Lewary znów pękają

KZ
opublikowano: 2011-09-21 00:00

Banki się nie patyczkują, kiedy przychodzi im sprzedawać akcje, stanowiące zabezpieczenie udzielonych kredytów.

Jago jest pierwszą w czasie tej bessy ujawnioną „ofiarą” tzw. pękających lewarów. Hasło to stało się popularne w 2008 r., kiedy gwałtowny spadek cen akcji postawił pod ścianą osoby, które zaciągały kredyty, zabezpieczając je właśnie akcjami giełdowych spółek. Najgłośniejszy stał się przypadek Marka Stefańskiego, byłego już prezesa i głównego akcjonariusza Pol-Aquy. Niemal w szczycie hossy pożyczył on pieniądze na m.in. odkupienie akcji budowlanej spółki od Prokom Investments. Wkrótce kurs poszedł jednak mocno w dół, więc konieczna była spłata zobowiązań. Strata Stefańskiego była gigantyczna, bo — nie licząc odsetek — wyniosła ponad 70 mln zł. Banki bez pardonu sprzedawały akcje także kilku innych firm. Tak było np. z walorami eCardu, należącymi do jednego z założycieli Radosława Sosnowskiego, akcjami Ponaru, które miał Piotr Wiaderek, czy papierami Beef-Sanu, należącymi do Lucjana Pilśniaka. Na przełomie 2008 i 2009 r. pod młotek poszły też akcje chylącego się ku upadkowi Krosna, należące do największego akcjonariusza Zdzisława Sawickiego. Spekulowano, że problemy z tzw. lewarami mieli też Maciej Niebrzydowski przy okazji inwestycji w Elektrim, a także Krzysztof Moska (sprzedawał akcje Novity) i Ryszard Krauze. W kwietniu 2010 r.

Komu pękały lewary

BGŻ sprzedał ponad 7 proc. akcji Polskiego Jadła, należących do Jana Kościuszki. Przez kilkanaście miesięcy o tego typu transakcjach było cicho. Kiedy ceny akcji rosły, wszystko było w porządku. Teraz banki mogą się jednak zacząć upominać o swoje, bo ceny niektórych akcji w krótkim czasie spadły o kilkadziesiąt procent. — W pierwszej kolejności bank prosi klienta o podwyższenie wartości zabezpieczenia. Jeśli to nie następuje, zapada decyzja o sprzedaży akcji. W większości przypadków bank sprzedaje wszystkie akcje, które są przedmiotem zabezpieczenia — mówi Kamil Artyszuk, analityk Domu Maklerskiego BPS. Wiodący akcjonariusze spółek nie mają obowiązku podawania informacji o tym, czy posiadane przez nich akcje stanowią zabezpieczenie jakiegoś kredytu, dlatego trudno ocenić skalę zjawiska. Według Kamila Artyszuka z DM BPS, skala ta jednak nie jest duża. — Umowy kredytowe, w których akcje są zabezpieczeniem, mają zwykle wartość większą od przeciętnej, ale jest ich stosunkowo niewiele w całym portfelu kredytowym banku — mówi Kamil Artyszuk.

Marek Stefański

były prezes i akcjonariusz Pol-Aquy

W 2008 r. musiał sprzedać prawie 7 proc. akcji budowlanej firmy, po tym jak w krótkim czasie ich wartość spadła o jedną trzecią. Akcje były zabezpieczeniem kredytu, zaciągniętego na ich… kupno.

Jan Kościuszko

główny akcjonariusz Polskiego Jadła

W 2010 r. Bank BGŻ sprzedał 7 proc. akcji Polskiego Jadła, należących do Jana Kościuszki, po tym jak notowania załamały się w wyniku straty zanotowanej w 2009 r. (6,8 mln zł).

Piotr Wiaderek

były akcjonariusz m.in. Relpolu i Ponaru

Bessa z 2008 r. zdmuchnęła z GPW jednego z jej bohaterów — gracza, który stał się wiodącym akcjonariuszem Ponaru i Relpolu.