Dla konsumenta byłaby to dobra wiadomość, gdyby koszty surowca przekładały się wprost na finalne ceny wyrobów spożywczych. A tak nie jest — w Polsce cena cukru w latach 2006-10 spadła o jedną czwartą, ale słodycze i napoje podrożały o kilkanaście procent.
Gospodarczy liberalizm podpowiada sceptykę wobec utrzymywania rozmaitych rynkowych regulacji. Jednak liberalizacja, której efektem może być zniszczenie konkurencji, niesie więcej zagrożeń niż korzyści. Jeżeli skutkiem cukrowej reformy miałby być dyktat producentów zza oceanu, a konsument w UE nie miałby cenowego wyboru, to taka sytuacja nie byłaby lepsza od biurokratycznych rozwiązań ukochanych przez brukselskich urzędników. Jeśli uwalniać rynek, to wyłącznie w sposób gwarantujący rzeczywistą konkurencję.
TOMASZ SOMMER
wiceprezes Instytutu Globalizacji