Spadające wpierw kontrakty, a następnie czerowne otwarcie na Wall Street podkopały jednak morale kupujących doprowadzając do oddania przedpołudniowych zdobyczy przez główne indeksy. Najsilniej spadkom opierał się przy tym parkiet w Londynie, któremu na finiszu udało się odnotować 1,06-proc. wzrost. Pozostałym dwum tuzom taka sztuka nie wyszła. Paryski CAC stracił ostatecznie 1,13 proc. zaś frankfurcki DAX zniżkował o 1,0 proc.
Dynamika wzrostu gospodarczego strefy euro w II kwartale okazała się w ujęciu kwartalnym zgodna z oczekiwaniami (+0,2 proc.), zaś licząc rok do roku nieznacznie niższa od projekcji (+1,6 proc.). Pesymistyczne okazały się za to dane z największej gospodarki Eurolandu. W Niemczech zamówienia w przemyśle w lipcu spadły o 2,8 proc. w stosunku do czerwca przy spodziewanym spadku o 1,8 proc. To również zła informacja dla naszych spółek, gdyż zachodni sąsiad jest największym rynkiem zbytu dla polskich eksporterów.
W dalszym ciągu obserwować można było sporą nerwowość w sektorze finansowym, co jest pokłosiem zarówno dalszych problemów Grecji, jak i pozwów przeciwko pożyczkodawcom sprzedających „trefne” papiery na amerykańskim rynku, oraz wyników samych banków. Tym razem kompletnie rozczarowała przejęta przez Bank of Spain kasa pożyczkowa Caja de Ahorros del Mediterraneo, która w pierwszym półroczu odnotował stratę, co przyniosło około 7-proc. przecenę jej akcji.
Powody do zadowolenia mieli z kolei akcjonariusze Swatch. Producent popularnych zegarków zyskiwał nawet ponad 4,5 proc. po osłabieniu franka, zwiększającym rentowność szwajcarskich eksporterów.
Po publikacji dobrych wyników sprzedaży w drugim kwartale w Londynie mocno
rosła wycena papierów Whitbread, brytyjskiego operatora sieci hoteli i
restauracji.