Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, w Polsce na lisy można polować od 1 lipca do 31 marca. Start sezonu łownego w ostatnich latach przyspieszał — kiedyś była to sobota przed 1 września, potem 1 sierpnia, a od dwóch lat jest 1 lipca. Po dawnemu do 1 września bezpiecznie mogą czuć się tchórze. W związku z tym LiS sp. z n. n. (spółka z nieograniczoną nieodpowiedzialnością) powinien rozważyć przerejestrowanie nazwy, jeśliby chciałby uniknąć odstrzału (koniec immunitetów) już na powakacyjnym posiedzeniu Sejmu, zaplanowanym 22-24 sierpnia.
Dla formalności odnotujmy, że sezon polowań na kaczki trwa od 15 sierpnia do 21 grudnia. To uzupełnienie jest o tyle ważne, że przystawki nie zamierzają dać się ubić siedmiopunktowym ultimatum pod nazwą „warunki dobrego rządzenia”, które w czwartek Jarosław Kaczyński skierował do Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. W sobotę LiS odbił to dziecięcioma punktami własnymi — a co tam, ma się ten polityczny gest. Gdy oba listy odcedzi się ze wspólnych frazesów, to w sicie niezgody pozostaje tylko jeden brud, ale nie jakaś tam zawiesina, lecz kamień — czyli komisja śledcza w sprawie działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dla PiS jej powołanie byłoby zamachem na bijące serce IV Rzeczypospolitej, więc kamień jest wystarczająco twardy dla rozsadzenia koalicji.
Tym bardziej że osobiste relacje jej przywódców okraszone zostały nowymi wątkami. Rok temu panowie Kaczyński i Lepper wzajemnie przerzucali się uprzejmościami w stylu „warcholstwo” i „chamstwo”. W piątek usunięty wicepremier przeniósł koalicyjny dialog na wyższy, a w zasadzie niższy poziom: „Premier to niech się na temat seksu nie odzywa najlepiej, bo on chyba tego uczucia bycia z kobietą w stałych uczuciach nie przeżył, no więc niech on lepiej nie rozmawia o tym, no”. Lepper szybko się zorientował, co palnął i w sobotę nawet przepraszał, ale Jarosław Kaczyński nigdy mu tego nie daruje.
Prawdopodobieństwo wyrzucenia z rządu w tym tygodniu, a najpóźniej w poniedziałek 30 lipca, wszystkich ministrów LiS rośnie z każdą godziną. Całkiem odrębnym zagadnieniem jest czas trwania mniejszościowego gabinetu PiS. W odróżnieniu od zmian w rządzie, o skróceniu kadencji Sejmu bracia Kaczyńscy nie mogą zdecydować przy niedzielnym obiedzie czy nawet przez komórkę. Potrzeba 307 zdecydowanych posłów — przeciwko będzie każdy nie tylko formalnie głosujący przeciw, ale także wstrzymujący się oraz nieobecny. Na tę ostatnią grupę już teraz zwracamy uwagę wodzów wszystkich partii, ponieważ doświadczenia wyborów z lat 2001 i 2005 podpowiadają, że aż dwie trzecie posłów nie odnawia mandatów!
Znalezienie na Wiejskiej co najmniej 307 sprawiedliwych to jedno, a termin skrócenia kadencji — to drugie. Marszałek Ludwik Dorn zrobi wszystko, aby głosowanie wniosków PO i SLD odciągnąć, ponieważ uchwała podjęta 24 sierpnia oznaczałaby wybory 7 października. A przecież Jarosław Kaczyński chce zdążyć uchwalić poprawioną lustrację, dlatego wspomniał o połowie listopada. Odpowiadając w czwartek na moje pytanie podczas rocznicowej konferencji prasowej, rozwiał obywatelskie niepokoje i wykluczył wybory w niedzielę 11 listopada, czyli w Narodowe Święto Niepodległości. Cała Polska to słyszała, zatem mamy przynajmniej jeden pewnik. Reszta na razie jest milczeniem.
Jacek Zalewski