Los spółki nikogo już nie obchodzi

Marcin Goralewski
opublikowano: 2003-10-24 00:00

Próchnikowi brakuje pieniędzy na zakupy. Bez wsparcia spółkę czeka rynkowa wegetacja. Ale kogo to obchodzi?

Z miesiąca na miesiąc sytuacja giełdowego Próchnika pogarsza się. Coraz częściej na rynku pojawiają się informacje o rychłej upadłości jednego z najbardziej znanych producentów ubrań w Polsce.

— Obawiam się, że w tym roku nie uda się wypracować zysku netto. Mamy za mało pieniędzy na zakup materiałów. Mamy kontrakty, nie mamy możliwości ich realizacji — mówi Katarzyna Suszanowicz, prezes odzieżowej spółki.

Kwoty, jakie pomogłyby Próchnikowi, nie są duże. A zlecenia rzeczywiście są. Ostatnio spółka wynegocjowała np. zwiększenie kontraktu Hugo Bossa.

— Ratowałoby nas 500 tys. zł. Niestety. Odwiedziłam chyba wszystkie banki i inne instytucje, które mogłyby nam pożyczyć pieniądze. Bez efektu — dodaje prezes.

Banki nie chcą pomagać spółce, bo jej kondycja finansowa przez ostatnie lata pogarszała się. Nikt nie wierzy, że może być lepiej. Kilka dni temu spotkała się rada nadzorcza, ale podczas obrad nie doszło do jakichkolwiek ustaleń w kwestii przyszłości spółki. Trudno, żeby było inaczej.

— Jesteśmy takim bezpańskim psem na giełdzie. Nasz akcjonariat jest bardzo rozdrobniony. Prowadzimy rozmowy, ale bez większych nadziei — ocenia Katarzyna Suszanowicz.

Podczas WZA okazało się, że największym akcjonariuszem spółki są trzy NFI z grupy PZU. Należało do nich... 3 proc. akcji Próchnika. NFI wybrały radę, ale zaraz później otwarcie poinformowały, że nie zamierzają pomagać Próchnikowi.

W takiej sytuacji coraz częściej na rynku pojawiają się plotki dotyczące upadłości Próchnika.

— W tej chwili takich decyzji nie ma, choć rozważamy wszystkie możliwe scenariusze — tłumaczy Katarzyna Suszanowicz.

Spółka mogłaby skorzystać z nowego prawa upadłościowego i przeprowadzić postępowanie naprawcze w upadłości.

— Mamy już zawarty układ. Upadłość nie jest konieczna. Zawsze możemy ograniczyć działalność do pracy na czyjś rachunek. Tylko wtedy trudno o godziwe zyski — tłumaczy prezes.