Łapy same rwą się do biegu

Karolina Guzińska
07-03-2003, 00:00

Husky, malamuty, samojedy, wielkie szpice, psy grenlandzkie... Gonitwę mają we krwi. A ponoć i ochotę do ciągnięcia ładunku.

Pasja na całe życie: stadko husky — lub psów innych północnych ras — duże wybiegi i kojce dla nich, systematyczne treningi, właściwe żywienie, zakup lin, sań, uprzęży... I starty w zawodach.

— One to kochają. Pracę dla człowieka i wysiłek fizyczny mają zakodowane w genach. I nie mówię o długich spacerach — muszą pracować, inaczej zaczną uciekać albo niszczyć mieszkanie. Kiedy moje psy widzą, że wyciągam sanie, albo szelki — wyją ze szczęścia, machają ogonami, są wniebowzięte! Mobilizują się nawzajem przed startem. Ale biegną w kompletnej ciszy... — opowiada Igor Tracz, właściciel Centrum Przygody Traczer — posiadacz trzech husky (i czterech szczeniąt).

Jego psy startują w zawodach. Pracują też podczas imprez outdoorowych — przejażdżka psim zaprzęgiem to jedna z propozycji firmy Traczer, organizującej m.in. imprezy integracyjne.

Wynajęcie na cały dzień zaprzęgu 6-8 psów to koszt 1-1,5 tys. zł.

— Są różne opcje. Na przykład rekreacyjna: zaprzęg 12 psów wiezie w saniach 6 osób, lub 3- -4 husky ciągną 1 człowieka. 20- -30 km i z powrotem. Sanie — z drewna jesionowego lub aluminium — są inne niż dla konia. Maszer — osoba kierująca psim zaprzęgiem — stoi z tyłu. Przed nim siedzą pasażerowie... Drugą propozycję przygotowaliśmy dla odważnych — turyści sami kierują zaprzęgiem. Są to kilkudniowe wyprawy w Bieszczady, na Kaszuby lub do Puszczy Biebrzańskiej. Oczywiście uczymy klientów panowania nad psami, umiejętnego ich dobierania w zaprzęgu i eskimoskich komend, używanych na całym świecie — sylabicznych i łatwych do zapamiętania przez psy — wyjaśnia Igor Tracz.

Nie poleca psiego safari osobom „zasiedziałym” — aby stać 8 godzin dziennie w saniach, trzymać się rękoma, balansować ciałem przy skrętach — niezbędna jest dobra kondycja. No i psy północne nie są tak karne, jak owczarki niemieckie. Czasem trzeba użyć siły, by zaprzęg zatrzymać...

— Szukamy głuchej dziczy: śpimy pod namiotami, gotujemy na ognisku... Nie każdemu to odpowiada — dodaje Igor Tracz.

Na krótkich dystansach (10 km) zaprzęg potrafi biec do 60 km na godzinę (bez obciążenia). Na długich, stukilometrowych odcinkach — 30 km. Zależy, jak psy są trenowane i ile ich pędzi w zaprzęgu. Na czele: leed dog — co pewien czas spogląda za siebie, oczekując wskazania kierunku. Za liderem biegnie speed dog — pies najszybszy, nadający rytm zaprzęgowi. A potem reszta teamu: swing dog, wheel dog — najsilniejsze, podporządkowane liderowi. Człowiek też jest integralną częścią zespołu: zależny od psów, musi najpierw zdobyć ich zaufanie...

— Droga, którą psy ciągną sanie, powinna być pokryta 10-cm warstwą śniegu. Temperatura — niższa niż 15 stopni. Te zwierzęta mają grube futro — szybko się odwadniają... Sezon psich zaprzęgów trwa od października do kwietnia — mówi Igor Tracz.

Czego można spodziewać się w trasie? Psich walk, nagłego skrętu za umykającym zającem, wywrotki i... utraty zaprzęgu.

— Mnie już dwa razy zaprzęg uciekł... Psy biegną na takiej adrenalinie, że nawet nie zauważą, kiedy maszer wypadnie. Dlatego prowadzący przywiązuje się do sań — tłumaczy Igor Tracz.

U nas psie zaprzęgi dopiero zdobywają zainteresowanie turystów. Ale w Skandynawii to jedna z głównych atrakcji turystycznych. Czas trwania i trasa wyprawy zależą od fantazji i zasobności portfela. W norweskim Longyearbyen (stolicy Svalbardu), działa kilka firm zajmujących się organizowaniem takich imprez. Koszt od osoby — 715 NOK za 3-godzinną, lub 1045 NOK za 5-godzinną wycieczkę (390-570 zł). W fińskiej Laponii — okolice Rovaniemi, Saariselka, Ivalo — za 2-8 godzinną przejażdżkę zapłacimy 90-230 EUR (360-920 zł). Dwudniowe psie safari to wydatek rzędu 500 EUR (2 tys. zł).

— Finowie proponują wizyty na farmach, gdzie husky są hodowane i trenowane. Często są tam szczenięta — małymi, puchatymi kuleczkami zachwycają się zwłaszcza panie... Przewodnicy opowiadają o husky i opiece nad nimi. Potem goście mogą się przejechać. Opcje — do wyboru. Dla miłośników dużych emocji i prędkości — sportowe wyścigi, podczas których turyści sami kierują psim zaprzęgiem. Dla sybarytów — krótsza, komfortowa przejażdżka. Turysta siedzi sobie w sankach, opatulony w ciepłe skóry reniferów, a zaprzęgiem kieruje maszer. No i chyba największa atrakcja — dwudniowa wyprawa. Trasa wiedzie dolinami, zamarzniętymi rzekami, niedostępnymi ostępami... Psi zaprzęg pokonuje 30-60 km dziennie, w zależności od warunków. Śpi się w igloo lub drewnianej chacie. Gotuje przewodnik — opowiada Wojciech Latek, menedżer ds. marketingu w Discovery Travel, organizującej m.in. imprezy motywacyjne.

Zdaniem Andrzeja Kłosińskiego, psychologa behawioralnego zajmującego się psami i właściciela internetowego Sklepu dla Miłośników Zwierząt Karusek, większość psów potrafi ciągnąć z wielką radością i pasją — pod warunkiem, że pokażemy im, jak to robić.

— Na północy Ameryki używano seterów irlandzkich do przewozu poczty. A ciężkie i silne mastify ciągnęły transporty ryb z wybrzeża w głąb Wysp Brytyjskich — przypomina.

Według niego, każdy właściciel dużego — przynajmniej 20 kg — psa, chętnego do biegania i ciągnięcia, może uprawiać najprostsze wersje sportu zaprzęgowego: skijoring lub pulkę. W parku albo poza miastem.

— Skijoring polega na tym, że 1, 2 lub 3 psy ciągną narciarza — oczywiście należy przestrzegać określonych zasad treningu i żywienia psów. Zaletą tego sportu jest prostota i taniość ekwipunku. Komplet złożony ze specjalnego pasa, liny i uprzęży kosztuje około 250 zł. Używane narty biegowe dostaniemy za 200 zł — twierdzi Andrzej Kłosiński.

Przekonuje, że jeśli mamy już ten sprzęt i zasmakowaliśmy w wyprawach z psem, warto zaopatrzyć się w pulkę: niewielkie, płaskie saneczki z dyszlami i kabłąkiem. Zakup pulki to wydatek 350-500 zł, ale można też wykonać ją samodzielnie.

— Pulka to kolejny stopień wtajemniczenia. Narciarz podążający za takim zaprzęgiem kontroluje go za pomocą linki przyczepionej do sanek. Pulka powinna być obciążona balastem odpowiadającym możliwościom psa. Ponieważ zwierzę nie ciągnie narciarza, a jedynie sanki, wysiłek fizyczny człowieka jest nieco większy niż w skijoringu — dodaje Andrzej Kłosiński.

A co, jeśli nasz pies ciągnąć nie zechce? Cóż, „cani cross” — czyli bieganie z psem — to też dyscyplina sportu. I w dodatku niezależna od pory roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Nieruchomości / Łapy same rwą się do biegu