Swarzędz był jedną z pierwszych spółek notowanych na GPW. Zasłynął wielokrotnymi emisjami akcji, z których pieniądze "jakoś się rozchodziły". Wreszcie gotówki zabrakło i spółkę postawiono w stan likwidacji. Kilka miesięcy temu zainteresował się nią Sovereign Capital. Chciał wygasić działalność produkcyjną i zamienić upadłość likwidacyjną na układową. Nie wyszło. Prezes Robert Jędrzejowski nie jest już likwidatorem. Meblowa spółka 17 stycznia powinna zniknąć z giełdy a syndyk wystawił przedsiębiorstwo w całości na sprzedaż — cena wywoławcza to 8,55 mln zł.
— Zabrakło nam czasu. To chyba główna przyczyna niepowodzenia projektu, o którym od początku mówiliśmy, że jest ryzykowny, trudny i nie dający gwarancji sukcesu — tłumaczy prezes Sovereign Capital.
Zmieniły się też realia — głównym akcjonariuszem
przestało być BZ WBK AIB Asset Management. W ich miejsce pojawił się Krzysztof
Baraniewski, który zastąpił w funkcji likwidatora Swarzędza Roberta
Jędrzejowskiego. Nowy likwidator deklarował w mediach, że chce, by spółka
pozostała publiczną. Nie udało nam się jednak skontaktować z nim i spytać o jego
pomysł na ratowanie meblowej legendy.