczyciel — w razie niewykonania zobowiązania przez przedsiębiorcę — wypłaci beneficjentowi w gwarancji określoną kwotę, ale przedsiębiorca będzie musiał pokryć stratę, jaką poniosło towarzystwo. Czasami taka sytuacja wywołuje nieporozumienia pomiędzy firmą-zleceniodawcą udzielenia gwarancji i towarzystwem ubezpieczeń (gwarantem). Przedsiębiorcy uważają, że składka zapłacona za gwarancję to wyrzucone w błoto pieniądze. Uważają tak, ponieważ sądzą, że skoro i tak ostatecznie muszą ponieść konsekwencje, to korzyść z gwarancji jest iluzoryczna.

Nie takie oczywiste

Gwarancja, mimo że wchodzi w zakres działalności ubezpieczeniowej, w rzeczywistości nie jest ubezpieczeniem. Z przepisów prawa ubezpieczeniowego wynika tylko tyle że towarzystwa mają uprawnienia do udzielania gwarancji, ale w żaden sposób przepisy te nie wpływają na ich udzielanie i wykorzystywanie. Reguły postępowania dotyczące gwarancji określa wyłącznie kodeks cywilny. Ale okazuje się, że w wielu sytuacjach nie jest to takie oczywiste nawet dla środowiska ubezpieczeniowego. Nie tak dawno miałem problem z wyjaśnieniem doświadczonemu brokerowi, że jest w błędzie, twierdząc, że do umowy w sprawie udzielenia gwarancji ma zastosowanie regulacja zawarta w artykule 810 k.c. Chodzi tu o zasadę, że jeśli w ciągu 14 dni od daty otrzymania wniosku w sprawie ubezpieczenia towarzystwo ubezpieczeń nie zajmie negatywnego stanowiska, to znaczy, że wyraziło zgodę na zawarcie umowy ubezpieczenia i ponosi odpowiedzialność, nawet jeśli nie wystawi polisy. Reguła ta nie ma jakiegokolwiek zastosowania do gwarancji.

Chroni, ale nie wszystkich

Gwarancja jest rodzajem umowy nienazwanej, z której wynika surowe, jednostronne, nieodwołalne zobowiązanie gwaranta (np. towarzystwa ubezpieczeń) wobec beneficjenta (np. inwestora) — najczęściej — do wypłaty określonej sumy w razie, gdyby zleceniodawca nie wywiązał się z określonego zobowiązania. Tak więc gwarancja redukuje wyłącznie ryzyko beneficjenta, na rzecz którego została wystawiona. Dzięki temu beneficjent nie musi się obawiać o rezultat przedsięwzięcia, które zostało zabezpieczone gwarancją. Chyba że trafi na niesolidnego gwaranta. Dlatego też przyszli beneficjenci najczęściej wybierają gwarancje wystawione przez wiarygodne banki lub towarzystwa ubezpieczeń.

Gwarancja w żadnym razie nie chroni firmy, która zleciła jej udzielenie. Ale mimo to nie jest dla tego przedsiębiorstwa złem koniecznym. Gwarancja stanowi bilet wstępu do gry w danej dziedzinie biznesu. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić przystąpienie do poważnego kontraktu bez stosownego zabezpieczenia. Gwarancje znalazły prawo bytu w ucywilizowanym obrocie gospodarczym i nie ma od tego odwrotu. Chyba że nadejdą czasy bez bankructw, niespłaconych kredytów lub źle wykonanych robót.

Józef Winiarski, członek zarządu TUiR Cigna STU

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Józef Winiarski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu