Leniwy konsument nabierze sprytu

opublikowano: 2015-06-02 00:00

Prąd, wodę i ciepło w przyszłości będziemy kupować inaczej. Eksperci nie są jednak zgodni, czy przełom już nastąpił, czy jest jeszcze daleko

Aktywny czy bierny, świadomy czy jak we mgle? Wiemy, że zaczyna się rewolucja na rynku usług użyteczności publicznej, ale nie wiemy jeszcze, jak się zachowa jej główny bohater, czyli konsument. Prognozy jednak trzeba mieć — przecież chodzi o biznes, czyli rynek dostaw i sprzedaży prądu, gazu, ciepła i wody (tzw. utilities). Dlatego zaprosiliśmy ekspertów do debaty „Nowy konsument na rynku usług użyteczności publicznej. Kim jest?”, zorganizowanej przez Instytut Sobieskiego, Fortum Power and Heat Polska oraz „Puls Biznesu”.

RYSOWANIE PORTRETU:
RYSOWANIE PORTRETU:
Portret nowego konsumenta rysowali w debacie (od prawej): Dominika Maison z Uniwersytetu Warszawskiego, Krzysztof Karolczyk, dyrektor ds. rozwoju Elektrociepłowni Fortum, Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego, Grzegorz Wiśniewski, prezes think tanku Instytut Energetyki Odnawialnej, Grzegorz Onichimowski, prezes firmy Enernoc. Debatę prowadziła Magdalena Graniszewska z „Pulsu Biznesu”.
Marek Wiśniewski

Starły się koncepcje: Dominiki Maison z Uniwersytetu Warszawskiego, od lat badającej zachowania konsumentów, Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa think tanku Instytut Energetyki Odnawialnej, Grzegorza Onichimowskiego, prezesa firmy Enernoc, specjalizującej się w zarządzaniu popytem na energię, Krzysztofa Karolczyka, dyrektora ds. rozwoju Elektrociepłowni Fortum, oraz Roberta Zajdlera, eksperta ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego. Punktem wyjścia do dyskusji był raport tegoż instytutu (patrz: ramka obok). Po ostrej dyskusji paneliści zgodzili się ze sobą, ale tylko w niektórych kwestiach.

Science fiction w Polsce

Instytut Sobieskiego stawia w raporcie tezę, że konsument na rynku utilities będzie coraz bardziej aktywnie i świadomie zarządzał swoim zużyciem, a wspomoże go technologia.

— Raport odebrałam jak książkę science fiction. Od lat badam polskich konsumentów i twierdzę, że jesteśmy mocno w tyle, jeśli chodzi o świadomą konsumpcję. Wyborów dokonujemy automatycznie, kierując się ceną lub minimalizacją wysiłku — zaprotestowała od razu Dominika Maison.

Droga do przekonania gospodyni domowej do podjęcia jakichkolwiek działań w obszarze utilities jest — zdaniem Dominiki Maison — długa. Zwłaszcza że historia nauczyła Polaków bierności w niektórych obszarach, a ogrzewanie czy woda nadal do takiego obszaru należą. Robert Zajdler, współautor raportu, trzymał się jednak optymistycznych prognoz.

— Dzisiejszy konsument faktycznie traktuje produkty utilities jak sztywne. Nastąpi tu jednak postęp. Tak jak kiedyś na rynku telefonii komórkowej czy taksówkarskim — stwierdził Robert Zajdler.

— Problem w tym, że ludziom nie wystarczy dać możliwości. Trzeba jeszcze wytłumaczyć, że warto z nich korzystać. Tymczasem oferty, np. firm energetycznych, są niezrozumiałe. Wręcz uczą bezradności. Potrzebna jest intensywna edukacja — oponowała Dominika Maison.

Czy miastowi są zieloni?

W edukacji trzeba będzie wziąć pod uwagę np. istotną w miastach grupę „korpoegoistów”.

— W badaniach zidentyfikowałam kiedyś dużą grupę osób wykształconych i dobrze sobie radzących w życiu, ale kompletnie niezainteresowanych kwestiami środowiska. Jest jednak sposób, by do nich dotrzeć, kreując np. modę na inteligentne domy — przekonywała Dominika Maison.

Z diagnozą nieekologicznego „korpoegoisty” nie zgodził się z kolei siedzący wśród publiczności Dariusz Szwed, współzałożyciel partii Zielonych i doradca prezydenta Słupska. — Sąsiadujemy z Niemcami, a tam rewolucja prosumencka jest popierana przez 95 proc. społeczeństwa — argumentował. Na bierność polskich konsumentów natknął się również Grzegorz Onichimowski.

— Ale widać ją też na rynku amerykańskim. Chodzi o dwoistość podejścia — w swojej firmie człowiek dogłębnie analizuje koszty utilities, a w domu ten sam człowiek zastanawia się nad nimi w o wiele mniejszym stopniu — zauważał Grzegorz Onichimowski. Tę obserwację potwierdził Robert Zajdler. Przytoczył przykład swoich studentów. — Kiedy poruszam ten temat na zajęciach, widzę w ich oczach pytanie: „po co mi to?”. Widać, że potrzebna jest rozmowa na temat korzyści — twierdził Robert Zajdler.

Technika załatwi sprawę

Co doprowadzi do przełomu i zachęci konsumenta do aktywności na rynku utilities? Może edukacja, a może technologia, która te czynności zautomatyzuje.

— Być może klienci potrzebują prostych aplikacji i wtedy zaczną być aktywni. W tę stronę poszedł ostatnio British Gas, dając klientom aplikację do porównywania cen. Smartsument, za którego pracują aplikacje, jest w gruncie rzeczy leniwy — zauważył Grzegorz Onichimowski.

Za technologią opowiedział się też siedzący wśród publiczności Jarosław Tworóg, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. I przestrzegł przed zawierzaniem pesymizmowi badań Dominiki Maison.

— W latach 80. Amerykanie badali celowość inwestowania w telefonię komórkową i wyszło im, że to bezcelowe. Wstrzymali inwestycje, co zaowocowało opóźnieniem rozwoju ich rynku w stosunku do Europy. Po prostu nie docenili możliwości techniki — przypomniał Jarosław Tworóg.

— Ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie, jak daleko idą technologie — potwierdziła Dominika Maison. Pomaga też państwowe wsparcie, np. program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wspierający instalowanie kolektorów słonecznych.

Konsument się zmieni

— 200 tys. zainstalowanych w kraju kolektorów słonecznych to najlepsza edukacja — stwierdził Grzegorz Wiśniewski.

Prawo przeszkadza

Wyedukowani i uzbrojeni technicznie konsumenci i tak wiele nie zdziałają, jeśli będą mieli do czynienia z nieprzyjaznym prawem. — Prawo mamy takie, że konsument niewiele z tego wszystkiego rozumie. Prawo nie jest tworzone dla niego, a każda zmiana odbywa się bez jego udziału. Na dodatek system urzędowych taryf cenowych skutecznie zabija innowacyjność — zauważył Grzegorz Wiśniewski.

Zastrzeżenia do otoczenia prawnego ma też jednak wielka energetyka. — Można powiedzieć, że prawo jest tworzone dla nikogo, bo wszyscy są niezadowoleni — przekonywał Krzysztof Karolczyk. — Prawo jest tworzone przez energetyków dla energetyków — dodał Grzegorz Onichimowski.

Głos z publiczności przypomniał jeszcze, że kiedy Urząd Komunikacji Elektronicznej reformował rynek telekomunikacji, jego ówczesna szefowa, Anna Streżyńska, nie prosiła Telekomunikacji Polskiej o zgodę. — Bo Telekomunikacja Polska była już po prywatyzacji — skomentował Grzegorz Onichimowski.

Tymczasem największe polskie firmy energetyczne, czyli PGE, Tauron, Energa i Enea, są kontrolowane przez skarb państwa. Fortum przekonywał jednak, że choć trudno przewidzieć, jak szybko dojdzie do przemiany konsumenta, to biznes i tak jest świadomy, że nadchodzi przełom.

— Era jednokierunkowych przepływów energii dobiega końca i jest to zmiana przede wszystkim mentalna — mówił Krzysztof Karolczyk z Fortum. Dla przykładu: w Sztokholmie Fortum współtworzy dzielnicę Port Królewski, która ma być docelowo bezemisyjna, umożliwiać magazynowanie energii i jej przesył w obu kierunkach.

Konsument się zmieni
W raporcie pt. „Konsument — Prosument — Smartsument w Mieście Przyszłości” Instytut Sobieskiego zajął się prognozą zachowań konsumenta na rynku utilities.
— Konsument będzie się zmieniał i to będzie przełom dla tego rynku — twierdzi Marcin Gałczyński z Instytutu Sobieskiego, współautor raportu. Dzisiejszy konsument to, standardowo, osoba przyłączona do sieci — elektrycznej, gazowej, ciepłowniczej i wodnej (na wsi wskaźnik przyłączenia jest nieco niższy niż w miastach). To też osoba przyzwyczajona do rynku niekonkurencyjnego, mało innowacyjnego i kontrolowanego przez lokalne monopole.
— Biznes już jednak dostrzegł ten rynek i jest skłonny w niego inwestować. W efekcie konsument się zmieni. Zaabsorbuje nowe technologie proponowane przez rynek — przekonuje Marcin Gałczyński.
Konsument stanie się smartsumentem, czyli inteligentnym członkiem systemu, który świadomie będzie sterował zużyciem prądu, gazu czy wody. — A kolejny etap to aplikacje, które samodzielnie się tym sterowaniem zajmą. Wtedy, paradoksalnie, świadomość smartsumenta spadnie. To jak z telefonami — dziś to aplikacja pamięta numery bliskich i znajomych — tłumaczy Marcin Gałczyński.