„LEWARY” WZMOCNIŁY HOSSĘ NA GIEŁDZIE
Zakupy papierów wartościowych na kredyt mogą być bardzo groźne dla spekulantów
Obawy o stan światowych giełd wiążą się w dużym stopniu z rosnącymi lawinowo zakupami akcji na kredyt. Czy w polskich warunkach funkcjonowanie „lewarów“ może stać się katalizatorem zachwiania koniunktury? Opinie uczestników rynku są mocno podzielone.
Osoby odpowiedzialne za akcję kredytową w biurach niechętnie udzielają chociażby ogólnych informacji dotyczących skali kredytów czy średniego udziału środków obcych w finansowaniu zleceń ich klientów. Niezmiernie trudno zatem oszacować, jaki udział w papierach wartościowych znajdujących się w wolnym obrocie stanowią kredyty, dla których zabezpieczeniem jest portfel inwestycyjny klienta biura.
Najwyżej 20 proc.
Zdaniem Bożeny Kłopotowskiej, zastępcy kierownika Zespołu Rynku Giełdowego CDM Pekao SA, transakcje realizowane na GPW są najwyżej w kilkunastu procentach finansowane z kredytów. Wynika to przede wszystkim z tego, że inwestorzy zagraniczni działający w Polsce nie korzystają z kredytów. Z kolei wśród krajowych graczy „lewarują” się w większości tylko spekulanci.
Część naszych rozmówców szacuje, że kredyty mogą stanowić łącznie najwyżej 20 proc. wartości w zgłaszanych na rynku zleceniach zakupów. Są to jednak bardziej przypuszczenia niż poparte badaniami dane. Dodatkowo na oszacowanie wielkości akcji kredytowej wpływ ma szereg trudnych do przewidzenia czynników. Inwestorzy codziennie, a czasami nawet kilkakrotnie w ciągu jednego dnia, zasilają bądź spłacają zaciągnięte zobowiązania. Ponadto maklerzy często dokonują interwencji, które polegają na sprzedaży części lub rzadziej wszystkich walorów znajdujących na rachunku inwestora.
Groźne interwencje
Interwencje mają na celu obniżenie przekroczonego maksymalnego poziomu zabezpieczenia, którego wartość określona jest w warunkach kredytowania. W BDM PKO BP takie interwencje dokonywane są codziennie. Podobnie jest w innych biurach, głównie w tych, które obsługują graczy akceptujących duże ryzyko. Natomiast brokerzy udzielający mniejszych kredytów niezmiernie rzadko dokonują interwencji.
Inwestorzy korzystający z „lewarów” mogli już niejednokrotnie odczuć dotkliwie skutki mechanizmu dźwigni. Spadek cen większości papierów wartościowych notowanych na giełdzie wywoływał obniżenie poziomu zabezpieczenia i w konsekwencji interwencje banków. Jednak, o ile pierwszy etap bessy był wywoływany najczęściej przez znaczną przewagę podaży zgłaszanej przez inwestorów, o tyle drugą falę napływu zleceń sprzedaży stanowiły interwencje banków, pogłębiających niejednokrotnie trend spadkowy.
— Największe niebezpieczeństwo, zarówno dla inwestorów korzystających z dźwigni jak i banków finansujących ją, wynika z prowadzenia zbyt liberalnej polityki kredytowej — uważa Bożena Kłopotowska z CDM.
Jej zdaniem, maksymalny poziom „lewarowania” nie powinien przekraczać 200 proc.
Walka na kredyty
Z roku na rok brokerzy udostępniają inwestorom coraz większą pulę kredytów i wymagają przy tym coraz mniejszego zaangażowania własnego. Szczególne nasilenie akcji kredytowej ma miejsce w czasie dużych ofert na rynku pierwotnym. Sytuacje te dotyczą zwłaszcza spółek wprowadzanych na rynek publiczny przez Skarb Państwa. Ostatnia duża prywatyzacja, polegająca na sprzedaży akcji Polskiego Koncernu Naftowego, przyczyniła się do pobicia dotychczasowych rekordów. W okresie zleceń podstawowych inwestorzy składający zlecenia na PKN mogli dostać aż 1300 proc. kredytu w stosunku do środków własnych, a w okresie zleceń końcowych nawet 2000 proc.
Na rynku wtórnym takie zaangażowanie kredytowe nie wchodzi raczej w grę. W ocenie Krzysztofa Boratyńskiego, kierownika Zespołu Kredytowania Transakcji Giełdowych BDM PKO BP, racjonalną barierą, której biura raczej nie przekroczą, jest dźwignia finansowa na poziomie 300 proc., oczywiście pod warunkiem, że klient nie korzysta z odroczonej płatności (wtedy ta wielkość musi być znacznie mniejsza).
Maksymalnie 300 proc.
Spośród kilkudziesięciu brokerów działających na rynku tylko nieliczni nie dają inwestorom możliwości skorzystania ze środków bankowych. Dotyczy to zwłaszcza zagranicznych biur maklerskich, obsługujących zazwyczaj inwestorów dysponujących portfelem o wartości co najmniej 100 tys. zł.
Większość brokerów pośredniczy w udzielaniu kredytów na maksymalnym poziomie od 150 do 200 proc. środków własnych. Zaledwie kilka biur umożliwia skorzystanie z większych „lewarów”. Z naszych informacji wynika, że maksymalny kredyt wynoszący 300 proc. środków własnych możliwy jest do uzyskania tylko w trzech miejscach: BM BGŻ, ProCapital i DM Instal- export. Nie wszyscy jednak widzą potrzebę udzielania, aż tak wysokich kredytów. Zdaniem Krzysztofa Ćwiklińskiego, dyrektora Pionu Sprzedaży DM BIG BG, wielkość oferowanych na rynku kredytów zależy głównie od tego, jakich „lewarów” oczekują klienci danego biura.