Potwierdziły się niedawne informacje „Pulsu Biznesu”, że inwestor z RPA — sieć ponad 60 szpitali Life Healthcare, działająca pod marką Life — jest najbliżej przejęcia grupy medycznej Scanmed Multimedis. Wczoraj inwestor z Południowej Afryki dobił targu — za blisko 65 mln zł przejął 57 proc. akcji należących do Black Lion Fund. Inwestor ma w planach zwiększenie zaangażowania.
![PRZEJĘCIE PRZED PRZEJĘCIEM:
Zanim Black Lion, zarządzany przez Macieja Wandzla, sprzedał Scanmed inwestorowi z RPA, spółka kupiła klinikę okulistyczną Weiss za ponad 13 mln zł. [FOT. WM] PRZEJĘCIE PRZED PRZEJĘCIEM:
Zanim Black Lion, zarządzany przez Macieja Wandzla, sprzedał Scanmed inwestorowi z RPA, spółka kupiła klinikę okulistyczną Weiss za ponad 13 mln zł. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/431d064c-328f-4ffc-a3f7-6b5b1640504f/9f356ca4-9e37-5518-8027-42a05b8a438c_w_830.jpg)
Przyczółek giganta
Scanmed został wyceniony na 215 mln zł. Wskaźnik EV/EBITDA przekroczył 13, co potwierdza, że medycyna ciągle jest rozchwytywana przez inwestorów. Andre Meyer, prezes Life Healthcare, tłumaczy dlaczego. Po pierwsze, polska gospodarka jest w unijnej czołówce pod względem wzrostu. Po drugie, prywatny sektor medyczny w ciągu ostatnich kilku lat mógł pochwalić się wysoką dynamiką.
— Wprowadzono też reformy, które otworzyły przedsiębiorcom drogę do publicznych pieniędzy — mówi Andre Meyer.
Scanmed może pochwalić się 50-procentowym udziałem płatności z NFZ w przychodach, które w 2013 r. wyniosły 90 mln zł (EBITDA sięgnęła 18 mln zł). Nowy właściciel, który prowadzi w RPA drugą pod względem wielkości prywatną sieć szpitali, jest blisko 40-krotnie większy. W 2013 r. przychody notowanej na giełdzie w Johannesburgu spółki wyniosły 3,4 mld zł, zysk netto 485 mln zł. Wycena na giełdzie sięga 13 mld zł.
Oprócz usług szpitalnych Life świadczy usługi medycyny rodzinnej i opieki długoterminowej. W ciągu najbliższych czterech lat planuje podwoić liczbę łóżek do 1170. W planach ma też ekspansję w Indiach i Ghanie. Nad Wisłą natomiast chce budować małą sieć szpitali lub „prowadzić szpitale dla rządu”. Nowy gracz na rynku szpitalnym wejdzie w paradę takim firmom jak EMC Instytut Medyczny, Grupa Nowy Szpital (GNS) czy PCZ. Przedsiębiorcy nie obawiają się jednak nowego rywala.
— Rynek szpitalny w Polsce ciągle jest na początku drogi. Im więcej prywatnych inwestorów, tym szybciej państwo się na nas otworzy i zacznie traktować jako ważny i potrzebny element polskiego systemu ochrony zdrowia — twierdzi Marcin Szulwiński, założyciel GNS.
Historia z happy endem
O tym, że polski rynek medyczny nie jest lekkim kawałkiem chleba, przekonał się też Black Lion Fund. W 2007 r. zainwestował w spółkę Scanmed, do której należały wówczas dwie przychodnie. Plan zakładał budowę sieci placówek podstawowej opieki zdrowotnej. Fundusz był o krok od przejęcia Medycy Rodzinnej, jednak ostatecznie kupił ja Lux Med. W 2009 r. pierwszych pacjentów przyjął szpital św. Rafała, który z niedokończonej lecznicy z lat 70. zamienił się w nowoczesną placówkę ze 130 łóżkami.
Droga po publiczne pieniądze nie była usłana różami, bo publiczny płatnik z dystansem podchodzi do prywatnych placówek medycznych, jednak z roku na rok szpital Scanmedu przekonywał do siebie NFZ i powiększał kontrakt. Rozpędu nabrała też sieć przychodni, a pomysł lecznic dla studentów przypadł do gustu analitykom. Robert Mołdach, ekspert ds. rynku medycznego Pracodawców RP, chwali zarządzających Black Liona.
Zwraca uwagę, że w ciągu kilku lat przekształcili Scanmed w wieloprofilową sieć, która świadczy kompleksowe usługi — ma przychodnie, szpitale i centra diagnostyczne.
OKIEM SPRZEDAJĄCEGO
Misja zakończona
MACIEJ WANDZEL
prezes Black Liona
W Scanmed chcieli zainwestować potentaci z USA, RPA i Polski. Transakcja z Life Healthcare to duży sukces. Gdyby odjąć od zysku EBITDA z 2013 r. zdarzenia nietypowe, to wycena przedsiębiorstwa spółki jest bardzo wysoka. Śmiem twierdzić, że to może być najlepsza transakcja na rynku medycznym. W trudnych warunkach permanentnej nierównowagi sektora publicznego i prywatnego udało się zbudować enklawę normalności i doskonale zarządzaną firmę. Jestem dumny z tego, co zrobiliśmy przez ostatnie dwa lata, podobnie jak kiedyś z Vistuli i Wólczanki, a może nawet bardziej, bo to projekt znacznie trudniejszy. Nie jest to biznes kardiologiczny, gdzie zyski wynikają z wyceny jednej usługi przez NFZ. To biznes, gdzie codziennie trzeba walczyć z urzędnikami, biurokracją i systemem wymierzonym przeciwko prywatnym przedsiębiorcom.