Lepsza kropla fantazji niż ocean potu i łez

Kluczem do sukcesu jest spryt — zamiast harować od świtu do nocy, nakłoń swój umysł do kreatywności

Pierwsza książka Petera Axworthy’ego sprzedawała się źle. Pewnego dnia zamieścił on więc w gazecie ogłoszenie: „Milioner, lat 30, dobrze zbudowany, wysportowany, ożeni się z dziewczyną, która jest podobna we wszystkim do bohaterki powieści »Miłość zwycięża«”. Wkrótce o debiucie pisarza zrobiło się głośno. Książka znalazła się na liście bestsellerów. Ile czasu, energii i pieniędzy musiałby przeznaczyć Peter Axworthy (lub jego wydawca) na promocję książki, gdyby stosował konwencjonalne metody? Dzięki prostemu pomysłowi wszystkie te nakłady okazały się zbędne. Sprytny autor osiągnął efekt, o którym większość pisarzy może tylko pomarzyć. Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak, dyrektor HR w firmie itelligence, twierdzi, że w pracy najważniejsze są dwie rzeczy — efektywność i wydajność. Choć ludzie zwykle używają tych słów zamiennie, nie są one synonimami — zaznacza.

Zobacz więcej

NASTAWIENIE: Kto nie widzi różnicy między swoją pracą a pasją, rzadziej narzeka na przemęczenie i brak czasu — mówi Grzegorz Wierchowiec, twórca start-upów i właściciel firmy strategicznobadawczej. Fot. Marek Wiśniewski

Efektywność to osiąganie najlepszych efektów jak najniższym kosztem. Przez wydajność rozumiemy natomiast wartość produkcji lub usług wykonanych w danym okresie przez jedną osobę.

— Z punktu widzenia firmy i pracownika nie chodzi o to, by pracować więcej lub ciężej, ale mądrzej, co się przekłada na wyższą wydajność i efektywność. By to osiągnąć, korzystamy z własnych i cudzych doświadczeń, które przyjmują różną postać — baz wiedzy, opisów procesów, najlepszych praktyk. Uzupełnieniem są odkrycia naukowców udostępniane w literaturze fachowej i na szkoleniach w formie rad, wskazówek i analiz przypadków — mówi Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak.

Realizację zadań — dodaje — ułatwiają listy. Można je tworzyć w stylu retro, czyli za pomocą kartki i długopisu, lub nowocześnie, w jakimś elektronicznym urządzeniu. — Zapisywanie rzeczy do wykonania w danym dniu i tygodniu na papierze zalecam nie tylko zwolennikom starej szkoły. Jeśli zrealizujemy którykolwiek punkt z naszego wykazu, weźmy czarny pisak i wykreślmy go. Za każdym razem, gdy spojrzymy na listę, będziemy widzieli, ile już zdołaliśmy zrobić, dokonać — będzie to nas motywowało do dalszych działań — zapewnia personalna z itelligence.

Nie zmieniaj się w maszynę

Młodsze pokolenie woli planować i śledzić postępy w pracy na ekranach smartfonów.

Dla niektórych problemem jest różnorodność aplikacji do zarządzania zadaniami. By znaleźć „apkę” najlepiej dopasowaną do specyfiki swojej pracy, warto sprawdzić kilka mobilnych rozwiązań.

— Jednym z najprostszych narzędzi jest „Kalendarz” w programach pocztowych. Jeśli zsynchronizujemy go z telefonem, a do tego wybierzemy współdzielenie terminarza z innymi pracownikami lub członkami rodziny, znacznie ułatwimy sobie życie. Kto pamięta o wszystkich obowiązkach, spotkaniach, datach? Smartfon może nam o wszystkim przypominać — podkreśla Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak.

Zastrzeżenie: nadmiar obowiązków zwykle podcina ludziom skrzydła, dlatego lista zadań (analogowa czy cyfrowa) nie może być długa. Lepiej zrobić mniej ale dobrze. Guru zarządzania czasem radzą, by najpierw zająć się najważniejszymi rzeczami. „Umiejętność oddzielenia spraw naprawdę ważnych od tych pilnych, ale mniej istotnych, jest bardzo cenna” — przyznaje John Davis w książce „Dwie niezwykłe godziny”. Niemniej także w tym podejściu dostrzega coś frustrującego. „W ostatecznym rozrachunku na liście i tak zostaje nam mnóstwo zadań, które nie należą do najistotniejszych. Niektóre z nich mają znaczenie, bo wpływają na jakość naszych relacji z ludźmi. Zaniedbanie innych mogłoby się zakończyć utratą pracy. Z jeszcze innych musimy się wywiązać, bo zgodziliśmy się na konkretny termin i nie możemy dać plamy tylko dlatego, że mamy inne rzeczy na głowie” — pisze amerykański psycholog, który zajmuje się wdrażaniem wiedzy o działaniu mózgu do praktyki biznesowej i zarządczej. Na przeciążenie obowiązkami zawsze reagujemy dwojako — pracą bez przerw lub wydłużaniem aktywności. Taki tryb — argumentuje dr John Davis — to „doskonałe rozwiązanie dla komputerów i innych maszyn”, które „nie odczuwają zmęczenia”. Tyle że „my z całą pewnością nie jesteśmy maszynami”. Uczony zza oceanu uświadamia: „nieustanne zmuszanie mózgu do wykonywania jednego rodzaju pracy — i oczekiwanie od niego niezmiennej efektywności — jest jak wymaganie od biegacza, by utrzymywał stałe tempo bez względu na okoliczności: czy to w sprincie, czy w maratonie, czy pokonując długi dystans po nieprzespanej nocy i całodniowym poście, truchtając po otrząśnięciu się z gigantycznego kaca, czy ćwicząc po należytym posiłku i dostatecznym odpoczynku”.

Działaj w godzinach szczytu

Marek Przybyłek, trener i właściciel firmy szkoleniowej Hekson, uważa, że dla wielu szefów ideałem jest pracownik automat, pracownik maszyna, bo takim łatwo zarządzać. Przy rutynowych działaniach — tłumaczy — sprawdza się on lepiej od kogoś, kto twórczo podchodzi do wyzwań. Praca na niektórych stanowiskach nie jest jednak przewidywalna. Wymaga jasnego spojrzenia, wyobraźni, refleksji, o które trudno, gdy na człowieka spada coraz więcej obowiązków i nie widzi końca swojego mozołu.

— Poddani presji, stresowi, zmęczeni, nie umiemy wyjść z utartych schematów i wykrzesać z siebie kreatywności, energii czy fantazji. Popełniamy wtedy więcej błędów, a nasze decyzje stają się coraz gorsze — wyjaśnia Marek Przybyłek.

Skuteczne remedium dla osób przytłoczonych pracą znalazł John Davis. Są nim — zgodnie z tytułem jego książki — „dwie niezwykłe godziny” szczytowej produktywności. Powinniśmy organizować każdy dzień tak — podpowiada autor — by znalazło się w nim przynajmniej 120 minut na to, co naprawdę ważne. Okresy najwyższego poziomu energii mentalnej są krótkie, więc trzeba je maksymalnie wykorzystać. W tym czasie unikajmy czynności, które mogą wyczerpać nasze biologiczne i emocjonalne baterie — jak odbieranie telefonów i odpisywanie na e-maile. W przeciwnym razie dwie magiczne godziny przelecą nam przez palce i mimo zmęczenia znowu nie zrobimy nic istotnego. Nikt nie mówi, by lekceważyć pocztę elektroniczną, skargi klientów czy porządek na biurku. Na zadania wymagające mniejszej kreatywności i myślenia strategicznego możemy jednak poświęcić resztę dnia.

Rób to, co kochasz

Właściwe sprawy we właściwym momencie — Grzegorz Wierchowiec, twórca start-upów i właściciel firmy strategiczno-badawczej, pochwala tę metodę. Uzupełnia je o inne podejście, które jego zdaniem najlepiej oddają słowa Sebastiana Vettela, kierowcy Formuły 1: „Jeśli robisz to, co kochasz, nic nie może cię powstrzymać”. Traktowanie pracy zawodowej w kategoriach pasji — głosi — znaczy więcej niż wszystkie pomysły na samoorganizację i zarządzanie czasem.

— Miłość do swojego fachu, rodzaju pracy chroni człowieka przed frustracją, utratą motywacji, wypaleniem. Robimy wtedy wszystko szybciej, sprawniej, męcząc się o wiele mniej, a efekty okazują się nadspodziewanie dobre — opisuje Grzegorz Wierchowiec.

Wisława Szymborska widziała to inaczej. Bywają lekarze, pedagodzy, ogrodnicy, których praca jest bezustanną przygodą — przyznawała w swojej noblowskiej mowie. Ale tacy ludzie są wyjątkiem. „Większość mieszkańców tej ziemi pracuje, żeby zdobyć środki utrzymania, pracuje, bo musi”. Grzegorz Wierchowiec przyznaje poetce rację. Niemniej uważa, że wiele osób mogłoby wykonywać ulubioną pracę — a przy tym osiągać szczyty produktywności — gdyby odważyły się pójść za swoim marzeniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Lepsza kropla fantazji niż ocean potu i łez