Firma oferująca usługi lokalizacji i testowania oprogramowania urośnie w tym roku o 100 proc. W przyszłym też. Co na to rząd?
Lionbridge, amerykańska firma, która m.in. pomaga w dostosowaniu oprogramowania do potrzeb lokalnego rynku, rozwija w Warszawie globalne centrum, jedno z trzech na świecie.
— Mamy 250 pracowników, do końca tego roku zatrudnimy jeszcze 50 osób — mówi Jacek Stryczyński, szef Lionbridge Poland.
W ubiegłym roku polski oddział zatrudniał 160 osób.
— W tym roku zanotujemy 100-procentowy wzrost zatrudnienia, w przyszłym mamy nadzieję utrzymać go na podobnym poziomie — obiecuje Satish Maripuri, wiceprezes ds. operacyjnych Lionbridge.
Co ciekawe, oprócz kilkudziesięciu etatów dla inżynierów firma oferuje miejsca pracy osobom z wykształceniem filologicznym. Dotychczas inwestowała w Polsce bez zachęt, choć może się to zmieni.
— Byłoby fantastycznie otrzymać jakieś wsparcie w ciągu 3-5 lat. Polski rząd zaczyna dopiero zastanawiać się, jak w przyszłości zachęcać międzynarodowe firmy do inwestycji. Koszty, wydajność i umiejętności są atutami. Inwestorzy oczekują zachęt podatkowych, ulg, kredytów, czynników, dzięki którym Polska nadal pozostanie atrakcyjna i za kilka lat będzie konkurować z Indiami czy Chinami — mówi Satish Maripuri.
Lionbridge ma niewielki, trzydziestoosobowy zespół w słowackiej Żylinie, którym również kieruje Jacek Stryczyński. Niedługo zapadnie decyzja, jak bardzo zostanie ono rozbudowane. Podobne do polskiego centra znajdują się w Chinach i Indiach. Hinduskie specjalizuje się w rozwoju oprogramowania, polskie i chińskie w jego testowaniu, wszystkie firmy oferują usługi lokalizacyjne i współpracują przy wielu projektach.
W Polsce Lionbridge od 1993 r. prowadzi call center dla klientów Microsoftu. Klienci spółki w usługach globalizacyjnych to także Citibank, ING, Intel i Xerox. Lionbridge Polska miał w ubiegłym roku 20 mln zł przychodów, a całkowite obroty wyniosły 419 mln USD.