Lepsza premia w garści niż niepewny kurs

Andrzej Stec
opublikowano: 2011-07-18 07:21

Na giełdach rządzi strach. W trudnych czasach lepiej radzą sobie spółki dywidendowe.

Niepewność na rynkach finansowych widać gołym okiem: złoty traci siły, złoto drożeje, a na rynkach akcji rośnie zmienność, czyli ryzyko. W takiej sytuacji zarządzający dmuchają na zimne. W portfelach przeważają akcje spółek z branż defensywnych (telekomunikacja czy energetyka) lub też firm regularnie płacących dywidendy. Często są to te same spółki. Ta zachowawcza postawa sprawdza się, co potwierdzają ostatnie miesiące na giełdzie.

Od początku roku akcje spółek notowanych na GPW tanieją. WIG traci 0,8 proc. Na nieco większym minusie jest indeks blue chipów WIG20 (nie uwzględnia jednak dywidend). Jeszcze gorszy obraz wyłania się, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie giełdowe spółki. Tzw. wskaźnik cenowy (każda spółka z parkietu ma w nim taki sam udział, niezależnie od kapitalizacji i obrotów) spadł od stycznia o jedną piątą. Na Zachodzie taka przecena oznaczałaby oficjalne rozpoczęcie bessy.

Okazuje się jednak, że na tak trudnym rynku można zarabiać. Wystarczyło postawić na spółki dywidendowe. Indeks WIGdiv, zbudowany z 30 firm regularnie płacących premie, wzrósł w tym roku o 2,4 proc. Skąd ten wzrost? Można śmiało stwierdzić, że mamy dywidendową hossę. Spółki, po kilku chudych latach, znów chętnie dzielą się zyskami z akcjonariuszami. W tym roku padł historyczny rekord. Na dywidendy trafiło aż 19 mld zł (wypłaci ją co trzecia spółka z GPW). To więcej niż połowa wszystkich ubiegłorocznych zysków giełdowych firm. Jest co dzielić, bo w 2010 r. roku emitenci zarobili 35 mld zł, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej.

Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu". Kup online!