Limit zadłużenia USAwraca po raz trzeci

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-09-27 00:00

Przemysław Kwiecień, X-Trade Brokers DM

Euforia po zaskakującej decyzji Fedu we wrześniu nie trwała długo. Temat polityki pieniężnej w USA szybko został zastąpiony tematem polityki fiskalnej. Podtekst jest jak zwykle polityczny, ale jest to jedna z relatywnie niewielu sytuacji, kiedy polityka ma realny wpływ na rynki.

Limit zadłużenia odgrywa w USA dość istotną rolę od niemal stu lat. Pierwsze ograniczenie zostało wprowadzone w 1917 r., choć dopiero w 1939 r. wprowadzony został limit w formie, która obowiązuje dziś. W latach 1979-95 obowiązywała zasada, że jeśli budżet jest uchwalony, limit długu podnoszony jest automatycznie. Zniósł ją republikański Kongres, doprowadzając w tym czasie do przejściowego odłączenia finansowania administracji, za co jednak republikanie zapłacili wysoką cenę w postaci druzgoczącej porażki w wyborach prezydenckich w 1996 r. Problem limitu zadłużenia powrócił w 2011 r. To, co początkowo wyglądało niegroźnie, przerodziło się w dość poważny kryzys rynkowy, a w konsekwencji też ekonomiczny, mimo iż porozumienie zostało osiągnięte na czas. Nerwową sytuację mieliśmy też w grudniu ubiegłego roku. Teraz problem znów powrócił.

Limit zadłużenia wynosi obecnie prawie 16,7 bln USD i w jego ramach administracji wystarczy pieniędzy do 17 października. Jednak bez porozumienia, już od początku października administracja przejdzie w tryb czuwania, w którym tylko najważniejsze służby będą pracować. Wiadomo, że limit zostanie ostatecznie podniesiony, więc o co toczy się gra? O wybory do Kongresu w listopadzie 2014 r. Do wzięcia będzie cała Izba Reprezentantów oraz 33 miejsca w Senacie. Obecnie republikanie kontrolują Izbę, zaś demokraci Senat. Dodatkowo lider republikanów w Izbie, John Boehner walczy o swoją pozycję w partii.

Przed nim trudny wybór. Jeśli pójdzie demokratom na rękę, narazi się wielu działaczom ze swojej partii, którzy chcieli go już odwołać z funkcji po poprzednim takim ruchu. Jeśli będzie chciał się umocnić w partii i pójdzie na wojnę w Kongresie, narazi partię na wyborczą klęskę w przyszłym roku.

Dla rynków ma to wielce istotne znaczenie. Poprzednie dwie sytuacje pokazały, że przedłużające się napięcie wpływa bardzo negatywnie na notowania na amerykańskim rynku akcji. Jednocześnie na początku tego roku, po osiągnięciu porozumienia, byliśmy świadkami silnej hossy. Kluczowe rozdanie czeka nas na początku przyszłego tygodnia, który nawet bez tego byłby wielce ciekawy ze względu na wrześniowe dane z rynku pracy USA w piątek. Izba musi głosować do końca września i zapewne w poniedziałek dowiemy się, jaką strategię obrał John Boehner.