Leniuchy zarabiają więcej niż aktywni

Mateusz Cezary Wojtala
15-07-2018, 22:00

Choć zmienność na rynkach sprzyjała selekcjonerom, to koniec końców i tak lepiej wypadły strategie pasywne. Ale nie w Polsce.

W ostatnich latach wiara inwestorów w Stanach Zjednoczonych w wyższą jakość, jaką miały oferować klasycznie zarządzane fundusze, stopniowo słabnie. Według danych agencji Bloomberg, przez pierwszych pięć miesięcy tego roku odpłynęło z nich 48 mld USD. Oprócz znacząco wyższych opłat, na ich niekorzyść przemawiają również osiągane rezultaty. Po powrocie zmienności na światowe rynki akcji (w pierwszym półroczu 46 proc. spółek z indeksu S&P500 doświadczyło zmiany kursu o co najmniej 10 proc.) wydawało się, że nadszedł czas dla selekcjonerów akcji. Jednak według danych portalu wealthmanagement. com średnia stopa zwrotu dla funduszy aktywnie inwestujących w duże spółki wyniosła w tym czasie 1,59 proc., podczas gdy sam indeks urósł w tym okresie o 2,65 proc.

Większość funduszy nie dała rady dorównać swoim pasywnie zarządzanym odpowiednikom, a co szósty znalazł się pod kreską w pierwszej połowie 2018 r. To samo dotyczy funduszy akcji małych i średnich spółek, dla których średnia za pierwsze półrocze wyniosła 4,69 proc. Tymczasem indeks Russell 2000, powszechnie używany jako punkt odniesienia dla tej strategii inwestycyjnej, wzrósł w tym okresie o 7,66 proc. O jeden punkt bazowy zysku więcej przyniósł odzwierciedlający jego wartość fundusz pasywny firmy iShares. Wynik ten zdołało pobić jedynie 16 proc. funduszy aktywnie lokujących pieniądze klientów.

Tymczasem nad Wisłą…

Polski zainteresowany ulokowaniem pieniędzy w pasywniezarządzane fundusze może poczuć się rozczarowany dostępną ofertą. Można je policzyć na palcach obu rąk, a te skupione są dwa: ING BSK Indeks WIG 20 oraz Ipopema m-Indeks. Tak jak za oceanem, tak i u nas są one tańsze od funduszy aktywnie zarządzanych. W pierwszym z nich, mającym odzwierciedlać zachowanie krajowych blue chipów, prowizja za zarządzanie wynosi 1,6 proc. Drugi, inwestujący w walory małych i średnich spółek, ma opłatę za zarządzanie w wysokości 2 proc. Rynkowy standard to tymczasem 4 proc. Obydwa fundusze nie naliczają dodatkowych kosztów, jak np. 20 proc. z zysków powyżej punktu odniesienia, co jest często stosowaną praktyką wśród ich aktywnie zarządzanych konkurentów. Choć na krajowym podwórku pasywne fundusze cenowo prezentują się atrakcyjnie, to w Stanach Zjednoczonych opłata za zarządzenia to ułamek procenta, a nawet w aktywnych funduszach wynosi ona około 1 proc.

Bywa tak i tak

Na niekorzyść krajowych funduszy pasywnych względem tych amerykańskich działają również stopy zwrotu. W perspektywie ostatnich sześciu miesięcy obydwa polskie rodzynki znajdują się w ogonie stawki. ING BSK Indeks WIG 20 stracił 16,2 proc., a Ipopema m-INDEKS — 12,4 proc. Sytuacja wygląda lepiej, jeżeli spojrzy się na wyniki w dłuższym horyzoncie czasowym. Co prawda w perspektywie 12 miesięcy wciąż są pod kreską (odpowiednio 11,5 i 13,6 proc.), ale nie wyróżniają się negatywnie na tle aktywnie zarządzanych funduszy. Natomiast przez ostatnie 24 miesiące, ze stopami zwrotu na poziomie 16,9 oraz 25,9 proc., wyglądają już dużo lepiej i plasują się w ścisłej czołówce z swoich kategoriach.

16,2 proc. Tyle w pierwszym półroczu stracił fundusz ING BSK Indeks WIG20...

12,4 proc. ... a tyle w tym okresie stracił Ipopema m-Indeks.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Cezary Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Leniuchy zarabiają więcej niż aktywni