Liczba certyfikatów będzie szybko rosła

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2004-01-13 00:00

Niektóre rynki unijne są już nasycone certyfikatami, Polskę czeka kilka lat wysokiej dynamiki przyrostu implementacji SZJ.

Certyfikat systemu zarządzania jakością (SZJ) jest synonimem sprawnej organizacji, dotrzymywania wymagań jakościowych oraz ciągłego doskonalenia wszystkich procesów w przedsiębiorstwie. Wprawdzie świadectwa SZJ nie są obowiązkowe, ale klienci coraz częściej wymagają ich od swoich dostawców. Certyfikat staje się nie tylko dokumentem jakości towarów i usług, które kupują, ale też argumentem w rozmowach z ich klientami.

— Wystarczy sięgnąć do Biuletynu Zamówień Publicznych, by stwierdzić, że nierzadko jednym z warunków przystąpienia do przetargu jest posiadanie certyfikatu ISO 9001 — mówi Wojciech Kozak, dyrektor ds. rozwoju w TÜV Nord Polska.

Ostrożnie z jakością

Jak zapewnia Ryszard Cedrowski, prezes Kema Quality Polska, w naszym kraju są już przedsiębiorstwa zarządzane na najwyższym światowym poziomie — mają certyfikowane SZJ, wprowadzają działania doskonalące, zdobywając rynek nie tylko krajowy, ale i zagraniczny.

— Polska wprawdzie pod tym względem znajduje się w czołówce państw kandydujących, jednak na uznanie zasługują szczególnie Czesi i Węgrzy — twierdzi Ryszard Cedrowski.

Natomiast na tle krajów zachodnich wypadamy stosunkowo blado, chociaż unijni przedsiębiorcy jakby na przekór zaczęli rezygnować z certyfikatów ISO.

— W niektórych wysoko rozwiniętych krajach europejskich —Francji, Niemczech, Szwecji i Wielkiej Brytanii, widać spadek liczby certyfikatów ISO 9000. W Austrii, Belgii czy Holandii przybywa bardzo niewiele nowych świadectw SZJ — wylicza Ryszard Cedrowski.

Wśród unijnych krajów członkowskich jedynie Hiszpania, Portugalia i Włochy od kilku lat utrzymują ciągle wysoki poziom dynamiki przyrostu liczby certyfikatów ISO serii 9000.

Wniosek nasuwa się jeden — na wielu unijnych rynkach nastąpiło nasycenie certyfikatami, podczas gdy Polskę czeka kilka lat wysokiej dynamiki przyrostu implementacji SZJ.

Majowy termin

Świadectwa SZJ są przeważnie dobrowolne. Jednak z dniem naszej akcesji, wielu polskich przedsiębiorców powinno wykazać się wdrożonymi systemami, jeśli chcą pozostać w zgodzie z polską i unijną legislacją. Do takich należy przede wszystkim HACCP, system obligatoryjny w sektorze spożywczym oraz wymóg posiadania oznakowania CE wśród producentów z różnych branż. Niestety, 1 maja 2004 r. sporo firm znajdzie się w konflikcie z prawem.

— Przed sporządzeniem oferty na certyfikację, zadajemy naszym klientom m.in. pytanie: „Jakie wymagania Unii Europejskiej mają zastosowanie do państwa wyrobów?”. Często nie dostajemy żadnej odpowiedzi. W następstwie przeprowadzonej rozmowy dowiadujemy się, że dotychczasowa produkcja (brak eksportu) nie wymagała wiedzy na ten temat. Konieczna jest zatem dalsza popularyzacja informacji na temat obowiązków i zagrożeń wynikających z faktu integracji z Unią Europejską —twierdzi Wojciech Kozak.

Zawiniła nie tylko opieszałość przedsiębiorców czy ich brak zainteresowania tą tematyką. W przypadku oznakowania CE, nasz rząd nie doprowadził do podpisania porozumienia PECA, na mocy którego Polska m.in. zdobyłaby uprawnienia do powoływania tzw. jednostek notyfikowanych. A udział takich instytucji jest wymagany podczas nadawania oznakowania CE, jeśli producent wytwarza wyroby o wysokim czynniku ryzyka ich używania. Brak porozumienia PECA sprawił, że do akcesji polscy eksporterzy mogą korzystać jedynie z pomocy zachodnich jednostek, co wiąże się z kosztami.

Więcej zawirowań wywołały zasady HACCP, gdyż przez ponad dwa lata w polskiej legislacji zmieniała się koncepcja, kto powinien je wdrożyć. Ostateczna (miejmy nadzieję) wersja ustawy o warunkach żywienia i żywności, która reguluje kwestię HACCP, ujrzała światło dzienne w listopadzie 2003 r. Czyli pół roku przed naszą akcesją.

— Ponadto słaba kondycja finansowa krajowych firm, wysokie obciążenia publicznoprawne oraz zatory płatnicze w znacznym stopniu ograniczają krąg zainteresowanych działaniami dostosowawczymi. Dlatego przyjęto system dotacji dla małych i średnich przedsiębiorstw, realizowany przez programy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Procedury przyznawania dotacji są jednak bardzo skomplikowane, zbyt mało jest także akredytowanych w PARP firm konsultingowych — twierdzi Wojciech Kozak.