Liczba bankructw w Polsce szybko rośnie

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-06-07 00:00

Liczba ogłaszanych upadłości w Polsce będzie się zwiększać, ale jest to normalny element gry rynkowej — wynika z raportu przygotowanego przez Intercredit. Problem tkwi w archaicznym prawie upadłościowym. Na szczęście zmiany są już w drodze.

W 2001 r. w Polsce bankructwo ogłosiło 1180 firm. To o 23 proc. więcej niż w 2000 r. W porównaniu z kilkoma największymi europejskimi krajami odsetek upadłych firm w stosunku do wszystkich działających spółek był jednak bardzo niewielki — wynika z raportu firmy windykacyjnej Intercredit.

Specjaliści twierdzą, że liczba upadłości będzie się zwiększać razem z liczbą przedsiębiorstw. Bankructwa, co potwierdzają upadłości ogłaszane w krajach wysoko rozwiniętych, są po prostu jednym z etapów rozwoju gospodarki. Ale też barometrem jej koniunktury.

Tylko w pierwszych trzech miesiącach tego roku zbankrutowały 222 przedsiębiorstwa, czyli o 61 więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

— Zaostrzają się warunki funkcjonowania na rynku, a najbardziej odczuwają to małe i średnie firmy, czyli te, które z jednej strony są motorem gospodarczego rozwoju, ale też najłatwiej ulegają nastrojom rynku — mówi Katarzyna Kompowska, prezes Intercredit Warszawa.

Zdaniem Macieja Stachowicza, wiceszefa spółki windykacyjnej Jatex z Katowic, problemy finansowe mają dziś też duże firmy. Obrót należnościami dużych spółek zwiększył się w Jateksie czterokrotnie.

— Upadłości będzie coraz więcej, bo w kłopoty popadają dziś nawet firmy, po których jeszcze rok temu nikt nawet by się tego nie spodziewał. Głównym powodem problemów jest brak współpracy między działem sprzedaży a działem windykacji, zaś w mniejszych firmach w ogóle brakuje działu windykacji — tłumaczy Maciej Stachowicz, wiceprezes Jatex Finanse.

Katarzyna Kompowska uważa, że zwiększającej się liczby upadłości nie można oceniać jedynie w kategoriach dobrze-źle.

— Problemem jest nie sama upadłość, lecz jej charakter i sposób, w jaki jest przeprowadzana. W Europie upadłość jest elementem życia gospodarczego, sposobem na eliminację firm, które nie radzą sobie i w ten sposób zagrażają innym podmiotom. W praktyce europejskiej prawo umożliwia wierzycielowi odzyskać część środków włożonych w bankruta. W Polsce zaś upadłość ogłaszana jest najczęściej w absolutnie krytycznym momencie, kiedy firma jest już prawdziwym bankrutem i wierzyciel nie ma żadnych szans na odebranie należności— podkreśla Katarzyna Kompowska.

Przedstawiciele spółek handlujących długami uważają, że w dużym stopniu wynika to z nieprzestrzegania nakazanych terminów zgłaszania upadłości, na co pozwala archaiczne prawo. Innego zdania jest mecenas Agnieszka Stefanowicz-Barańska, specjalistka od prawa upadłościowego.

— Obowiązujące przepisy nakładają wystarczające sankcje za nieterminowe zgłoszenie wniosku o upadłość. Nawet jednak jeśli ktoś się spóźnia, przeciążone sądy nie zawsze egzekwują sankcje za spóźniony wniosek, koncentrując się na postępowaniu upadłościowym — mówi Agnieszka Stefanowicz-Barańska, partner kancelarii Salans Hertzfeld and Heilbronn (SHH).

Projekt nowelizacji prawa upadłościowego trafił do uzgodnień międzyresortowych, ale nadal budzi ogromne emocje wśród syndyków, prawników i sędziów.

Syndycy, którzy każdą upadłość poznają od kuchni, twierdzą, że nowe przepisy nie będą idealne, zwłaszcza jeśli chodzi o zabezpieczenie interesów wierzycieli.

— Prawo upadłościowe, czy to się komuś podoba czy nie, jest prawem trupa. Podmiotem, o który należy dbać w takiej sytuacji, jest wierzyciel. Tymczasem w polskim prawie brakuje koherencji między prawem upadłościowym a innymi przepisami, na przykład prawem podatkowym, co utrudnia właściwe zaspokojenie wierzycieli. Przygotowana wersja noweli przepisów nie wniesie nic nowego i niczego nie poprawi — podkreśla Leszek Liszcz, syndyk masy upadłościowej fabryki Daewoo Motor Polska w Lublinie.

— Dobre prawo upadłościowe powinno zaspokajać wierzycieli, motywować dłużników do terminowego zgłaszania wierzytelności, ale też umożliwiać ratowanie przedsiębiorstwa. Projekt zabezpiecza prawa wierzycieli, np. zakłada obligatoryjne postępowanie zabezpieczające majątek dłużnika czy upraszcza procedury jego zbywania. Gdyby jednak z ustawy wydestylować najważniejszą cechę nowelizacji, byłby to krok w kierunku uczynienia z postępowania upadłościowego jednej z dróg restrukturyzacji przedsiębiorstwa w kryzysie, a nie tylko jego pogrzebu. To mogłoby zmotywować przedsiębiorców do terminowego ogłaszania upadłości — mówi Agnieszka Stefanowicz-Barańska.