Lepsze nastroje konsumentów, nadchodzi ożywienie wydatków

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-07-19 20:00

Wskaźniki mierzące nastroje gospodarstw domowych wyraźnie się poprawiają. Pod względem oczekiwań możemy wręcz mówić, że Polacy stają się optymistami. To powinno być widoczne w wydatkach.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Znajdujemy się obecnie w środku wyjątkowej recesji wydatków konsumpcyjnych. Najważniejszy czynnik, który ją wywołał, czyli wysoka i zaskakująca inflacja (bez elementu zaskoczenia inflacja nie obniżyłaby konsumpcji), powoli jednak odpuszcza. Widać to wyraźnie we wskaźnikach nastrojów konsumentów, które w lipcu zanotowały kolejny wyraźny wzrost. Powoli można mówić, że Polacy optymistycznie patrzą w przyszłość.

W lipcu bieżący wskaźnik ufności konsumentów wzrósł o 3,3 pkt i był to dziewiąty z rzędu miesiąc jego poprawy. Jeszcze mocniej podniósł się wskaźnik wyprzedzający. Pierwszy z nich mierzy, jak ankietowani konsumenci oceniają dzisiejszą sytuację finansową swoją i kraju, a drugi – jakie mają oczekiwania. Ten drugi wskaźnik znajduje się już wyraźnie powyżej średniej historycznej, co sugeruje, że konsumenci są optymistami co do najbliższego roku.

W przeszłości tak wyraźne zmiany nastrojów wiązały się z faktycznym wzrostem wydatków konsumpcyjnych. Teraz powinno być podobnie.

Na razie wydatki gospodarstw domowych znajdują się jeszcze w recesji. W I kw. spadły realnie o 2 proc. r/r, a szacunki NBP za II kw. (szacunki, nie twarde dane!) wskazują na spadek o niemal 3 proc. Bank centralny przewidywał w ostatnim Raporcie o inflacji, że ujemne roczne dynamiki utrzymają się do końca roku, a ożywienie wydatków będzie powolne. Szybka poprawa nastrojów konsumentów sugeruje jednak, że możemy zobaczyć szybsze odbicie.

Spadek konsumpcji jest zjawiskiem wyjątkowym, które zdarza się bardzo rzadko i z natury rzeczy powinno być przejściowe. Zwykle spowolnienia gospodarcze są wywołane przez wahania inwestycji, natomiast konsumenci wygaszają wydatki – nie tną ich w gorszych czasach mocno, ale też nie zwiększają gwałtownie w okresie ożywienia gospodarczego. Tym razem było inaczej ze względu na bezprecedensowe przyspieszenie cen. Inflacja wzrosła tak szybko, że pracownicy nie zdążyli zareagować żądaniami płacowymi, co doprowadziło do głębokiego spadku realnych wynagrodzeń i konsumpcji. Co więcej, wstrząs energetyczny wywołał w pewnym momencie ogromny strach – nierzadko przecież można było spotkać opinie, że rachunki za energię wzrosną o kilkaset procent. Ten strach przełożył się na oszczędzanie przezornościowe, co dodatkowo zdołowało wydatki. Jakby tego było mało, do dużych wahań konsumpcji dołożyli się imigranci, którzy najpierw stanowili impuls popytowy, a później, gdy zaczęli wyjeżdżać, impuls recesyjny.

Teraz te wszystkie czynniki recesyjne dla konsumpcji zaczynają powoli mijać. Inflacja odpuszcza, strach zelżał, wahania liczby rezydentów kraju są zapewne mniejsze. Możemy więc oczekiwać, że wydatki zaczną znowu rosnąć.