Lepiej być bogatym czy bardzo bogatym?

Grzegorz Nawacki, Paweł Zielewski
opublikowano: 21-09-2006, 00:00

Dzisiejszy dodatek skierowany jest do wyjątkowo wąskiej grupy czytelników — najwyżej ośmiu tysięcy. Mamy jednak nadzieję, że przeczytają go wszyscy, ale jako że piszemy o bankowości dla bardzo, bardzo, bardzo bogatych, to będzie to raczej czytanie z ciekawości, niż szukanie realnych porad.

Z roku na rok grono klientów bankowości prywatnej powiększa się. Jednak dla tych naj- najzamożniejszych banki mają zupełnie inną ofertę. Wiąże się ona nie tylko z innym sposobem obsługi czy produktami, do których bogaty śmiertelnik raczej nie ma dostępu. Aby móc z niej skorzystać, trzeba jednak spełnić bardzo rygorystyczne kryteria. Przede wszystkim ilościowe, czyli minimalny poziom zebranych aktywów, które oddaje się specjalistom w zarządzanie. Jednak to nie wszystko. Elita bankowości nie jest dostępna ot tak, nawet gdy potencjalny klient naprawdę nie wie, co zrobić z pieniędzmi. Tu nie wystarczy chęć. Wejście do tego hermetycznego środowiska możliwe jest wyłącznie po uzyskaniu odpowiedniej rekomendacji.

Róźnice między bankowością prywatną a wealth management na pierwszy rzut oka nie są drastyczne. Deklaracje banków o podobnym, czyli wyjątkowym traktowaniu, trzeba traktować dosłownie. Dopieszczanie klienta jest przecież podstawą tego rodzaju oferty. Różnica między obiema sferami bankowości polega jednak na tym, że w przypadku zarządzania majątkiem nie ma jakichkolwiek granic produktowych. O ile w przypadku private bankingu instytucje finansowe starają się przekonać, że możliwości inwestowania są nieograniczone, o tyle dopiero w przypadku wealth management mówią prawdę.

Najbogatsi dostają wszystko. Na ich życzenie bank tworzy produkt zupełnie nowy, dostępny nawet tylko dla np. pięciu osób starannie wybranych spośród grona klientów. Na ich życzenie bank wyszukuje na drugim końcu świata ofertę, która spełnia podstawowe kryteria określone przez klienta, po czym dopasowuje ją do bardzo dokładnej charakterystyki akceptowanego ryzyka. W końcu — ci, którzy liczą aktywa w milionach, mogą z powodzeniem wejść na rynki, które cechuje nie tylko wyższe ryzyko, ale przede wszystkim oryginalność propozycji pomnożenia pieniędzy.

Wealth management to w końcu najtrudniejszy sprawdzian dla doradców bankowych i finansowych, którzy nie mają prawa — jak saper — ani razu się pomylić. Jeden błąd może zniweczyć przecież ciężką pracę wielu ludzi, o reputacji banku nie wspominając. Nie ma się co łudzić, mając nawet wolny skromny milion złotych, samemu nie uda się go rozsądnie i bezpiecznie zainwestować. Doradca jest niezbędny. Dlatego warto też wiedzieć, jak z nim rozmawiać, by rzeczywiście powiedzieć wszystko, co się chce powiedzieć.

Partnerem dzisiejszego wydania jest Citibank Handlowy, nie tylko jeden z liderów usług z zakresu wealth management w Polsce, ale i liczący się globalny gracz na tym rynku. To chyba najlepszy przykład instytucji, która działa i myśli globalnie na wąskim rynku i robi to dla dobra wyjątkowo wąskiej grupy klientów.

Wąskiej dziś, bo grono 5-8 tysięcy polskich multimilionerów kiedyś się przecież powiększy. Musi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu