„Trwają prace nad określeniem zasad takiej operacji” — to cytat z wypowiedzi posła Jana Kochanowskiego (oczywiście z SLD). Czego dotyczy? To specjalnie nie ma znaczenia. Jest po prostu najbardziej lapidarnym określeniem stosunku części rządu i koalicji SLD-UP do stających przed nimi codziennych problemów. Jest jednocześnie uwspółcześnioną anegdotą z czasów słusznie minionych, kiedy na pytanie: gdy razem spadnie śnieg i grad w bardzo dużych ilościach, to co się najpierw zbiera? Odpowiedź brzmiała: plenum, oczywiście.
Nieznany bliżej szerszej publiczności poseł Jan Kochanowski, spadkobierca nazwiska Jana z Czarnolasu, ma przewodniczyć podkomisji sejmowej, której zadaniem jest podjęcie prac nad poselskim projektem ustawy o pakietach mniejszościowych. Projekt przewiduje przekazanie resztówek akcji spółek Skarbu Państwa samorządom i Agencji Rozwoju Przemysłu, słowem: szybszą prywatyzację na wiele sposobów, a przede wszystkim oddzielenie nadzoru właścicielskiego od urzędników państwowych. I, nieco mniej sławny Jan, zgadzając się z ideą, ma ochotę projekt natychmiast odrzucić.
Panie Pośle, proszę nie odrzucać projektu tak szybko. Ma on przynajmniej jeden niezaprzeczalny walor. Jest. A żadnego innego nie ma. Miłościwy strażnik skarbu narodowego, minister Piotr Czyżewski, z pewnością ciężko pracuje, tyle tylko, że absolutnie nic z tego nie wynika. Prywatyzacji jak nie było, tak nie ma, a nawet, mimo że „trwają prace nad określeniem...”, żadnych nowych pomysłów nie ma. I co Pan będzie robił?