- Z uwagi na ryzyko zawalenia się tunelu, głęboki wykop i brak wentylacji, akcja wydobywania zwłok z pociągu Piccadilly Line, w którym wybuchła bomba pomiędzy stacjami King's Cross i Russell Square, jest szczególnie trudna.
Na miejscu pracują oficerowie komórki antyterrorystycznej i policja kryminalna, która dokonuje oględzin poszukując materiału rzeczowego, mogącego odtworzyć przebieg wydarzeń i naprowadzić na ślad sprawców. W pogotowiu są strażacy na wypadek zawalenia się tunelu.
"Nie jest to akcja ratunkowa, lecz już tylko usuwanie ciał" - powiedział dziennikarzom jeden ze strażaków.
Oficjalnie podano, że w pociągu linii Piccadilly zginęło 21 osób, ale za pewne uważa się, że dalsze ofiary znajdują się w wagonie, do którego najtrudniej dotrzeć. Nieoficjalnie mówi się o 20 dalszych zabitych.
Ciała znajdują się na głębokości ok. 35 metrów pod ziemią. Piccadilly Line kursuje w centralnym Londynie w drugim co do głębokości tunelu. Ekipy antyterrorystyczne, policyjne i ratunkowe usiłują dostać się do wraku zarówno od strony King's Cross, jak i Russell Square.
Wokół wraku pociągu jest bardzo mało miejsca. Średnica tunelu to niespełna 3,6 m. Wszędzie unosi się dym i kurz, ponieważ nie ma wentylacji (krążenie powietrza zapewnia ruch pociągów). Problemem jest też nieznośny zaduch.
Siła wybuchu, do którego doszło w zamkniętej przestrzeni, spowodowała, że część ściany tunelu runęła na wagon, przysypując go, i zalega na torach. Reszta grozi zawaleniem.
Naoczni świadkowie, którzy przebywali w pobliżu wraku, opowiadają, że równie straszliwego zniszczenia nie widzieli nigdy przedtem. "Nie ma miejsca na to, by się poruszać, a zaduch jest nie do wytrzymania" - mówi jeden z inżynierów.
Na dole zainstalowano dużych rozmiarów pierścienie świetlne, by ułatwić widoczność ekipom ratunkowym; pracowników wyposażono też w pochodnie.
Na miejscu wybuchu są porozrzucane szczątki ludzkie, które będzie można usunąć dopiero wtedy, gdy wszystkie dowody rzeczowe zostaną zebrane i udokumentowane.
Andrzej Świdlicki