Typowy dzień inwestora kończy się rzuceniem okiem na zakończenie notowań w USA. Giełdy poruszają się w rytm danych, jakie publikuje amerykańska gospodarka, bę?ąca największą światową potęgą ekonomiczną. W takim kontekście nie dziwi zafascynowanie światowych rynków wartościami wskaźników DJIA, Nasdaqa, S&P, określających dominujące trendy na rynkach akcji.
Od szczytów roku 2000 spadliśmy o 50 proc. na indeksie S&P; i rodzimym WIG 20, 55 proc. na DAX, tyle samo na francuskim CAC. Warto zauważyć, że wartości tych indeksów powinniśmy porównywać raczej z DJIA, który spadł „jedynie” 34 proc., a nie z S&P;.
Może wyglądałoby to obiecująco, gdybyśmy nie zaliczyli tych wartości już blisko rok temu. Teraz, według byków, robimy podwójne dno, odbiliśmy się przecież od dwuletniego kanału trendu spadkowego, kanału który opuściliśmy jesienią ubiegłego roku. Nie docierają do nich sygnały, wynikające z poprzebijanych linii szyi na kilkuletnich formacjach głowy i ramion indeksów zachodnich. Cieszą się z malejącego polskiego deficytu obrotów bieżących w stosunku do PKB, cieszą się z kolejnego miesiąca poprawy jego struktury — coraz więcej eksportujemy.
A ja się martwię. Przede wszystkim ostatnimi danymi dotyczącymi wzrostu PKB w USA za ostatnie kilka kwartałów. PKB w 2001 r. wzrósł o 0,3 proc., a nie jak wcześniej podawano 1,2 proc., a przez pierwsze 3 kwartały był ujemny, co wypełnia podręcznikową definicję recesji. I na dokładkę mamy w drugim kwartale tego roku spadek wydatków konsumpcyjnych, co idzie w parze ze spadkiem sprzedaży wyrobów finalnych. A że Amerykanie udają, że wszystko jest w porządku, tym gorzej dla nich.
Na marginesie, w kontekście powiązań z zachodnimi rynkami, warto zauważyć argumentację KPWiG przy ocenie zgodności z prawem pojawienia się 26 lipca na kontraktach dużych zleceń kupna przed wzrostem indeksu. Jako jeden z argumentów podano tu korelację z rynkami zachodnimi. Właśnie trwają prace nad nowelizacją prawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Jedną z propozycji będzie możliwość nakładania przez komisję kar za manipulację (do tej pory sprawa była przekazywana do prokuratury, a żenujące statystyki skazań dobrze znamy). Skazany oczywiście będzie się bronił, dlatego dopóki nie „dorobimy się” prokuratorów i sędziów znających rynek kapitałowy, na owoce nowelizacji przyjdzie nam jeszcze poczekać.