Lew wchodzi w drogę bankom

opublikowano: 08-03-2016, 22:00

Pierwsza niebankowa instytucja finansowa zaoferuje karty i rachunek. Poszukuje też inwestora, który pomoże zrealizować ofertę.

O takich przedsięwzięciach dotychczas można było przeczytać głównie w mediach brytyjskich i amerykańskich, gdzie technologiczne firmy próbują podgryzać skostniałe rynki bankowe, oferując alternatywne produkty finansowe. W Polsce dotychczas nie do pomyślenia było, że kartę albo konto można mieć nie z banku lub bratniej wobec niego instytucji. Nie było takiej potrzeby, bo rynek jest mocno konkurencyjny, a oferta dostępna, niedroga i bogata. Ani tez możliwości prawnych.

Zarówno otoczenie rynkowe, jak i regulacyjne powoli się zmienia. Kilkanaście dni temu Euronet i WizzAir ogłosili, że będą wspólnie wydawać wielowalutową kartę przedpłaconą, rzucając wyzwanie bankom i nadzorowi, który karty pre-paid potępił i właściwie zakazał. Właściciel sieci bankomatów KNF przejmować się nie musi, bo karty wydaje poprzez spółkę w Wielkiej Brytanii. Wkrótce na rynku pojawi się kolejna niebankowa karta, a właściwie cała talia: kredytowa, pożyczkowa, przedpłacona biznesowa i przedpłacona dla detalu. Do tego dochodzi jeszcze pierwszy rachunek płatniczy, oferowany przez instytucję niebankową. Wydawcą będzieGrupa Lew, korzystająca z przywileju, jaki daje jej status Krajowej Izby Płatniczej (KIP), o jaki z niemałym trudem się wystarała. KIP jest owocem unijnych regulacji, zmierzających do szerszego otwarcia rynku usług finansowych dla niebankowych graczy.

Oferta Lwa ma trafić na rynek jesienią, dlatego na razie szczegóły oferty są tajemnicą. Wiadomo tylko, że będą to karty z logo Mastercarda, a konto miniBill do opłacania rachunków będzie kosztować 60 zł z tytułu otwarcia plus 6 zł miesięcznego abonamentu. Co do kosztów kart — nie wiadomo nic. Lew nie ujawnia też planów sprzedażowych, wskazuje tylko na potencjał rynku i możliwości, jakimi dysponuje.

— Nie chcemy konkurować z bankami. Kierujemy ofertę do osób nieubankowionych, do mieszkańców mniejszych miejscowości, w których dostęp do oferty jest ograniczony — stwierdza Andrzej Basiak, prezes grupy.

Ocenę potencjalnego popytu na ofertę Lew ocenia na podstawie badań NBP z 2013 r., w których 23 proc. dorosłych Polaków mówi, że nie ma konta w banku. Przekonuje, że jeśli co piąty ze 140 tys. klientów, jakich obsługuje miesięcznie, będzie zainteresowany rachunkiem lub kartą, to jest to duży potencjał. Grupa rzeczywiście dysponuje dość szeroką siecią dotarcia. Lew ma sieć 240 placówek Dobry Punkt Finansowy przyjmujących opłaty za rachunki masowe. Do tego dochodzi 11 tys. punktów handlowych, z którymi ma relacje jako operator terminali płatniczych i do doładowań kart telefonicznych.

Tych ostatnich posiada 8 tys., co daje mu dość znaczącą pozycję w sektorze rozliczeniowym. W skład grupy wchodzi też weteran rynku płatności mobilnych — mPay, który mocno poprawił interfejs aplikacji oraz dodał sporo usług (w tym portfel Masterpass). Dużym atutem grupy jest też obecność na lokalnych rynkach. Słabą stroną Lwa są ograniczenia kapitałowe. Prezes mówi, że grupa potrzebuje zastrzyku finansowego, żeby zrealizować plany wydawnictwa kartowego. — Poszukujemy inwestora branżowego. Zamiennie rozważamy emisję obligacji — mówi Andrzej Basiak.

Jak wyjaśnia, Lew gotów jest sprzedać do 50 proc. akcji, ale nie wyklucza odstąpienia większego pakietu, jeśli będą tego wymagały plany biznesowe, obejmujące możliwość wyjścia za granicę. Wśród potencjalnych inwestorów prezes Basiak wymienia firmy pożyczkowe. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy