Liberalizm pozorowany

Wojciech Sztuba
opublikowano: 2006-01-03 00:00

Ktoś, kto z dystansu obserwuje ewolucję polskiego systemu podatkowego, mógłby odnieść wrażenie, że szumnie wprowadzane obniżki stawek podatkowych (na przykład CIT do 19 procent) czy też głośno deklarowana otwartość na dorobek wspólnoty europejskiej w zakresie zharmonizowanego VAT (na przykład w zakresie zasady neutralności opodatkowania VAT) zwiastują dobrą nowinę. Oto państwo staje się coraz bardziej przyjazne, a przedsiębiorca, miast odczuwać strach przed władzą, z ufnością poddaje się jej światłej woli. Czy rzeczywiście?

Ustawodawca i rząd podejmują — jak się wydaje — wiele decyzji mających na celu wywołanie określonego efektu medialnego. Skoro Słowacja wprowadza 19-procentowy podatek CIT, a państwa bałtyckie obniżają go jeszcze bardziej, Polska naprędce odpowiada stawką 19 procent. Skoro polscy obywatele i przedsiębiorcy mogą odzyskiwać VAT płacony w innych krajach Unii Europejskiej, Polska również wprowa- dza taką teoretyczną możliwość dla nierezydentów.

Praktyka korzystania z tych udogodnień pokazuje jednak, jak liczne pułapki pozastawiano na podatników w gąszczu niepotrzebnych wymogów proceduralnych. Najdrobniejsze błędy w deklaracjach podatkowych wykorzystywane są do odmowy rozpatrzenia wniosków o zwrot VAT. Skomplikowany sposób przechodzenia z wyniku bilansowego na podatkowy (np. przez uzgadnianie mnóstwa wydatków niestanowiących kosztu uzyskania przychodu) naraża firmy na wieloletnie spory nierzadko kończące się upadłością. Po co?

Obserwując rozwiązania słowackie, można pozazdrościć naszym sąsiadom naprawdę konkurencyjnego ustroju podatkowego, który został faktycznie — a nie tylko pozornie — uproszczony i którego liberalizację 19-procentowa stawka podatku jedynie symbolizuje. U nas te 19 proc. to początek, środek i zarazem koniec całej liberalizacji opodatkowania dochodu. Co więcej, jest to stawka nominalna, bo z uwzględnieniem kosztów dyskryminowanych dla celów podatkowych, pozaksięgowych przychodów podlegających opodatkowaniu itd. realna stawka CIT przekracza 23 proc.

I tak jest zasadniczo ze wszystkim. Podstawowe zasady stosowania prawa podatkowego — jak choćby ta, która w razie wątpliwości zakazuje rozstrzygać na niekorzyść podatnika — budzą jedynie pobłażliwy uśmiech urzędników. Trudno się temu dziwić, jeżeli dla organu źródłem prawa są nie przepisy ustaw, lecz wytyczne szefa departamentu w resorcie finansów. Asymetria praw i obowiązków podatnika i organu w postępowaniu podatkowym jest wręcz zdumiewająca, o czym przekonał się każdy, kto zetknął się na przykład z będącą źródłem licznych nadużyć zasadą swobodnej oceny materiału dowodowego przez organ podatkowy.

Polski system podatkowy jest nie tylko źle zaprojektowany (bo zawiera zbyt wiele gospodarczo nieuzasadnionych norm i procedur), lecz także funkcjonuje wadliwie, wypaczając sens wielu ważnych przepisów. Przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Jedną z nich jest „opór materii” w administracji skarbowej, która wciąż w bardzo małym stopniu rozumie sens procesów ekonomicznych zachodzących w przedsiębiorstwach i całej gospodarce. Głównym winowajcą jest jednak fiskalizm przekraczający granice dopuszczalne w państwie prawa. Oby rok 2006 przyniósł w tej kwestii choćby drobną poprawę.

Wojciech Sztuba, partner, TPA Horwath Sztuba Kaczmarek, spółka doradztwa podatkowego