Firma, którą na początku tego roku stworzyli pracownicy Orbis Travel, liczy, że mały może więcej.
Życie nie znosi próżni. W tym roku z rynku zniknęło kilku touroperatorów: Selectours, Orbis Travel, w upadłości likwidacyjnej jest rosyjskie biuro Intourist. Klientów przejmują już istniejące firmy oraz nowi touroperatorzy. Jeden z nich to Lemur Travel, firma założona przez Jarosława Mojzycha, wieloletniego szefa turystyki wyjazdowej w Orbis Travel.
Na rozstaju
— Odszedłem z Orbisu po 20 latach w styczniu tego roku. Nasze drogi musiały się rozejść. Spodziewałem się, że będą duże kłopoty, choć bankructwa nie przewidziałem. W styczniu założyłem firmę, do której z Orbisu przeszła grupa pracowników zaangażowanych w organizację turystyki wyjazdowej. Wykorzystaliśmy kontakty, z których Orbis zrezygnował —opowiada Jarosław Mojzych.
Faktycznie, w tym roku oferta polskiego touroperatora była żywcem wzięta z katalogów litewskiego Novaturasa, innej turystycznej spółki z portfela Enterprise Investors, do którego trafił Orbis. Oferta powstawała na Litwie i z partnerami Novaturasa. Lemur Travel miał start utrudniony.
— Zaczęliśmy późno, bo spółkę zarejestrowaliśmy na początku lutego, a pierwszą ofertę sprzedaliśmy w kwietniu. Zwykle touroperatorzy sprzedają pierwsze wakacyjne wyjazdy już jesienią. Zgodnie z założeniami, nie będziemy mieć zysku. To rok inwestycji, w którym budowaliśmy sieć agentów — mamy ich już 600, do końca grudnia może się uda zwiększyć ich liczbę do 800, a to już by był optymalny poziom — mówi szef Lemur Travel.
W przyszłym roku firma liczy na lepszy wynik.
— Mamy szansę mocniej zaistnieć na rynku. Chcemy wypracować zysk w 2011 r. — zapowiada Jarosław Mojzych.
Plusy maluchów
Jego zdaniem, mali touroperatorzy mają wiele atutów, szczególnie ci, którzy powstali po kiepskim dla branży 2009 r.
— Mniejsze struktury organizacyjne firm to mniejsze koszty, a przy tym są często dużo bardziej efektywne. Nowi gracze nie są obciążeni stratami z wyjątkowo trudnego sezonu 2009. Mniejsze biura działają także w innych warunkach niż duże: kontrahenci wymagają opłacenia pobytu turystów i przelotów przed rozpoczęciem imprezy turystycznej. Oznacza to znacznie mniejsze ryzyko dla urlopowiczów — kwituje prezes Lemur Travel.