Leki i UE: szansa na obronę rynku
Planując zamknięcie rozmów z Unią o prawie spó- łek jeszcze w maju, Polska zapowiedziała ustępstwa dotyczące ochrony patentowej leków. Zanim to nastąpi, negocjatorzy prześlą Brukseli analizy strat przyjęcia unijnego wariantu.
Polscy negocjatorzy w rozmowach z Unią Europejską przygotowują się do rozwiązania problemu związanego z ochroną patentową leków. Do tej pory jedynym problemem, będącym kością niezgody między polskimi i unijnymi dyplomatami w tej kwestii, jest wprowadzenie trwającego pięć lat tzw. dodatkowego świadectwa ochronnego SPC (Supplementary Protection Certificate) dla środków farmaceutycznych, z którego mogą korzystać jedynie właściciele patentów. SPC przedłuża o pięć lat ochronę leku, na który patent już wygasł, opóźniając wprowadzenie na rynek tzw. leków generycznych, czyli bazujących na recepturach oryginałów. Problem polega na tym, że Unia naciska na tzw. wsteczne działanie SPC, którego nie akceptują ani krajowi negocjatorzy, ani producenci, bo w chwili przystąpienia do UE część farmaceutyków musiałaby zostać wycofana z produkcji. Tymczasem ustępstwa innych kandydatów stawiają polskich negocjatorów w trudnej sytuacji.
Pod unijną presją
— Kompromis, jaki osiągnęła KE w rozmowach z Węgrami i Czechami, może mieć wpływ na rozwiązanie, jakie przyjmie Polska. Na razie jednak nie podjęliśmy żadnej decyzji co do modyfikacji naszego stanowiska — mówi Jarosław Pietras, podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.
Zaznacza, że polscy negocjatorzy poddawani są wyraźnej presji.
— Ustępstwa innych kandydatów nie mogą mieć konkretnego przełożenia na propozycję Polski. Nasi południowi sąsiedzi — poza jednym zakładem — nie mają własnej produkcji. Z kolei na Węgrzech zdecydowana większość firm została przejęta przez unijne koncerny. Polska — będąc w zdecydowanie innej sytuacji — powinna bronić swojego chłonnego rynku farmaceutyków — podkreśla Wojciech Kuźmierkiewicz, dyrektor ds. badań i rozwoju w zakładach farmaceutycznych Polpharma w Starogardzie Gdańskim oraz doradca głównego negocjatora.
Tymczasem polscy negocjatorzy przesłali do Brukseli kolejne wyjaśnienia i — jak informuje Jarosław Pietras — czekają na reakcje Unii.
Potrzebna analiza
Krajowi negocjatorzy uważają jednak, że w rozmowach z „piętnastką” ważnym argumentem mogą okazać się analizy strat.
— W rozmowach z Brukselą nie możemy przedstawiać intuicyjnych argumentów, dlatego firmy farmaceutyczne powinny przygotować szczegółowe analizy dotyczące strat, jakie mogą ponieść w wyniku wstecznego działania SPC — mówi Jarosław Pietras.
Tymczasem przedstawiciele przemysłu twierdzą, że takie analizy zostały przekazane UKIE już ponad rok temu.
— Według wyliczeń krajowych producentów, wsteczny wariant będzie nas kosztować 1 mld USD (4 mld zł). Ta kwota stanowi połowę wartości rodzimego rynku farmaceutycznego — zaznacza Waldemar Roszkowski, prezes Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Sprzętu Medycznego Polfarmed.
Wyjście awaryjne
Zgodnie z dotychczasowym stanowiskiem negocjacyjnym, dodatkowe pięcioletnie świadectwa ochronne miały być wprowadzone w Polsce z dniem przystąpienia do UE. Takie rozwiązanie akceptowały firmy farmaceutyczne, odrzucała zaś Bruksela. Sytuacja nieco się zmieniła po tym, jak Jan Kułakowski, główny negocjator o członkostwo RP w UE, zapowiedział złagodzenie stanowiska dotyczącego prawa spółek.
— Pewien rodzaj kompromisu już zapowiedziano. Do rozstrzygnięcia pozostał jednak zakres ustępstw — mówi Wojciech Kuźmierkiewicz.
Producenci obawiają się jednak, że polscy negocjatorzy mogą wystąpić z propozycją zastosowania tzw. manewru wiążącego. Dotyczyłby on ustalenia daty obowiązywania SPC od 1 stycznia 2003 r. bez względu na faktyczną datę naszego członkostwa. Takie rozwiązanie opóźniłoby wejście na rynek wielu tańszych leków, które mogłyby być produkowane w kraju. Zdaniem producentów, byłby to zbyt daleko idący kompromis.